• INNE
Więcej

    Recenzja statuetki SSV Normandy SR-1

    1

    SSV Normandia SR-1 (ang. Systems Alliance Space Vehicle Normady Stealth Reconnaissance 1) – Statek kosmiczny stworzony i rozwinięty przez Przymierze Systemów we współpracy z Hierarchią Turian, finansowany przez Radę Cytadeli. Projekt został zoptymalizowany do samotnych misji wywiadowczych głęboko wewnątrz niestabilnych regionów galaktyki, przy użyciu najnowocześniejszej technologii maskującej i eksperymentalnego rdzenia napędowego Tantalus. Wprowadzony do służby w roku 2183, pierwotnie pod dowództwem kapitana Davida Andersona, następnie został przekazany w ręce pierwszego ludzkiego Widma, komandora Sheparda, służąc mu jako baza operacyjna oraz główny środek transportu.

    Wyprodukowany przez firmę Dark Horse w roku 2013 model statku-bazy studia Bioware jest dobrze znany wszystkim fanom trylogii Mass Effect. Wielokrotnie przerabiany do wszystkich trzech części gry, unowocześniany i optymalizowany. Można by rzec, że zmieniał się wraz z dowodzącym nim Komandorem Shepardem. Jednakże nas interesować będzie jego pierwotna wersja, jaką poznajemy na samym początku przygód z pierwszym ludzkim Widmem. Jak więc prezentuje się model? To zaraz rozstrzygniemy.

    Pierwsze, co dostajemy w ręce, to dość mały karton z zaprezentowanym nań modelem. Wszystko w typowym dla Mass Effect stylu, z uwzględnieniem zarówno logo, jak i elementów tła. Próżno jednak szukać jakichkolwiek informacji, bądź instrukcji dotyczącej użytkowania produktu, prócz nazwy i producenta. Nieświadomy, niezaznajomiony z trylogią gracz ujrzy zatem zwykły statek kosmiczny o opływowym kształcie i strukturze. Ot, bibelot. Niby mało istotny szczegół, ale jednak.

    2

    Jednakże nie samymi instrukcjami człowiek żyje. Ważna jest wszak zawartość książki, a nie okładka, czyż nie? Tak też jest i w przypadku modelu. Po otwarciu pudełka i uwolnieniu miniatury ze styropianowych okowów, widzimy dwie części – sam statek, oraz podstawkę. Oba te elementy wykonane są z metalu. Jest to stanowczo cecha bardzo pozytywna, gdyż miniatura jest przez to trwalsza i nie zniszczy się tak szybko, jak plastikowe figurki. Długość statku wynosi ponad 17 centymetrów, zaś wysokość z podstawką nie przekracza 7 centymetrów. Nie zawali nam więc całego biurka, parapetu, czy gdzie to jeszcze planujemy trzymać nasz skarb. Cały model wiernie odwzorowuje sylwetkę statku, którym podróżował nasz Komandor – bez zbędnych dodatków, nie widać też braków.

    Samo malowanie nie napawa jednak zachwytem. Istnieje zasada, iż maszynowo malowana figurka nigdy nie dorówna tej malowanej ręcznie. Sprawdza się ona również i w tym przypadku. Choć z początku nie widać żadnych skaz, bystre oko zauważy liczne „omsknięcia” pędzla, puste, białe miejsca, gdzie powinny pojawić się barwy, a same detale zostały potraktowane po macoszemu. Niby kolorystyka statku uboga i nie powinna sprawiać trudności, więc skąd takie błędy malarskie? Precyzja została zachowana w zasadzie jedynie przy podstawce, która dwukolorowa i nieobfitująca w detale zwyczajnie nie mogła nie wyjść.

    3

    Co się tyczy „zabawy” naszym modelem – nie pobawimy się elementami. To zwyczajny model o nieruchomych częściach, jakie znają z dzieciństwa nasi rodzice i dziadkowie. Możemy pokręcić nim trochę, gdy umieścimy go na szpikulcu podstawki, lecz poza tym pozostaje nam jedynie wyobraźnia. Plus tego taki, że przynajmniej nic nie pogubimy i całość prezentuje się wcale zgrabnie.

    Model dostępny jest przez cały czas na stronie biowarestore.com w zawrotnej cenie 35$. Na tej samej stronie dostępne są oczywiście także późniejsze wersje – SSV Normandy SR-2 i SR-3. Czy ten produkt jest wart swej ceny? To zależy od tego, czy potrafimy przymknąć oko na drobne wady fabryczne i zwyczajnie cieszyć się repliką ulubionego statku trylogii Mass Effect. Ja osobiście rzuciłam się na niego z błyskiem szaleństwa w oku i choć serce mi krwawi na widok niedokładnego malowania, zawsze można usunąć farbę i naprawić szkody samodzielnie.

    Ocena: 7/10

    Plusy
    + solidne wykonanie
    + stabilna
    + nawet najzdolniejsi będą mieli trudności z pogubieniem elementów
    + wierna replika statku z Mass Effect

    Minusy
    – detale i malowanie potraktowane po macoszemu
    – cena

    Autor: Angi

    Poprzedni artykułRecenzja słuchowiska Karaluchy
    Następny artykułRecenzja gry Limbo

    Dodaj komentarz

    avatar
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Z wykształcenia filolog, z fachu SEM, a prywatnie pingwin z chrapką na władzę nad światem. Chciałam zostać tłumaczem, ale po drodze urodziło się milion innych pomysłów i wyszło jak wyszło. Spektrum moich zainteresowań zdaje się nie mieć końca. Uwielbiam pisać opowiadania i poezję, czytać, grać w gry komputerowe. Fascynuje mnie mitologia, szeroko rozumiana metafizyka, sny i inne zjawiska niewytłumaczalne. Muzyki słucham dobrej; moja ścieżka dźwiękowa jest bardzo zróżnicowana i często skaczę z jednej melodycznej skrajności w drugą. Podobnie w życiu. Jestem albo paskudną, złośliwą bestią, albo uchylę nieba, lecz to zależy od humoru, temperatury, ciśnienia, nagromadzenia poszczególnych zjawisk atmosferycznych i meteorologicznych. W skrócie, nigdy nie wiesz, czy dostaniesz kwiatka, czy może kwiatkiem.