• BIBLIOTEKA
Więcej

    KOSMICZNE ŻNIWA. Recenzja książki Żeglarze nocy

    Praktyka wspierania wszelkich maści ekranizacji solidną dawką książek je uzupełniających oraz wznowieniami dzieł, na których je oparto, niektórych może drażnić, ale trzeba przyznać, że to zabieg dobry zarówno dla wydawców, jak i czytelników. Wydawców, bo zainteresowanie tematem pozwala im na pomnożenie zysków, co daje możliwość poszerzenia oferty etc., czytelników, bo często w ich ręce trafiają utwory, których od lat brakowało na księgarskich półkach. Tak jest też z Żeglarzami nocy, którzy po ponad dekadzie doczekali się nowego wydania dzięki serialowi wyprodukowanemu przez platformę Netflix. I chociaż obecne wydanie poza tytułowym tekstem nie ma prawie nic wspólnego z poprzednim, to i tak w ręce czytelników trafia solidna dawka udanej fantastyki.

    Bez dwóch zdań najważniejszym tekstem tego zbioru są tytułowi Żeglarze nocy, historia kosmicznej ekipy, która zajmuje się badaniami pewnej tajemniczej rasy. Jak oddzielić legendy – i to takie, które pozornie brzmią bardzo nieprawdopodobnie – od prawdy? Tym bardziej, że kosmos skrywa niejeden rozpalający wyobraźnię sekret. Nie inaczej jest jednak z jej własnym statkiem, Żeglarzem nocy. Wszystko widzący przez kamery kapitan kontaktuje się z kosmonautami poprzez hologram, bo do jego części pojazdu załoga nie ma wstępu – ani on nie może przejść do nich. A to tylko jedna z niezwykłości, z którymi będą musieli poradzić sobie kosmonauci…

    Czytałem wiele opinii porównujących Żeglarzy nocy (nie zbiór, a samo opowiadanie oczywiście) choćby do 2001: Odysei kosmicznej, ale mi osobiście nowela ta skojarzyła się przede wszystkim z filmem Obcy: Ósmy pasażer Nostromo. Zaczynając od samej załogi, która jest jak najbardziej ludzka, pełna sprzecznych charakterami osób, przez co co chwila między nimi iskrzy, a na czymś czającym się we wnętrzu statku skończywszy, wszystko tu przypomina Aliena. Owszem, ekipa jest bardziej zróżnicowana, charakterna, a Martin przy okazji podkreśla seksualną stronę ich natury, wydarzenia są inne, ale porównań obie historie się nie ustrzegą. Trzeba jednak pamiętać, że autor Gry o tron Żeglarzy napisał w 1978 roku, czyli na rok przed trafieniem Obcego do kin. Abstrahując jednak od tego wszystkiego, nowela ta to kawał dobrego, intrygującego SF, które ma i klimat, i ciekawych bohaterów, i podlaną tajemnicami akcję.

    Ale udane, nawet jeśli robią nieco mniejsze wrażenie, są też pozostałe opowiadania. W drugim tekście dostajemy opowieść o poszukującym klejnotów operatorze trupów (więcej nie zdradzam). Później mamy spędzić Weekend w strefie wojny, a zaraz potem przekonujemy się, jak wygląda wojna laserów i blasterów z włóczniami i kamieniami, kiedy Stalowe Anioły niszczą wszystko, by przepędzić Jaenshijczyków, a ci starają się za wszelką cenę – najczęściej cenę życia – obronić to, co do nich należy. We Wszystkich barwach pierścienia gwiezdnego odkrywamy dziurę do Nicości – najmroczniejszego królestwa ze wszystkich, jakie czekają na ludzi w kosmosie. Zbiorek wieńczy zaś Pieśń dla Lyanny, w którym dwójka telepatów trafia na obcą planetę z – jak się można domyślić – pewną misją. Co ciekawe, ostatnie z opowiadań stanowi część uniwersum Thousand Worlds, którego częścią są też Żeglarze. Wszystkie teksty są udane, Martin wrzuca nas w sam środek akcji, powoli musimy odnaleźć się nie tylko w tym, co się dzieje, ale także i w wykreowanej rzeczywistości, a taki zabieg zawsze sprawdza się znakomicie. Nawet jeśli za drugim razem nie będzie robił takiego wrażenia.

    Warto też zauważyć jedną rzecz. Chociaż teksty tu zebrane (swoją drogą sama antologia została wydana w takim składzie, jak w oryginale w roku 1985) powstały w latach 1974-1980, mają w sobie więcej świeżości niż zdecydowana większość współczesnych krótkich form SF. A przy okazji trzymają naprawdę znakomity poziom, mimo iż jednocześnie unikają większej głębi i mają przede wszystkim stanowić rozrywkę. Miłośnicy fantastyki osadzonej w kosmicznych realiach będą z całości bardzo zadowoleni – czy są miłośnikami prozy Martina, czy też nigdy wcześniej się z nią nie zetknęli.

    Na koniec dziękuję wydawnictwu Zysk za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Żeglarze nocy
    Data premiery: styczeń 2019
    Autor: George R.R. Martin
    Typ: beletrystyka
    Gatunek: science fiction

    PODSUMOWANIE

    Plusy
    + znakomity klimat tajemnicy i niezwykłości
    + ciekawie skrojeni bohaterowie
    + pomysłowe fabuły

    Minusy
    - teksty mogłyby zawierać więcej głębi

    1 KOMENTARZ

    1
    Dodaj komentarz

    avatar
    1 Comment threads
    0 Thread replies
    0 Followers
     
    Most reacted comment
    Hottest comment thread
    1 Comment authors
    Macc Recent comment authors
    najnowszy najstarszy oceniany
    Macc
    Gość
    Macc

    Ta książka, jak wiele innych Martina to płytkie grafomaństwo, napisane na miarę amerykańskiego czytelnika. Dla mnie Martin to “tandeciarz”, tworzy wiele, ale nie wiele wartych uwagi rzeczy. Te opowiadania nie są świeże, one w Polsce były po prostu NIEZNANE. To wszystko już gdzieś było, ale my z racji PRLu, który wiele rzeczy po prostu zablokował, mnóstwa książek nie poznaliśmy w czasie ich największej popularności. My mamy przypadłość odbieranie rzeczy wtórnych jako oryginalnych, ale nie z naszej winy, tylko przez koniunkturę historyczną. Sam tom opowiadań to 4, w porywach 5.

    Michał Lipka
    Michał Lipkahttps://ksiazkarniablog.blogspot.com/
    Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga https://ksiazkarniablog.blogspot.com