SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Jestem obcy i nic, co obce, nie jest mi obce. Recenzja książki Wśród gwiazd

    KorektaSlycho
    Wśród gwiazd - okładka książki
    Wśród gwiazd – okładka książki

    Sanderson powraca z kolejnym tomem przygód dzielnej i nieco nieokrzesanej Spensy – nastoletniej pilotki kosmicznego myśliwca. Autor od pierwszych stron poszerza uniwersum i wymienia cały zestaw fabularnych atrakcji. Jednak pomimo pędzącej akcji i dostarczania świetnej zabawy pod kilkoma względami Wśród gwiazd zostaje w tyle o pół długość kadłuba za poprzednim tomem serii.

    Od wydarzeń z Do gwiazd minęło pół roku. Dzięki brawurowej akcji Spensy sytuacja ludzkości nieco się poprawiła – walka z natrętnymi Krellami przeniosła się w przestrzeń kosmiczną, straty znacznie się zmniejszyły, a otaczające planetę platformy stały się zaczątkiem solidnej linii obrony. Szanse na przetrwanie ludzkości są jednak nadal niewielkie. Czas ucieka, a jedyną nadzieją może być ucieczka. By ta jednak była możliwa, bohaterowie muszą odkryć tajemnicę zaawansowanego hipernapędu. Niepowtarzalna okazja ku temu natrafia się, gdy na planecie rozbija się statek kosmiczny z nieznanym pilotem. Dziewczyna obcego pochodzenia zmierzała właśnie do siedziby Zwierzchnictwa – wielogatunkowej koalicji sprawującej rządy pośród niezliczonych planet. Spensa wyczuwa w tym swoją szansę. Dzięki zaawansowanej technologii M-Bota podszywa się pod nieszczęsnego rozbitka, a następnie niczym rasowy szpieg pędzi przez przestrzeń kosmiczną, by infiltrować społeczeństwo obcych, z którymi nigdy nie miała styczności. Takie szaleńcze przedsięwzięcia dla niej to chleb poprzedni. Dlatego z wysoko podniesionym czołem (starannie zakrytym zaawansowanym hologramem) wpada w sam środek politycznych intryg, uczy się walczyć z wielkim zagrożeniem oraz poznaje znaczenie kontekstu kulturowego w komunikacji międzygatunkowej.

    Wśród gwiazd - okładka książki
    Wśród gwiazd – okładka książki

    Pierwszy tom serii Skyward oferował nam zwariowane podejście do młodzieżowego SF. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z dobrze znanym schematem young adult. Bohaterka szkoliła się na pilota, walczyła z nierównym traktowaniem, odkrywała ponure rodzinne tajemnice i próbowała zrozumieć drzemiące w niej moce. Zestaw klasyczny na wynos. Pomimo znajomo brzmiących nut Sanderson odświeżał wszystko lekkim humorem, wartką akcją oraz sympatycznymi bohaterami. Dokładnie tak jak to on już najlepiej potrafi. Jednak Do gwiazd największe wrażenie robiło mieszanką pomysłów i elementów, jakimi żonglował autor. Spensa miała temperament nastoletniego Conana Barbarzyńcy, M-Bot osobowość Sheldona Coopera, historia przypominała początki Kapitan Marvel, pojawiały się supermoce, klimat sięgał w kierunku Lovecrafta, a założenia konfliktu przywodziły na myśl słynną grę Space Invaders ze starych automatów. Drugi tom, chociaż oferuje nam sporą dawkę wyśmienitej zabawy, w znacznym stopniu pozbawiony jest błyskotliwości poprzedniej części.

    Sanderson we Wśród gwiazd decyduje się przede wszystkim na spore rozbudowanie historii i świata przedstawionego. Od wydarzeń z pierwszego tomu mija kilka miesięcy, wiele się wydarzyło, dlatego też nasza wiedza zostaje szybko zaktualizowana – gdzieś w przestrzeni istnieje międzyplanetarna stacja kosmiczna, z nieznanych zakątków wszechświata nadciągają destrukcyjne byty, a zdolności Spensy są dość powszechnie znanym zjawiskiem. Autor szybko wprowadza nas w nowe realia i nie zwlekając ani chwili, wprowadza akcję na bardzo wysokie i przyjemne obroty.

    Z całą pewnością zabieg ten ma swoje plusy. Sanderson nie powtarza motywów z poprzedniego tomu i stara się znacząco urozmaicić nam zabawę. Teraz daniem głównym stała się niebezpieczna misja szpiegowska, pierwsze spotkania z obcymi formami życia oraz zbliżająca się inwazja potężnych kosmicznych bytów – które ze swoimi gabarytami mogłyby śmiało starać się o rolę finałowych przeciwników w kinie superbohaterskim. Dzięki temu, zamiast podążania przetartym już torem, historia zostaje doładowana o świeże pomysły, uniwersum zaskakująco poszerzone, a my na nowo możemy zacząć odkrywać świat przedstawiony. Brzmi świetnie, jednak spory i niespodziewany przewrót nie obył się bez stłuczek. Zmiana klimatów i motywów jest duża, jednak spora część podmianki nastąpiła bez naszego udziału. Sanderson zachęcił swoje uniwersum do efektownego fikołka gdzieś pomiędzy tomami, przez co odebrał nam przyjemność odkrywania kolejnych elementów układanki, co do tej pory stanowiło naprawdę ważny element zabawy. Drugi tom podczas tych akrobacji gubi także sporą część błyskotliwości i różnorodności, jaką mogła pochwalić się wcześniejsza książka. Do gwiazd oferowało nam znacznie bardziej wyrazistą żonglerkę motywów i pod tym względem Wśród gwiazd wypada po prostu nieco słabiej. Nadal jest to jednak przygoda spod pióra Sandersona, a co za tym idzie, bez problemu broni się kilkoma innymi elementami. O dobrą zabawę więc nie powinniśmy się martwić…

    Wśród gwiazd - okładka książki
    Wśród gwiazd – okładka książki

    …pod warunkiem, że nieco przymkniemy oko na pewne kwestie. Pozytywne wrażeni szczególnie na początku psuje cała masa uproszczeń, które wyskakują zza każdego rogu z prędkością działka laserowego. I trzeba przyznać, że trafiają skutecznie, bo ich jedynym celem jest „sensowne” popchnięcie historii we właściwym kierunku. Problem w tym, że ich kanonada w pierwszych rozdziałach może zwyczajnie oślepić. Sanderson otwiera kolejne fabularne furtki tak szeroko, że Spensa mogłaby przelecieć przez nie myśliwcem (mając przy tym oczy zasłonięte swoim Złowrogim Ślimakiem). Kosmitka, która rozbija się na planecie, ma humanoidalną sylwetkę, jest akurat w rozmiarze Spensy, posiada uniwersalny translator, a M-Bot (a jakżeby inaczej!) dysponuje technologią, która ukryje ich prawdziwy wygląd przed obcymi. To jednak jeszcze nie koniec. Na stacji oczywiście nikt nigdy nie spotkał się z przedstawicielem rasy, pod którą podszywa się bohaterka, a wszelkie jej „ziemskie” zachowania uzasadnia fakt, że ludzkość miała spory wpływ na spotkane cywilizacje. To trochę za dużo „zbiegów okoliczności” jak na jedną średniego rozmiaru książkę. Mocno naciągane rozwiązania fabularne w połączeniu z mniejszą błyskotliwością sprawiają wrażenie, że Sanderson drugą część cyklu napisał bardziej dla zasady lub z przyzwyczajenia niż dla dotychczasowej zabawy z gatunkiem.

    Nawet po wskazaniu tych kilku potknięć trudno nazwać Wśród gwiazd słabą książką. Wręcz przeciwnie! Kolejne dziecko Sandersona to tytuł świetnie realizujący konwencję młodzieżowego SF. Znajdziemy tutaj wszystkie elementy, które powinna zawierać dobrze skrojona przygodówka dla młodszego czytelnika. Autor doskonale wie, jak postępować z motywami i schematami i od lat skutecznie realizuje sprawdzony przepis. Akcja rozkręca się tu od pierwszych stron i do końca utrzymuje tempo, intrygi i zwroty fabularne niejednokrotnie zaskakują, natomiast lekki humor nienachalnie wszystko ozdabia. Poza lekkim stylem, wciągającymi historiami oraz podejściem do gatunku, główną zaletą tekstów Sandersona są oczywiście sympatyczni i ciekawi bohaterowie.

    Wśród gwiazd – okładka książki

    Na pierwszym planie mamy energiczną Spense oraz towarzyszący jej inteligentny myśliwiec. Ich komiczne dialogi początkowo wywołują szeroki uśmiech na twarzy, z czasem jednak zaczynają uderzać w coraz poważniejsze tony (tym razem rozgrywanie nieprzyjemnych emocji wyszło Sandersonowi znacznie lepiej niż ostatnio). Dodatkowo na drugim planie pojawiają się równie ciekawe indywidua. Bohaterka spotyka między innymi Diona będącego kolejną wersją próbną stworzoną z połączenia ciał swoich rodziców, międzyplanetarnego szpiega będącego zapachem oraz (to zdecydowany faworyt) niewielkiego myszopodobnego monarchę, który wraz ze swoim ludem próbuje wprowadzić demokrację, ale zupełnie nie ogarnia jej działania. Jeżeli do dynamicznej akcji i ciekawych postaci dodamy rozbrzmiewające w międzyczasie kwestie znaczenia kontekstu kulturowego w nawiązywaniu relacji, to otrzymamy wciągającą i rozrywkową literaturę młodzieżową z ciekawym przesłaniem.

    Wśród gwiazd jest naprawdę bardzo dobrze zrealizowaną książką, którą czyta się jednym tchem. Bawi, wciąga i zaskakuje wieloma pomysłami. Sanderson sięga po swój klasyczny przepis i naprawdę sprawnie go realizuje. Jedynym poważnym zarzutem jest to, że drugi tom jest nieco mniej przebojowy w porównaniu z pierwszym. To jednak nadal Sanderson, a słabsza książka w jego wykonaniu to ciągle poziom, dla niektórych odległy niczym przestrzeń kosmiczna. Tak oto przemówiło moje zamiłowanie do autora!

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Wśród gwiazd
    Cykl: Skyward
    Wydawnictwo: Zysk i S-ka
    Autor: Brandon Sanderson
    Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
    Data premiery: 14.04.2020
    Gatunek: literatura młodzieżowa, SF

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + dynamizm
    + lekki humor
    + kawał lekkiej i dobrej zabawy
    + ciekawy motyw kontekstu kulturowego w komunikacji

    Minusy:
    - nieco słabiej niż w poprzednim tomie
    - mniej żonglowania motywami
    - sporo fabularnych skrótów
    - nieco zbyt duży przeskok fabularny pomiędzy tomami

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x