• NA EKRANIE
Więcej

    W kompozycji wielu światów. Recenzja Spider-Man Uniwersum

    Plakat

    Kiedy po raz pierwszy pojawił się zwiastun najnowszej produkcji w świecie Spider-Mana, wywołał nie lada zamieszanie. Zapowiadał coś dotąd niespotykanego, unikatowego i wnoszącego powiew świeżości. Przedstawienie wreszcie na dużym ekranie postaci Milesa, poklatkowy styl animacji, bardzo zachęcająca scena po napisach w Venomie – zapowiadało to coś naprawdę dobrego, ale obawy powodował fakt, że produkcją miało zająć się Sony. Jednak jak poradził sobie ich najnowszy film? Poznajcie opinię naszych recenzentów!

    Martinez: Szczerze mówiąc, zawiodłem się na tym filmie… W pierwszym zwiastunie zobaczyłem świetną technicznie animację łączącą akcję z nowoczesnym designem, dobre dialogi oraz wyraźnie zarysowane postacie. Na żadną produkcję superbohaterską nie czekałem tak niecierpliwie, jak na Spider-Mana Uniwersum, a oczekiwania miałem niezmiernie wysokie. Po wyjściu z kina poczułem się oszukany, ponieważ film spełnił je w stu procentach i… nie mam na co narzekać.

    Tomxyz: Ja z kolei podszedłem do Spider-Man Uniwersum na zupełnym luzie i bez jakichkolwiek oczekiwań. Fakt, film zapowiadał się świetnie chociażby od strony wizualnej, co dało się zauważyć już po znakomicie wykonanym zwiastunie. Jednak ile ja już się naoglądałem takich dobrze rokujących trailerów? Bez liku. A tu proszę – miła niespodzianka!

    Jurkir: Jeśli chodzi o mnie, to obawa i zaciekawienie były dominującymi uczuciami. Kiedy zobaczyłem zwiastuny, byłem bardzo zainteresowany tym tytułem. Jednakże fakt, że produkowało go Sony, sprawiał, że miałem obawy dotyczące produkcji. Koniec końców na szczęście się nie zawiodłem, a nowy Spider-Man jest moim topem tego roku.

    Idris: O matko, jak ja się tą animacją jarałam! To nie było nieufne spoglądanie w stronę wytwórni i zachowawcze nastawianie się na to, że Spider-Man Uniwersum nie spełni tych moich wygórowanych oczekiwań. Takiej opcji nie brałam nawet pod uwagę! Już pierwsza zapowiedź (zobaczona przeze mnie po całkiem udanym Venomie) sprawiła, że mój hype train odjechał w stronę zachodzącego słońca, a ja w nim, mając miejsce przy oknie i obserwując widoki. Czy się zawiodłam? No oczywiście, że nie!

    Leniwiec: Na film wybrałem się niesiony falą świetnych recenzji i poleceń. Chyba pierwszy raz się na nich nie zawiodłem. Poza tym, że kupiła mnie stylistyka, ja, jako ktoś, kto nie siedzi specjalnie w komiksach, w końcu mogłem w prostej formie poznać choć częściowo Milesa. Poza tym: hej, animacje są dużo fajniejsze od filmów aktorskich, nie mogli tego popsuć!

    Kajtii: Napisać, że najnowszy Spider-Man zbierał dobre recenzje, to nie napisać nic. Poszedłem na seans stosunkowo późno, bo dopiero w pierwszy styczniowy weekend. Do tego czasu zdążyłem się nasłuchać opinii, które wznosiły animację pod niebiosa. Wchodzę na Twittera – pochwały dla Pająka, bliźniaczo na Facebooku – pochwały dla Pająka. W zeszłym tygodniu jechałem pociągiem i zacząłem przysłuchiwać się dwóm nastolatkom obok. Chyba nie muszę zdradzać, co chwaliły? Dziś, już po seansie, zachwyty nie wydają mi się oderwane od rzeczywistości. Podpisuję się pod każdą przeczytaną i zasłyszaną pochwałą. Jak dla mnie animacja roku, a nawet kilku ostatnich lat.

    Uczeń i mistrz

    Fabuła, historia

    Martinez: Zawód może natomiast spotkać kogoś, kto spodziewał się mrocznego realizmu bądź postheroicznego rozrachunku. Spider-Man Uniwersum wraca do korzeni gatunku – do komiksu. I robi to z pełną świadomością przerysowania świata przedstawionego i pretekstowości wątków. Bohaterów nakreślono grubą kreską, fabuła zaś jest wyraźnie liniowa. Z drugiej strony postacie są wyraziste, akcja natomiast tak wartka, że nie miałem czasu na refleksję. Twórcy podeszli do materiału źródłowego (szczególnie do komiksowego eventu Spiderversum) w sposób nie wierny, nie nabożny, ale kreatywny i zarazem pełen szacunku do tradycji. Zachowali ducha oryginału, wykorzystując go do stworzenia zupełnie nowej opowieści (to dobrze, bo pierwowzór był niezbyt interesujący). To jeden z niewielu superbohaterskich obrazów, tak odważnie pogrywający z widzem na poziomie metatekstowym (podobnie jak Lego: Batman bądź Deadpool).

    Tomxyz: Większe rozkminy zostawię Martinezowi, bo gołym okiem widać, że gość wie, o czym pisze. Od siebie dodam jedynie, że fabuła jest, co prawda, bardzo przewidywalna, ale poskładana w tak umiejętny sposób i pędząca w tak szybkim tempie, że w ogóle mi to nie przeszkadzało. Dodatkowo w historii jest mnóstwo nawiązań i smaczków, jak np. animowane cameo Stana Lee czy numer telefonu do Briana Michaela Bendisa (byłego scenarzysty Spider-Mana) w smartfonie Moralesa. Wobec tego i przeciętni widzowie, i hardkorowi fani Pajęczaka (True Believers!) znajdą tu coś dla siebie.

    Jurkir: W swojej opinii dotyczącej fabuły nie będę ustosunkowywał się do tego, co napisali moi koledzy. Przedstawię w pełni swój pogląd i jeśli zdarzają się powtórzenia względem ich akapitów, to z góry bardzo przepraszam. Film prezentuje widzowi, brzydko mówiąc, oklepaną, typową historię superbohaterską. Jednakowoż dynamiczne tempo i bardzo dobrze zarysowane postacie sprawiają, że jest to zaleta. Taki typ historii idealnie wpisuje się w kanon. Pomimo struktury typowego filmu bohaterskiego, rozpatrując go jako film czteroaktowy, posiada wyjątkowo krótki trzeci akt, który jest miłą odmianą do tego, co dotychczas widzieliśmy i serwuje nam nowoczesne i świeże podejście. Choć dzieło to skierowane jest do młodszego odbiorcy, nie unika poruszania ciężkich klimatów i podkreślania, że jest to nieodzowny element związany z prezentowanym archetypem bohatera. Scenarzyści podeszli także w niespotykany dotąd sposób do łamania czwartej ściany. Zabieg ten odbywa się przez cały seans, ale jest robiony w sposób niejawny. By to zrozumieć, trzeba po prostu iść i zobaczyć.

    Idris: Przyznam, że kwestie komiksowych pierwowzorów, nawiązań, cameo i całej tej otoczki dla „prawdziwych wyjadaczy” zostawię naszym redakcyjnym kolegom. Jestem newbie, jeśli chodzi o powieści graficzne (moja wiedza w tym temacie jest mocno ograniczona i powierzchowna, a na nadrobienie braków nie mam czasu, czasu i jeszcze raz czasu). Ta radosna nieświadomość nie sprawiła jednak, że Spider-Man Uniwersum oglądało mi się źle. Wręcz przeciwnie! Fabuła jest do tego stopnia wciągająca, że nie mogłam oderwać wzroku od ekranu (co jest również zasługą animacji, ale o tym później). Faktycznie, jest liniowa, nie stanowi to jednak wielkiego zarzutu, jeśli weźmie się pod uwagę, że większość filmów superbohaterskich właściwie przeprowadza bohaterów z punktu A do punktu B, nie zbaczając z wybranej ścieżki. Niesamowitym plusem jest tempo akcji!

    Leniwiec: Ciężko mi do historii dodać coś, co jeszcze tu nie padło. Poprzednicy znajdą się na tym znacznie lepiej niż ja, ale… To ja mam ten przywilej patrzenia na produkcję okiem laika. W moim wyobrażeniu Spider-Man Uniwersum to właśnie kwintesencja przygód pajęczaka. Niby mamy poważne zagrożenie dla miasta, a kto wie, czy nie dla całego świata, a jednak zupełnie tego nie czuć. Liczne gagi nie dość, że śmieszą, to jeszcze pozbawiają produkcji pompatyczności, której osobiście bardzo nie lubię. Szwankowało mi w przygodach pajęczaków trochę tempo akcji. Gdy początek idzie dość mozolnie, końcówka to totalny chaos: wszystko lata, skacze, pędzi od tragedii do tragedii. Czasem można się pogubić.

    Kajtii: Zdaje się, że koledzy wyżej całkowicie wyczerpali temat. Nie chcę Was, drodzy czytelnicy, narażać na czytanie wszystkiego kilkukrotnie. Czas, który moglibyście spędzić, czytając moje spojrzenie na przedstawioną historię, poświęćcie na wypad do kina i sami się o niej przekonajcie. Warto, bo trafi ona do każdego. Jest niezwykle uniwersalna. Bez znaczenia, czy zapytany o wiek przed drugą cyfrą wpisujesz już „4”, czy liczba ta oznacza ilość mleczaków, które do tej pory straciłeś – zawsze znajdziesz coś dla siebie.

    Super obsada głosowa

    Postacie

    Tomxyz: Główne postaci obdarzone pajęczymi mocami, to – oprócz głównego bohatera, Milesa Moralesa – również Peter Parker, Peter B. Parker, Spider-Gwen, Spider-Man Noir, Peni Parker i Spider-Kwik. Unikalny, bardzo ciekawy przekrój bohaterów tak różnych, jednocześnie mających ze sobą tak wiele wspólnego. Z początku żałowałem, że zabrakło miejsca dla Spider-Mana 2099 czy Scarlet Spidera, ale bardzo szybko doszedłem do wniosku, że kolejne „klony” Petera i Milesa nie są potrzebne fabule (co ciekawe, ich brak został pośrednio zrekompensowany w inny sposób). Dzięki temu jest koloryt. I jest różnorodność, ponieważ każdy protagonista wnosi do filmu coś świeżego. Moim zdaniem był to strzał w dziesiątkę. Spośród antagonistów Sony sięgnęło po klasycznych, choć świetnie zliftingowanych złoczyńców jak Kingpin, Doc Ock, Scorpion, Tombstone czy Prowler. Do tego genialna obsada aktorska – Mahershala Ali, Nicolas Cage, Chris Pine, Liev Schreiber, Zoe Kravitz.

    Martinez: A doczekałeś do sceny po napisach? Jeden z Twoich ulubieńców się w niej pojawia. Chciałbym jeszcze napomknąć o postaciach drugoplanowych, również będącymi mocną stroną produkcji. Spider-Man Uniwersum to film przede wszystkim o rodzinie (tej superbohaterskiej i „zwykłej”), dlatego ważna jest relacja Milesa z ojcem-policjantem oraz wujkiem pozyskującym dochody z innych źródeł. Żałuję trochę, że matka bohatera pozostaje w cieniu, ale ciocia May w kolejnej, oryginalnej inkarnacji spełnia funkcję matriarchalną. Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że to nieco zbyt męski świat – kobieta może tam być jedynie partnerką bohatera. Nawet wątek Spider-Gwen podszyty jest „chodzeniem”. Ciekawe, że również dla głównego antagonisty – Kingpina – motywacją jest rodzina. Skoro przy Fisku jesteśmy, to niezwykle mi się podobała ta kreacja – milkliwy, zwalisty, monstrualnie kwadratowy, odziany w czarny garnitur złoczyńca jest taki, jak w komiksach – straszy nie tylko wpływami, ale też posturą. Drugą perełką wśród siepaczy jest Prowler – sekwencje akcji z jego udziałem przywodzą na myśl obrazy s-f w stylu Predatora – postać zaiste sieje postrach.

    Tomxyz: Aaa, nie doczekałem sceny po napisach! Spieszyłem się do toalety!

    Jurkir: Choć większość rzeczy została już powiedziana, to niestety Tomek, wymieniając kadrę, pominął Shameika Moore’a, Jake’a Johnsona oraz Hailee Steinfeld, którzy odegrali tak naprawdę najważniejsze postacie i swoje kwestie odegrali znakomicie. Choć nie znam Pana, który wcielał się w rolę Milesa to z umiejętnościami aktorów głosowych Petera i Gwen byłem bardzo zaznajomiony i oczekiwałem wysokiego poziomu. Natomiast to, co mi zaprezentowało, zmiotło mnie z podłogi. Nie dość, że postaci te zostały odegrane w mistrzowski sposób, to na samym początku zostały bardzo dobrze zarysowane, a ich rozwój dział się przez cały czas trwania filmu. Znalazło się tu bardzo duże grono postaci, a scenarzyści umiejętnie nimi zarządzili, by każdy dostał odpowiednią ilość czasu dla siebie. Razem ze skalą ilości protagonistów urosła, także liczebność villainów. Na szczęście nie usiłowano się zagłębiać w ich analizę oraz motywacje. Choć można odebrać to, co napisałem jako pójście na łatwiznę, to nie jest tak do końca. W przypadku takich kluczowych postaci jak Kingpin czy Doc Ock, zostało to ukazane w łagodny i umiejętny sposób, który wpłynął na rozwój postaci.

    Idris: Wiecie, jak super było zobaczyć te wszystkie inkarnacje Spider-Mana za jednym zamachem? Nie wiecie? To koniecznie musicie się przekonać! Świetnie napisani oraz zagrani bohaterowie kupują serduszka widza błyskawicznie. Oczywiście, moim ulubieńcem jest Miles Morales (naprawdę chciałam doczekać się pojawienia tego Pajęczaka na wielkim ekranie), tuż za nim plasował się oczywiście Peter Parker i… no oczywiście, że Spider-Man Noir! Pozostali, wspomnieni już przez chłopaków, zajmowali odrobinę dalsze miejsca. No i złole! No proszę, tego Kingpina można się było bać!

    Leniwiec: Tylu Spider-manów w jednym miejscu jeszcze nie widziałem. Chyba że u siebie w piwnicy… Mniejsza. Różnorodność postaci to na pewno spory plus dla filmu. Chciałbym napisać, że każdy się czymś wyróżnia, ale nie chcę kłamać. Na dobrą sprawę konkretny charakter ma z całej bandy jedynie Peter B. Parker. Miles i Gwen są, miło na nich patrzeć, miło ich posłuchać, ale nic więcej. Szkoda jednak, że twórcy pozostałą trójkę pająków odrzucili gdzieś na bok, dając im jedynie za zadanie rozbawienie widza. Uwielbiam serialowego Kingpina, a ten w Spider-man Uniwersum mnie nie zawiódł. Gdy pozna się trochę historię Wilsona Fiska, widać, że jest postacią tragiczną, a cała intryga, którą uknuł w animacji, jedynie podkreśla ten fakt. Osobiście było mi go szkoda. Serio.

    Kajtii: Tyle różnych wersji Spider-Manów na jednym ekranie. Cudownie było to oglądać. Znalazłem w tym jednak pewien mankament. Czas… A raczej jego brak. Świetne było zawarcie tylu różnych adaptacji Człowieka Pająka, ale pociągnęło to za sobą szereg konsekwencji. Nie mam tu na myśli przełożenia ilości nad jakość, bynajmniej! Należę do osób, które cenią sobie rozbudowanych bohaterów. Chcę chłonąć historię, perspektywę, podejście do życia itd. Tutaj mi tego zabrakło. Tak w gruncie rzeczy, bliżej dane nam się było związać z Milesem, wokół którego kręciła się historia, a reszta? Peter Parker z innego wymiaru dostał swoje 5 minutek i na tym koniec. Pozostali mieli kolosalny potencjał, ale przez brak czasu dostaliśmy możliwość polizania lodów przez szybę w cukierni. Na pierwszy rzut oka się zgadza, ale smakuje jakoś inaczej.

    Różni bohaterowie

    Animacja

    Jurkir: Jeżeli o samej animacji oraz wizuali mówić, to zaprezentowany został tutaj szczyt umiejętności artystycznych. Stworzenie filmu pięknego, żywego, z przeplatającymi się stylami artystycznymi było nie lada wyzwaniem, a twórcy podołali mu w pełni. Całość filmu można nazwać po prostu animowanymi kadrami z komiksu. Zabieg ten jest tutaj podkręcony do pełni możliwości, serwując takie klasyczne komiksowe zabiegi jak myśli w dymkach czy narratora w żółtych ramkach. Od siebie mogę powiedzieć jedynie, że z artystycznego aspektu jest to mistrzostwo, a bliższą analizę przedstawi Martinez poniżej.

    Martinez: Gratuluję twórcom Spider-Mana Uniwersum odwagi. Mogliśmy dostać wprawione w ruch komiksowe kadry (co ostatnio często zdarza się w animacjach WB) albo totalnie uładzoną opowieść w stylu disneyowskim. Tymczasem twórcy poszli na całość, bawiąc się kolorami i efektami, często zderzając różne style graficzne w jednym ujęciu (np. kreskówkę w stylu Looney Tunes z op-artową kompozycją w klimacie Samuraja Jacka). Oczywiście, ma to swoje uzasadnienie w koncepcji multiświata, zamieszkiwanego przez wiele wersji tych samych herosów. Każdy z drugoplanowych członków spider-drużyny jest rysowany w odmienny sposób – cartoonowy Spider-Kwik, animowa Peni Parker (i jej robot, SP//dr), czarno-biały Spider-Man Noir. Za estetyką idzie poetyka – każde z nich zachowuje się w sposób właściwy dla swojej konwencji. Na tym się jednak nie kończy – efekty specjalne filmu ograniczone są jedynie wyobraźnią artystów, dzięki czemu multiwymiarowe perypetie bohaterów wyglądają naprawdę niesamowicie. Zachwyciła mnie pełna świadomość konwencji trzech mediów – komiksu, filmu oraz animacji i olanie ciepłym tuszem kwestii zawieszenia niewiary czy rozbijanie „czwartej ściany”. To jest opowieść o superbohaterze – wsadźcie sobie realizm i wiarygodność! Zmiana kątów ustawienia „kamery” o 90 czy 180 stopni jest błyskotliwa i dodaje kolejną cegiełkę do wizualnej maestrii filmu. Podobał mi się nawet dość ograny pomysł z użyciem żółtych ramek, zawierających zapisane myśli Milesa.

    Tomxyz: Lepiej bym tego nie ujął. Warstwa wizualna jest w Uniwersum przecudna – stworzona z taką pieczołowitością, tak wielką dozą szczegółów, tak niesamowicie oryginalna, kreatywna i – generalnie rzecz ujmując – zapierająca dech w piersi, że aż trudno w to uwierzyć. Nie żartuję! Sam się zastanawiam, czy kadry na ekranie migały mi zbyt szybko, czy to po prostu mój mózg domagał się większej ilości czasu na ich podziwianie. Sony zaprojektowało piękny świat i wypełniło go ciekawymi postaciami, dynamicznymi scenami i wciągającą fabułą. Bardzo podobały mi się nawiązania do komiksowego stylu. Kadry, dymki, ramki itd. zostały wykorzystane w bardzo fajny, nowatorski i nienachalny sposób.

    Idris: Panowie napisali już wszystko, co sama mogłam stwierdzić na temat warstwy wizualnej tej produkcji. Spider-Man Uniwersum to majstersztyk! Pierwszy cud świata animacji, którego nie można nie zobaczyć na dużym ekranie. Naprawdę, nie żartuję. Na dniach wybieram się na Uniwersum po raz trzeci i jestem przekonana, że i tym razem dostrzegę szczegóły, które wcześniej mi umknęły, zwrócę uwagę na detale, na jakie nie zdążyłam na pierwszych dwóch seansach i nacieszę oko intensywnością barw. Już nie mogę się doczekać!

    Leniwiec: Spider-Man Uniwersum to uczta dla oczu. Trafiła do mnie nawet nie sama animacja, a wygląd miejsc, miasta, nawet telebimów z reklamami. Głównie przez dobraną kolorystykę, szczególnie Nowy Jork nocą zachwyca swoimi neonami.

    Kajtii: Piramida oczekiwań związanych z animacją była ogromna. Pokuszę się o stwierdzenie, że nieosiągalna dla większości animatorów. Co zrobili twórcy Spider-Mana Uniwersum? Pokazali, że na jej szczycie czują się jak w domu. Zaimponowała mi mnogość różnych wizji artystycznych. Nie mieliśmy do czynienia z przeprawą na skróty i wrzuceniem wszystkiego do jednego wora. Zwykły, niedzielny widz prawdopodobnie nic by sobie z tego nie zrobił, a jednak posunięto się o krok dalej i ukłon w stronę zaprawionych fanów. Winszuję, drodzy Twórcy – dobra robota.

    Gang najlepszych

    Najciekawsza rzecz

    Martinez: Atutów film ma co niemiara. Poczynając od sympatycznych, niejednoznacznych postaci (nawet złoczyńców, z których jedynie Tombstone i Scorpion są „chłopcami do bicia”), przez nieprzekombinowaną historię i perfekcyjną technicznie, nieortodoksyjną animację, sprawne balansowanie między komedią a dramatyzmem (film nie ucieka od tematu śmierci), aż po nienachalne odwołania do superbohaterskiej tradycji. Widz w każdym wieku, w różnym stopniu znający kanon, powinien na Spider-Manie Uniwersum się nieźle bawić (jeśli nie ma alergii na animacje).

    Tomxyz: Trudno byłoby mi wymienić jedną, konkretną rzecz, która spodobała mi się w Spider-Manie najbardziej. Po prostu zagrało tyle różnych aspektów, że ciężko mi coś wyróżnić. Film zdecydowanie należy pochwalić za spójność i perfekcyjne wykonanie. Bardzo ogólnikowo, ale myślę, że to sedno sukcesu tej animacji.

    Jurkir: Przy niewątpliwie ogromnej ilości zalet tego filmu, trudno wybrać jedną. Jeśli jednak muszę, to będzie to nietuzinkowe zarysowanie postaci i będę o tym mówił zawsze w superlatywach.

    Idris: Mam wybrać jedną najciekawszą rzecz? Nie macie litości. Nie da się. Chociaż panowie powiedzieli już tyle dobrego, że sama spojrzę na to z punktu widzenia laika. Dla mnie Spider-Man Uniwersum było otworzeniem oczu na to, że nie tylko Parkerem (no i Moralesem) stoi ta postać.

    Leniwiec: Jako fan chińskich bajek, nie mogłem nie ucieszyć się na mrugnięcie w stronę fanów anime. Postać Peni Parker wcale nie jest tak denerwująca, jak krzyczy Internet. Jest w porządku, chociaż brakuje jej trochę do wschodniego stylu – w komiksach prezentuje się znacznie lepiej. Ale cóż, to zawsze coś. No i jeszcze scena po napisach. Miód!

    Kajtii: Najciekawsza? Od początku najbardziej interesowały mnie relacje Milesa z rodzicami, a konkretnie – jego ojcem. Są to elementy, które powinny mieć duże znaczenie w tego typu tworach popkultury. Nie chcę spoilerować, więc zakończę na tym, że przedstawienie jej mnie nie zawiodło.

    Rodzina Milesa

    Najsłabsza rzecz

    Martinez: Czy ten film ma jakieś wady? Właściwie żałuję tylko, że nie zobaczyliśmy Spider-Punka oraz steampunkowej Lady Spider, ale to jedynie wyraz moich osobistych preferencji. Niekiedy traciłem wątek, bo na ekranie naprawdę wiele się działo, a ja nie potrafiłem skupić uwagi w jednym miejscu – scenarzyści nie zajmowali się wielokrotnym tłumaczeniem tego i samego (do czego przyzwyczaił nas hollywoodzki mainstream), zamiast tego wpakowując Pająków w kolejne kabały.


    Tomxyz
    : Naliczyłem może ze dwa malutkie minusiki, które właściwie można wybronić bez większego wysiłku. Po pierwsze, zbyt szybkie tempo akcji, co sprawiało że momentami gubiłem wzrok na ekranie. No, ale młodsi widzowie raczej nie powinni na to narzekać. Po drugie, zdarzył się jeden, dwa infantylne momenty. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że mówię to z punktu widzenia trzydziestolatka, czyli widowni troszkę starszej niż docelowa.

    Jurkir: Przykro mi, ale niestety nie jestem w stanie nic tutaj napisać. Cóż, może poza faktem, że trzeba teraz czekać na kolejną część i spin-off ze Spider kobietami.

    Idris: To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Tutaj zdecydowanie nie ma się do czego przyczepić.

    Leniwiec: I tak jak plusem była Peni Parker, to minusem jest… Peni Parker. Konkretniej: końcówka, która chciała zagrać na emocjach. Zupełnie zapominając, że widzowie nie zbudowali z tą postacią praktycznie żadnej więzi.

    Kajtii: Wspomniałem o niej przy okazji mojego komentarza odnośnie do bohaterów. Tutaj też to podtrzymam – zdecydowanie za dużo prezentów w paczce. Opakowanie nie ucierpiało, ale nie wszystkie prezenty można było wyciągnąć na wierzch. Radość niby jest, bo wciąż gdzieś tam są, ale użytek żaden.

    Czasem, aż za dużo się dzieje

    Podsumowanie

    Martinez: Zdecydowanie najlepszy film superbohaterski roku 2018. Zdaje mi się, że Sony wreszcie znalazło patent na Spideya (co zresztą widać było już w świetnym aktorskim Spider-Manie: Homecoming) i nie opowiedziało po raz kolejny tej samej historii. Teraz pora na Venom-verse!

    Tomxyz: Tu nie ma co za dużo strzępić jęzora – Spider-Man Uniwersum to złoto. Sony przeszło długą drogę od adaptacji z 2002 roku z Tobeyem Maguire’em w roli głównej aż do chwili obecnej. I dużo się przez ten czas nauczyło. Moje podsumowanie? Nie czytajcie nawet tej recenzji do końca – biegnijcie do kina, póki grają.

    Jurkir: Wszelkie podsumowania zostały już napisane przez moich kolegów, jeśli jednak mogę dodać coś od siebie to rzadko kiedy kupuje filmy na płytach, a ostatnim był Bladerunner 2049, a ten tytuł także znajdzie się na mojej półce. Nadal czytacie? Sio do kina!

    Idris: Spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje: bawił, wzruszał i dostarczał wielu innych emocji. Jedna z najlepszych animacji od lat i bodaj najlepszy film superbohaterski, który do tej pory powstał. Nie czekajcie z pójściem do kina! Naprawdę warto zobaczyć go na wielkim ekranie i podziwiać. Tak po prostu.

    Leniwiec: Pierwszy film w kinie, na którym byłem od długiego czasu. Mogę powiedzieć, a jestem trochę skąpcem, że nie żałuję ani grosza wydanego na bilet. Ba! Dajcie mi kolejną część albo coś podobnego, a wydam kolejne szekle. Wam też radzę nie oszczędzać na Spider-Man Uniwersum i obejrzeć go tak ze trzy razy.

    Kajtii: Nie zawiódł, nie rozczarował, a ja nie żałuję, że się na niego wybrałem. Zrobił na mnie ogromne wrażenie i zgadzam się z przedmówcami, że traktujemy tu o filmie, który zasługuje na miano najlepszego w roku. Genialna animacja, świetny film o superherosach, cudowne przedstawienie Spider-verse. Kawał dobrej roboty, twórcy z Sony. Liczę na więcej takich produkcji. Teraz migiem do najbliższego kina! I nie zapomnijcie naładować pajęczych sieci, bo przecież każdy z nas jest Spider-Manem!

    Za wspólną rozmowę dziękujemy ekipie bloga leniwapopkultura.pl

    Dodaj komentarz

    avatar
    Jurek Kiryczuk
    Jurek Kiryczuk
    Za dnia programista, w nocy maniak popkulturowy, który ogląda zdecydowanie za dużo seriali. Oprócz tego pochłania masowo komiksy, filmy oraz gry. Nie lubi dyskutować o muzyce, bo uważa, że każdy gatunek ma w sobie coś do zaoferowania, a sama muzyka powinna łączyć, a nie dzielić ludzi. Dusza humanisty zamknięta w ciele ścisłowca dostaje swoją chwilę, pisząc teksty na tym portalu. Oprócz popkultury i nowinek technologicznych lubi napić się dobrego piwa, a także zasłuchiwać się w podcastach.