Więcej

    Recenzja serialu Gra o tron S06E03

    1

    Recenzja może zawierać spoilery.

    Jeśli zastanawialiście się, czy poleniuchować trochę dłużej przed telewizorem, czy też wreszcie wziąć się do nauki przed sesją, ja osobiście polecam się pouczyć. Nic, co zobaczycie w tym tygodniu w Grze o tron nie będzie ani szokujące, ani poruszające, a nawet jeśli niektóre sceny pomagają naprowadzić wątek pewnych postaci na właściwy tor, na pewno nie są przełomowe.

    Odcinek trzeci szóstego sezonu Gry o tron był utrzymany w ciemnych barwach i moim zdaniem to całkiem rozsądny zabieg. Granat i szarość podkreślały powagę i ciężki nastrój panujący na ekranie większość czasu.

    2

    Akcja toczyła się powoli, miejscami wręcz zbyt wolno. Sceny takie jak rozmowa Tyriona z Missandei i Szarym Robakiem, czy konfrontacja młodego króla z przywódcą Wróbli, można zaliczyć do kategorii typowych „wypełniaczy”.

    Miałam także okazję zobaczyć parę momentów, które były wprawdzie ważne dla wątków niektórych postaci, ale z jakiejś przyczyny nie wzbudziły we mnie większych emocji. Wydaje mi się, że Gra o tron, serial, bazujący na stałym zaskakiwaniu widza nagłymi zwrotami akcji, wpadł w pewną pułapkę: po naprawdę niespodziewanej burzy, którą przyniósł nam odcinek drugi, ten – bardziej powolny, serwujący filozoficzne dialogi, może nieco rozczarować. Tak to już jest, twórcy przyzwyczaili nas do dobrego, i trudno nam się cieszyć ciszą przed kolejną burzą.

    3

    Niemniej nie trzeba popadać w skrajność – miałam przyjemność oglądać parę interesujących scen, dla których naprawdę warto przyjrzeć się odcinkowi trzeciemu, jeśli ma się wolną chwilę. Do tej wąskiej grupy mogę zaliczyć na pewno walkę pod Wieżą Radości, scenę wyczekiwaną przez fanów książek Martina. Nie powinni być zawiedzeni. Pojedynek między Arthurem Daynem, a młodym Eddardem Starkiem (w tej roli zobaczyłam Roberta Aramayo, ale byłam przekonana, że oglądam Neila Patricka Harrisa w długiej blond peruce – to tylko moje skojarzenie?) oraz ich ludźmi, był bardzo dobrze skonstruowany pod względem choreografii, a poza tym rzucił nowe światło na uwielbianą przez widzów postać Edda Starka i rozbudziła ciekawość w stosunku do następnych wizji Brana. Retrospekcje, sny i wspomnienia stanowią całkiem dużą część narracji książki, wielokrotnie stanowią podstawę dla wielu teorii, a czasami zmieniają całkiem postrzeganie danej postaci przez czytelnika, i żałuję, że dopiero teraz możemy widzieć je na ekranie.

    4

    Dziewczynka znana wcześniej jako Arya Stark przeszła przez kolejne drzwi procesu odzierania jej z tożsamości. Czekaliśmy na to dość długo, ale w końcu w jej sytuacji nastał pewnego rodzaju przełom. Jednak czy rzeczywiście mieliśmy nadzieję, że marzenie Aryi o zostaniu zabójczynią może się ziścić? Czy sama Aryatego chce?

    Daenerys przybywa do Vas Dorthrak. Sceny z nią związane były podwalinami pod prawdziwą akcję, jaka dopiero ma się rozegrać. Matka Smoków wyraźnie nie umie się odnaleźć w nowej sytuacji – odebrano jej władzę i kontrolę, do których przywykła. Liczę na to, że wydarzenia następnych odcinków w jakiś sposób zmienią jej charakter. Sezon piąty utwierdził mnie w przekonaniu, że przydałby się ktoś lub coś, co przypomniałoby jej, że wartość człowieka i jego umiejętności nie są określone przez to, ile posiada tytułów. A Daenerys, Zrodzona z burzy ma ich całkiem sporo, jak mogliśmy usłyszeć po raz setny w tym serialu.

    5

    I oczywiście Jon… Jon Snow, który na koniec poprzedniego odcinka otworzył oczy w swoim nowym życiu. Były dowódca Nocnej Straży dostał wystarczająco czasu, żeby się pozbierać i zrozumieć, że czasami niemożliwe staje się możliwe, a potem… zabrał się do wymierzania sprawiedliwości. Odcinek trzeci pozwala nam dostrzec, że śmierć zmieniła Jona. Spodziewałam się, że nawet, jeśli Jon wróci do żywych, nie będzie już taki sam. I nie jest. Można zauważyć to w bardzo subtelnych detalach i wydaje mi się, że sam Jon nie bardzo jest tego świadom, jednak na pewno to, czego doświadczył, odebrało mu małą cząstkę dotychczasowego “ja”, i decyzja, którą podejmuje na zakończenie odcinka jest tego dowodem.

    6

    „Oathbreaker” zdecydowanie nie jest najlepszym odcinkiem zaprezentowanym przez twórców Gry o tron tej wiosny. Leniwymi dialogami i scenami prowadzącymi donikąd przypomina odcinek premierowy. Niektóre momenty są rzeczywiście godne uwagi, ale jeśli chodzi o większość, mam wrażenie, że niewiele wniosły do historii przedstawianej nam w tym sezonie.

    Autor: Aya

    Czytaj także:
    Recenzja serialu Gra o tron S06E01
    Recenzja serialu Gra o tron S06E02
    Recenzja serialu Gra o tron S06E03

    Dodaj komentarz

    avatar