SIEĆ NERDHEIM:

Chris Pratt, Obcy i źle naoliwiony wehikuł czasu. Recenzja filmu Wojna o Jutro

Wojna o jutro – kadr z filmu

Chris Pratt polubił się z kinem rozrywkowym. Ganiał już za dinozaurami, strzelał z rewolweru na dzikim zachodzie jako jeden z siedmiu wspaniałych i oczywiście był Strażnikiem galaktyki. Tym razem zostanie wysłany na wojnę, aby uratować ludzkość przed zagładą. Brzmi niebezpiecznie? To jeszcze nie wszystko! Nasz dzielny Starlord będzie musiał odbyć podróż w czasie i ponaparzać do kosmitów. Porównując całość zadania do tego, czego doświadczył, stając ramię w ramię z Avengersami, to raczej nie powinno być dla niego mega wyzwaniem. Czy jednak Wojna o jutro to kolejny tytuł, z którego Chris Pratt powinien być dumny?

Bez owijania w bawełnę – nie jest to najlepszy film tego aktora. Pomimo tego, że widać, iż nieco czasu spędził na siłowni, to wygląda tak, jakby spuszczono z niego całe powietrze. Zupełnie jakby charyzmatyczny mężczyzna stracił tę iskrę i co prawda nieco się stara, ale sprawia przy tym wrażenie, jakby nieco nudził się na planie. To nie jest do końca jego wina. Nawet Jack Nicholson czy inna gwiazda wielkiego formatu nie uratowałaby filmu, gdyby jego scenariusz był pisany w windzie na kolanie. A niestety ten element to najgorsza część Wojny o Jutro. Zach Dean w roli scenarzysty ewidentnie się nie popisał, a Chris McKay jako reżyser lepiej się czuje, gdy realizuje produkcje animowane. Jego Robot Chicken czy The Lego Batman Movie to świetne tytuły, więc najnowszy filmowy eksperyment McKay’a można uznać za wypadek przy pracy. I to srogi.

Bez zbędnej dramaturgii i stopniowania napięcia obwieściłem w paru zdaniach, że film do najlepszych nie należy. Tak jak twórcy tego dzieła, postanowiłem nie silić się na mądre słowa i od razu przejść do sedna. Wojna o jutro ma podobnie zawrotne tempo. Akcja zaczyna się w 2021 roku, kiedy nieświadomi przyszłych wydarzeń Amerykanie beztrosko oglądają mecze w telewizji, spędzają czas z rodzinami oraz przyjaciółmi i wykonują pierdylion różnych, standardowych czynności. Niedługo wszystko się zmieni. Nagle, bez specjalnych ceregieli, podczas wydarzenia sportowego przybywają przybysze z przyszłości! Obwieszczają smutne nowiny – za 30 lat Ziemia zostanie zaatakowana przez potężne potwory z kosmosu i los ludzkości wisi na włosku. Trzeba przyznać, że informacja o III Wojnie Światowej byłaby bardziej radosna. To nie koniec złych newsów – wielkie, mądre głowy z przyszłości wymyśliły sobie całkiem radykalny (i w mojej opinii dosyć głupi) plan przetrwania. Otóż ludzkość z teraźniejszości „musi” przenieść się w czasie, aby pomóc im w walce z zagrożeniem. Słowo „musi” jest tutaj dosyć znaczące i rozpoczyna szereg zupełnie nietrafionych pomysłów scenarzystów.

Wojna o jutro – kadr z filmu

Wiecie, gdyby jakiś ziomek z kumplami przyniósł mi takie wieści, to jako Prezydent miałbym pewne obiekcje co do słuszności tego planu. Nie dość, że mamy do czynienia z bezproblemową wiarą na temat tego, co się wydarzy za 30 lat, to w bonusie społeczeństwo zostaje postawione pod ścianą. I to taką, w kierunku której lecą pociski. Jeśli wybrane jednostki nie zgodzą się na karkołomną podróż, wówczas ich bliscy – matki, żony, dzieci i kochanki – zostaną wysyłani zamiast nich. Doprawdy, rząd USA prowadzi ciekawą politykę, ślepo wierząc w takie sytuacje, nie chroniąc swoich obywateli, a co więcej, godząc się na rzeź niewiniątek i uszczuplenie populacji. Te specjalnie wybrane jednostki to mix żołnierzy, staruszków i osób, które nigdy nie trzymały broni w rękach. Jednak od czego mamy ekspresowe szkolenie? Na jakiej podstawie ten plan miałby okazać się skuteczny? W skali od 1 do 100 daję mu optymistyczne 10. Zresztą to nie jedyne niedopracowanie tej jakże ważnej misji. Element chronoportacji również pozostawia wiele do życzenia. Zanim nasi poskramiacze obcych zostaną przez nich zaatakowani (i prawdopodobnie zlikwidowani), to muszą liczyć na trochę szczęścia. Tunel czasoprzestrzenny wyrzuca ich tuż nad budynkami w centrum zniszczonego miasta. Cóż, wiadomo, że Chris Pratt jest w czepku urodzony i wyląduje bezpiecznie w basenie. Co do reszty „lotników”– niezbadane są wyroki scenarzystów: nigdy nie wiesz, kiedy zaliczysz bliskie spotkanie z dachem lub ścianą budynku. Szanse na przeżycie przy takim uderzeniu nie są raczej zbyt wysokie. Skrypt był pisany tak szybko, że jego autorzy chyba zapomnieli o jakiejkolwiek ochronie swojego drugoplanowego bohatera zbiorowego. Subtelnie zasugerowałbym chociażby użycie spadochronów.

Wojna o jutro – kadr z filmu

Takich głupotek w tym filmie znalazło się co niemiara; oczywiście nie będę ich tutaj wszystkich przytaczał, bo to nie jest praca naukowa na ten temat. Jeśli już jesteśmy przy temacie nauki, to sama koncepcja podróży w czasie zawsze budzi wiele wątpliwości. Nie jestem fizykiem czy innym naukowcem, nie miałem też okazji, aby sobie skoczyć parę lat do przodu, ale przy każdym filmie wykorzystującym ten motyw zastanawiam się, jak scenarzyści wybrną z paradoksu czasowego. Przy takich wycieczkach jest bardzo duża szansa na to, że spotkamy samego siebie, co raczej nie jest pożądaną okolicznością. Zważając na bardzo uproszczony scenariusz Wojny o Jutro, to akurat ten aspekt został przemyślany. Osoby wysyłane w przyszłość dobierane są według prostego klucza – w 2051 roku już nie żyją. Proste rozwiązania czasem są najlepsze i w tym wypadku to stwierdzenie sprawdza się najlepiej. Pewnie też się zastanawiacie, dlaczego akurat została wybrana taka data i czemu nie cofnąć się do innych lat, np. w jeszcze dalszą lub bliższą przeszłość, aby jak najszybciej wyeliminować niebezpieczeństwo, zanim nadejdzie z zaskoczenia? Nie lepiej wyprzedzić fakty i zareagować w inny sposób? Maszyna czasu powinna mieć trochę więcej możliwości. I nawet zostało to wytłumaczone, tylko mam nieodparte wrażenie, jakby dopiero po nakręceniu filmu ktoś zadał pytanie:
– Ej, a jeśli widzowie zapytają się, dlaczego nie mogliśmy zrobić tego inaczej?
– Luzik, dogramy na szybko jedną scenę z ekspresowym wytłumaczeniem i nikt się nie zorientuje, że nie przemyśleliśmy tego od początku.
Tak to właśnie widzę oczami wyobraźni. Są to wyżyny pisania leniwego, niedopracowanego scenariusza. I nawet przymknąłbym oko na pewne nieścisłości czy drogi na skróty, gdyby reszta elementów potrafiła wzbudzić we mnie jakieś pozytywne emocje.


Wojna o jutro – kadr z filmu

Przede wszystkim, jak na film akcji i jego potężny, 2,5-godzinny metraż, to w zasadzie tej całej walki z obcymi nie ma tak wiele. Faktycznie, w momencie, kiedy bohaterowie muszą szybko reagować i używać siły ognia, to jest całkiem sympatycznie. Potwory oraz efekty specjalne zostały wykonane bardzo porządnie, a znajdzie się i parę estetycznych kadrów z ciekawą kompozycją. Dewiza „mniej gadania – więcej działania” wpływa na korzyść filmu. Gdy już przeciwnik pojawia się na ekranie, to jest potężny, liczebny, szybki i bezlitosny. Jest wybuchowo, wystrzałowo, z odpowiednią dynamiką. Przez chwilę można zapomnieć o scenariuszowych głupotach. Szkoda, że twórcy nie skupili się bardziej na tym aspekcie i wpadli równolegle na zgoła przeciwny pomysł, że w Wojnie o Jutro więcej będziemy gadać niż strzelać. Dialogi oraz relacje między postaciami, delikatnie mówiąc, nie są najmocniejszym punktem programu. Większość bohaterów w zasadzie się nie liczy. Nie byłem w stanie zaangażować się emocjonalnie w którąkolwiek z sytuacji osobowych. Było mi naprawdę wszystko jedno, kto przeżyje, a kto zginie, no może poza Chrisem Prattem oraz J.K.Simmonsem, który gra jego ojca. Zawsze lubię zobaczyć tego aktora na ekranie, nawet w małej roli. Szkoda, że ich relacja jest taka miałka, bezmyślnie dramatyczna i finalnie przewidywalna. Jednak gdy jeden z bohaterów nazwał łysego aktora „foliowym Mikołajem”, to nawet uśmiechnąłem się pod nosem. W filmie brakuje tego typu sytuacji. To przekłada się na kolejny minus produkcji –Wojna o Jutro jest śmiertelnie poważna do tego stopnia, że wszyscy są drętwi, flegmatyczni i mało interesujący. Wprowadzenie wątków humorystycznych i więcej luzu pomogłoby produkcji. Skoro pomysł sam w sobie jest dosyć naciągany, a kolejne decyzje nielogiczne, to wykazanie w produkcji  samoświadomości konwencji pomogłoby w odbiorze. Czasem warto nie traktować się zbyt serio.

Wojna o jutro – kadr z filmu

Finał tego obrazu nie wywróci waszego życia do góry nogami. Dla widzów obeznanych z tematyką kina rozrywkowego oraz zauważających klisze filmowe zakończenie będzie mało dramatyczne i bardzo przewidywalne. Film jest przeokrutnie długi, zawiera mało akcji, za to całą masę słabych dialogów i scenariuszowych potknięć. Wojna o Jutro nie zostanie przeze mnie dobrze zapamiętana – ma pewne ciekawe elementy, ale przy przewadze tych złych fragmentów stają się one ledwo widzialne. Aktorzy się marnują, bo Chris Pratt, J.K. Simmons, Yvonne Stahovski czy Betty Gilpin to charyzmatyczne gwiazdy, które zasługują na zdecydowanie lepsze produkcje. Owszem – obejrzeć można (tym bardziej, że tytuł jest dostępny na Amazon Prime Video), ale gwarantuję, że można zaleźć coś lepszego w tym gatunku, aby wspomnieć chociażby Na Skraju Jutra.

Tytuł oryginalny: The Tomorrow War
Produkcja: Amazon
Typ: film
Gatunek: Akcja/Sci-Fi
Data premiery: 02.07.2021 r.
Twórcy: Chris Mckay, Zach Dean
Obsada:  Chris Pratt, Yvonne Strahovski, J.K. Simmons, Betty Gilpin

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Marcin Gontarski
Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Ogromny fan starszego kina, taśm 35mm, kinooperator w warszawskim kinie Iluzjon. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.