SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Jak godnie powrócić do marki sprzed 30 lat. Recenzja serialu Cobra Kai

    Korektayaiez, Jtn
    Cobra Kai - logo
    Cobra Kai – logo

    Hollywood niejednokrotnie próbowało wskrzesić kultowe tytuły, tworząc ich remake, reboot czy sequel. W zdecydowanej większości próby te były wielce nieudane. Tym bardziej zadziwiło mnie, gdy dowiedziałem się, że ma powstać kontynuacja The Karate Kid z 1984 roku. Jednakże, po zobaczeniu pierwszego trailera, zdziwienie ustąpiło miejsca zachwytowi. Już wtedy czułem, iż to nie jest typowe ożywianie dawno zmarłej marki. Na szczęście ostatecznie serial mnie nie zawiódł, chociaż dość długo zwlekałem z seansem, aż w końcu tytuł przeniósł się na Netflix.

    Fabuła Cobra Kai dzieje się w czasach współczesnych, 34 lata po wydarzeniach z pierwszej części trylogii Karate Kid. Tym razem głównym bohaterem jest Johnny Lawrence, rywal Daniela LaRousso, protagonisty oryginalnego filmu. Przez te wszystkie lata los się do niego nie uśmiechał – pomimo iż jego rodzina była bogata, on sam mieszka w tanim apartamencie w biednej dzielnicy Los Angeles i łapie się jakiejkolwiek pracy, a przegrana z Danielem w finałowej walce w 1984 roku wciąż go prześladuje. Splot wydarzeń powoduje jednak, że nie tylko znów spotyka swojego rywala, ale i postanawia otworzyć własne dojo karate, by w nim szkolić bezradną młodzież. Jego pierwszym uczniem zostaje Miguel, utalentowany syn sąsiadki. Johnny, który sam szkolił się w Cobra Kai, postanawia, że spróbuje przedefiniować twardą i brutalną filozofię, jaką kierował się jego sensei, Kreese. O ponownym otwarciu przypadkiem dowiaduje się Daniel LaRousso, dla którego świętym obowiązkiem jest doprowadzenie do zamknięcia dojo na dobre. Sprawa zaczyna się bardziej komplikować, gdy jego córka Samantha zakochuje się ze wzajemnością w Miguelu.

    Cobra Kai - screenshot
    Cobra Kai – screenshot

    Cobra Kai pierwotnie pojawiło się w ofercie VOD YouTube Premium, jednakże mała popularność serwisu najprawdopodobniej spowodowała przeniesienie serialu na Netflix. Pierwszy sezon wydaje się mocno bazować na fabule oryginału. Poza samym wątkiem rywalizacji Johnny’ego z Danielem dostajemy też nowe pokolenie karateków, a ich przygody momentami są wręcz unowocześnioną kalką historii przedstawionej w Karate Kid. Wątek młodych uczniów jest jednak tak umiejętnie poprowadzony, że śledzi się go z wielką przyjemnością i bez poczucia obcowania z odgrzanym kotletem. Spora w tym zasługa pomysłu – widz ma poznawać wydarzenia głównie z perspektywy dotychczasowego antagonisty. Nie można oprzeć się wrażeniu, że twórcy sięgnęli do starej fanowskiej teorii mówiącej, iż w Karate Kid to Daniel jest „tym złym” i przekuli to w fabułę z motywem odwrócenia ról. W czasie kolejnych odcinków poznajemy punkt widzenia Johnny’ego, z którym nadal trudno się zgodzić, ale też na naszych oczach sam bohater bardzo powoli zaczyna przechodzić przemianę. Zauważa swoje błędy, jakie popełnił przez całe życie, a także wady treningu Kreesa, oryginalnego założyciela Cobra Kai. Z tego powodu protagonista stara się wszystko powoli naprawiać, tym samym dając nam powody, by mu kibicować. W drugim sezonie, który nadal kontynuuje ten sam główny wątek, bohaterowie powoli uczą się, jak robić rzeczy po swojemu zamiast życia przeszłością i prób imitowania jej, co wydaje mi się trochę zamierzenie autoironiczne w kontekście ożywiania starej marki sequelem po 30 latach.

    Tak jak w oryginale, spory nacisk zostaje położony na tak zwaną teen dramę, czyli najróżniejsze perypetie i rozterki młodzieży. Tego typu historie oczywiście nie mogą się obyć bez trójkątów miłosnych, zdrad czy odrzucenia zalotów. I co kto lubi, sam nie jestem fanem takich wątków, aczkolwiek nie przeszkadzają mi, jeśli są poprowadzone na tyle dobrze, by nie irytowały każdą kolejną sceną. Cobra Kai na szczęście w tej dziedzinie daje radę, może dzięki temu, że najróżniejsze kłótnie prędzej czy później doprowadzały do mordobicia. Aczkolwiek finał drugiego sezonu, do którego takowa teen drama doprowadziła, był już dość absurdalny. Jeśli ktoś lubi oglądać perypetie młodzieży, prawdopodobnie będzie tym wątkiem zachwycony. A starszemu widzowi, niemającemu w głowie takich rozterek , Cobra Kai oferuje też zestaw problemów rodzicielskich. Dla zachowania równowagi przy wszystkich dramatach, jakie przytrafiają się bohaterom, serial pobudza do śmiechu. Nie jestciągłą komedią, której spodziewałem się po pierwszym trailerze od YouTube Originals – klimat serialu lepiej oddaje trailer stworzony przez Netflix, ale jak już potrzeba rzucić żartem czy to słownym, czy sytuacyjnym, produkcja trafia w moje poczucie humoru.

    Cobra Kai - screenshot
    Cobra Kai – screenshot

    William Zabka i Ralph Macchio robią fenomenalną robotę powracając do swoich ról jako Johnny i Daniel. Czuć, że nadal wkładają dużo serca w te postacie. Sporo też pewnie daje fakt, iż przez te lata pozostali przyjaciółmi, dzięki czemu lepiej dogadują się na planie. Ponadto, na skutek swojego występu w Karate Kid, Zabka postanowił rzeczywiście trenować karate i dziś posiada zielony pas. Świetnie spisuje się też nowy narybek, duża ilość młodych aktorów wcielających się w zróżnicowane role nastolatków, którzy postanawiają poświęcić się karate. Kilkoro z nich trenowało już nawet wcześniej jakieś sztuki walki, co zapewne pomogło im w czasie castingu. Miało to o tyle znaczenie, że znaczną część walk i akrobacji aktorzy wykonują samodzielnie, pozostawiając kaskaderom tylko te najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze, co możemy zobaczyć w materiałach zza kulis. Mimo to nie powinniśmy oczekiwać pojedynków niczym w filmach kopanych z dalekiego wschodu, Cobra Kai wciąż próbuje trzymać się odrobiny realizmu, co nie oznacza, że choreografia jest słaba.

    Serial nie uchronił się jednak od wad, jednak według mnie można na nie przymknąć oko. Pośród wielu naprawdę ciekawych postaci zawsze znajdzie się jakaś, która irytuje. W tym przypadku jest nią wieczny maruda – Dimitri. Nie oznacza to jednak, że jego rola nie pełni żadnej funkcji – twórcy mieli konkretny cel w umieszczeniu kogoś takiego w scenariuszu. Niektórym może też przeszkadzać fakt, iż konflikt między Johnnym a Danielem jest możliwy do rozwiązania poprzez dojrzałą i szczerą rozmowę, do której w obu sezonach mieli dobre okazje. Jednak zamiast tego ich słowne starcia polegają na nieustannym unikaniu wyłożenia kawy na ławę i na ciągłej zabawie w podchody. Widać jednak stopniową ewolucję bohaterów, konsekwentne ogarnianie błędów i dążenie do wspólnych wyjaśnień – a przynajmniej taką mam nadzieję odnośnie intencji scenarzystów. Uparte krzewienie rywalizacji z czasem staje się irytujące, zwłaszcza po paru irracjonalnych zachowaniach Daniela. Czasem również rzuca się w oczy, że Ralph Macchio, w odróżnieniu od swojego kolegi z planu, nie trenował przez lata karate i teraz przed kamerą tylko udaje, co jednak dodaje mu pewnego kiczowatego uroku.

    Cobra Kai - screenshot
    Cobra Kai – screenshot

    Twórcy serialu naprawdę dobrze się przygotowali, okazali materiałowi źródłowemu wielki szacunek, co widoczne jest dosłownie na każdym kroku. Do otworzenia swoich ról ściągnięto wielu aktorów z oryginalnego Karate Kid, wliczając w to postacie drugoplanowe. Niejednokrotnie zobaczymy retrospekcje z przeszłości, będące po prostu wyciętymi fragmentami z filmu. Jest jeden subtelny smaczek – scena finałowej walki z 1984 roku posiada dodatkowe ujęcia, które nigdy w ostatecznej wersji się nie ukazały, a na potrzeby serialu ktoś je wygrzebał z najbardziej zakurzonego magazynu. I chociaż główni bohaterowie non stop odnoszą się do fabuły i swojej rywalizacji z pierwszej części, niejednokrotnie pojawiają się nawiązania do całej trylogii, puszczające oczko do najbardziej zatwardziałych fanów. Aluzji jest na tyle dużo, że nawet niektóre kwestie w dialogach to parafrazy wypowiedzi, które widzowie mogli usłyszeć w kinie 30 lat temu. Na szczęście nowi widzowie nieznający oryginalnego filmu nie będą czuli się zagubieni. Wszelkie informacje przekazywane są dość dobrze w dialogach między postaciami, a co ważniejsze momenty pojawiają się w retrospekcjach. Od czasu do czasu uderza też nawiązanie do lat 80, głównie w oprawie dźwiękowej – w niektórych scenach możemy usłyszeć utwory użyte w oryginalnym filmie bądź inne hity z epoki. Postać Johnny’ego jest wręcz z niej wyrwana, co podkreślone jest przez ignorancję technologiczną, zamiłowanie do starej muzyki i ukochanego samochodu.

    Cobra Kai to świetna pozycja nie tylko dla fanów Karate Kid. Mnie przyciągnęła na stałe do ekranu już od pierwszego odcinka, przez co oba sezony wchłonąłem w jedną noc i czekam z niecierpliwością na sezon trzeci, zapowiedziany na styczeń. Jest to serial, w którym wiele osób znajdzie coś dla siebie, są walki na pięści i romanse, dramaty młodzieżowe i problemy rodzicielskie czy po prostu rozterki ludzi w średnim wieku. Fabuła, mimo że doprawiona solidną dozą nostalgii, stoi mocno na własnych nogach. Momentami potrafi trzymać w napięciu czy złapać za serducho, a staranność, z jaką wykonano produkcję, jest moim zdaniem godna podziwu i powinna być przykładem dla tych, którzy chcą w jakiś sposób odświeżać stare kultowe marki. Po przymknięciu oka na parę wad dobra zabawa gwarantowana.

    SZCZEGÓŁY
    Tytuł: Cobra Kai
    Typ: serial
    Gatunek: komedia, akcja, dramat
    Data premiery: 02.05.2018
    Liczba odcinków: 20
    Twórcy: Josh Heald, Jon Hurwitz, Hayden Schlossberg
    Obsada: Ralph Macchio, William Zabka, Courtney Henggeler, Xolo Maridueña, Tanner Buchanan, Martin Kove

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + wciągająca fabuła z dozą nostalgii
    + problemy dotyczące zarówno młodzieży, jak i dorosłych
    + bogate spektrum wątków rodzinnych
    + plejada ciekawych postaci
    + staranność, z jaką dopilnowano wszelkich powiązań z pierwowzorem
    + sceny walk

    Minusy:
    - główny wątek jest napędzany konfliktem, który można rozwiązać jedną rozmową
    - poszczególne postacie mogą być irytujące
    - momentami irracjonalne zachowania bohaterów

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x