SIEĆ NERDHEIM:

Leć sokole, rozpędź się i leć! Recenzja książki Wezwij sokoła

Wezwij sokoła - okładka książki
Wezwij sokoła – okładka książki

Wezwij sokoła to specyficzne, fantastyczne ptaszysko – kolorowe, czarujące i nieco zarozumiałe. Pośród swoich młodzieżowych kuzynów z całą pewnością prezentuje się wręcz egzotycznie. Jednocześnie potrafi być jednak męczące, irytujące i rozwleczone niczym kanarek przytrzaśnięty oknem. Miłośników motywu snu może oczarować, wymaga jednak wiele wyrozumiałości i jeszcze więcej cierpliwości. 

Fabuła książki skupia się na powolnie przeplatających się losach kilkorga bohaterów. Ronan Lynch jest Śniącym – potrafi na jawie materializować rzeczy, istniejące w jego snach. Jest to jednocześnie dar oraz przekleństwo, które wymaga poświęceń i nieustannej kontroli. Chłopak swoją popołudniową drzemkę może zakończyć z nowym błyszczącym motocyklem lub plagą niebezpiecznych skorupiaków, oblegających jego sypialnię. Jordan Hennessy jest złodziejką i genialną fałszerką. Dziewczyna zmaga się z „rodzinnymi” problemami, poczuciem niezależności oraz z własną tożsamością. Wraz z siostrami planuje kradzież, której celem jest portret, posiadający niezwykłe właściwości. Declan Lynch – ułożony i dążący do skrajnej nijakości brat Ronana – postanawia zagłębić się w rodzinną przeszłość, pełną tajemnic oraz niespodzianek. Chłopak przywodzi na myśl Numer Pięć z The Umbrella Academy – to nastolatek, obdarzony nad wyraz dojrzałą świadomością, pragnący ogarnąć cały otaczający go bałagan. Natomiast Carmen Farooq-Lane należy do sekretnej organizacji, zajmującej się tropieniem potencjalnie niebezpiecznych Śniących. Jej głównym celem jest powstrzymanie przepowiedzianej apokalipsy. Z czasem drogi wszystkich bohaterów zaczynają się przecinać, a nadchodzące spotkanie przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. 

Wezwij sokoła - okładka książki
Wezwij sokoła – okładka książki

Najnowsza książka Maggie Stiefvater – znanej czytelnikom przede wszystkim z serii Cykl Kruka – oferuje zestaw nietuzinkowych rozwiązań oraz historię, daleką od gatunkowych klisz czy schematów. Autorka bez pośpiechu wprowadza nas w interesującą, fantastyczną rzeczywistość, balansującą na granicy magii, świata superhero oraz onirycznych doświadczeń. Powolną opowieść ozdabia natomiast znajomymi tropami – znajdziemy tu: tajemniczą organizację, polowanie na wyjątkowe jednostki, próbę powstrzymania końca świata, samochodowy pościg czy sprawnie przeprowadzoną kradzież dzieła sztuki. Nie ma jednak sensu nastawiać się na wartką akcję i pokręcone tempo, ponieważ znajdziemy tu naprawdę niewiele niezwykłych przygód. Stiefvater odstawia na bok większość dynamicznych kawałków i skupia się na przedstawieniu bohaterów oraz ich wewnętrznych rozterek. Każda z pojawiających się postaci posiada własny bagaż doświadczeń, marzenia oraz nieszablonowe problemy, względem których jest często po prostu bezsilna – te ostatnie to naprawdę najwyższa półka cudacznych utrapień. Niebanalny dobór fantastycznych elementów sprawia, że zagłębianie się w sytuacje poszczególnych protagonistów może zepsuć kilka niespodzianek (a tych autorka przygotowała sporo), dlatego ograniczę się do wielkiego skrótu: jedno z nich ma wyśniony na własność las, inne próbuje powstrzymać powolną samozagładę, a kolejne nie jest w zasadzie nawet prawdziwe. Na początku niewiele o nich wiemy, a wraz z rozwojem historii bardzo powoli odkrywamy kolejne skrawki ich nieoczywistych życiorysów. 

Wielokrotnie wykorzystywany element zaskoczenia, współgrający z oryginalną wizją rzeczywistości, stanowi kolejną zaletę książki. Autorka powściągliwie dawkuje informacje na temat: świata przedstawionego, bohaterów oraz łączących ich relacji, jednak gdy w końcu decyduje się podzielić jakimś smaczkiem, będziemy musieli zatrzymać się na chwilę, aby przywrócić właściwy zakres ruchów nisko opuszczonej szczęce. Jednocześnie, nieustanne utrzymywanie czytelnika w niejasnej sytuacji potrafi dać porządnie w kość  – szczególnie jeżeli dodamy do tego, chwilami wręcz ekstremalnie wolne, tempo akcji. Trzeba jednak przyznać, że Stiefvater w nagrodę za cierpliwość (naprawdę ogromne jej pokłady) raczy nas licznymi, fabularnymi przewrotkami. W efekcie, w czasie lektury nie możemy mieć pewności, co właściwie przyniesie nam kolejny wątek, rozdział czy następna strona. Bardzo często jest to jeszcze więcej czekania. 

Czyli w zasadzie wszystko działa całkiem przyzwoicie? Pełna tajemnic historia, osadzona w intrygującej rzeczywistości, interesujący protagoniści oraz unikanie gatunkowych schematów zapowiada solidną pozycję fantasy i świetną zabawę. No nie do końca. Gęsta atmosfera, pełna niejasności w połączeniu z nietypowymi realiami i nawarstwiającymi się intrygami, owszem ma spore szanse, aby wciągnąć nas w opowieść po same uszy. Niestety autorka jednocześnie robi wszystko, aby narracja całkowicie wypluła nas z opowieści. Zaraz po powolnym przeżuwaniu. 

Wezwij sokoła - okładka książki
Wezwij sokoła – okładka książki

Jeżeli świat przedstawiony można uznać za przesiąknięty sennym klimatem, to sposób przedstawiania historii ma w sobie znacznie więcej z frustrującego koszmaru. Narracja jest momentami męcząca, a nadmiar tajemnic w pierwszym akcie opowieści sprawia, że motywacje bohaterów są dla nas zupełnie niezrozumiałe. Natomiast, gdy postacie w końcu decydują się podjąć jakieś działania, robią to powolnie, namnażając tylko kolejne fabularne dłużyzny. Autorka, momentami wręcz przesadnie, rozwleka historię, sprawiając, że ta zahacza o absurd. W kilku miejscach dostajemy po oczach i szczęce zaskakującym faktem, jednak protagoniści, zamiast pociągnąć sprawę dalej, zbywają temat wzruszeniem ramion i powracają do swoich codziennych wzdychań oraz wynurzeń. Wiele mniejszych i większych wątków zwisa luźno przy głównej osi fabularnej – zostają pourywane, porozrzucane bez składu między odległymi rozdziałami lub po prostu nie otrzymują żadnego zamknięcia. Samo rozłożenie narracji jest także dość niezgrabne. Wydarzenia obserwujemy z perspektywy czterech bohaterów, jednak historia Carmen stoi w miejscu, zepchnięta na pobocze i czekająca, aż losy reszty postaci się rozkręcą. Na dodatek, w ostatnich rozdziałach zaczynają pojawiać się kolejne wstawki, prezentujące zupełnie nową postać. Mogły one równie dobrze przewijać się regularnie od samego początku książki, dzięki czemu uniknęlibyśmy pytań w stylu: kim u licha jest właściwie ta osoba i co ona tu robi?  

Kolejną przeszkodą, stojącą na drodze do dobrej zabawy oraz rozpływania się nad światem przedstawionym, jest styl Stiefvater. Autorka rozwlekle opisuje wydarzenia, na siłę powstrzymuje postęp fabuły oraz posiada nieco specyficzną manierę powtarzania całymi seriami niemal identycznych zdań. O ile na początku ten ostatni element wygląda na fajną zabawę słowem, o tyle zabieg ten wyłapany po raz kolejny zaczyna śmieszyć i drażnić. 

Wezwij sokoła stanowi interesującą mieszankę nietypowych pomysłów, fantastycznych motywów oraz ciekawych postaci. Czekają tu na nas: potwory, koszmary, zabójczy proces klonowania, magiczny obraz, gęstwina rodzinnych sekretów, lewitujące krowy, unoszące się na sznurkach, nawarstwiające się intrygi oraz senny klimat. To kawał nietuzinkowego fantasy, podawanego jednak w bardzo męczący sposób. 

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Wezwij sokoła
Cykl: Śniący
Wydawnictwo: Uroboros
Autor: Maggie Stiefvater
Tłumacz: Piotr Kucharski
Data premiery: 24.02.2021
Gatunek: Fantasy, literatura młodzieżowa
Author

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.