SIEĆ NERDHEIM:

Mozaika rzeczywistości. Recenzja książki Unholy Land

Alternatywne rzeczywistości, wszechświaty równoległe, co by było gdyby. Właśnie takimi sprawami zajmuje się science fiction, surrealizm, czasem fantasy. A co z tym, czego nigdy by nie było? Prawie nigdy? Jedna taka szansa na sto, na miliard? W tym grzebie Lavie Tidhar.

Poznałam tego izraelskiego pisarza dopiero niedawno, chociaż w Polsce wydano już trzy książki jego autorstwa. I bardzo się z tego cieszę! Mogę go czytać, czytać po raz drugi, po polsku i angielsku (w tym języku publikuje). To tak, jakby się jeszcze nie znało Diuny, książek Dicka, Dukaja albo Delanego. Czeka mnie wielka przygoda, jeśli wszystkie są choć trochę tak wspaniale jak Stacja centralna i Unholy Land.

Bohater tej drugiej, najnowszej powieści Tidhara, Liroy Tirosh, żyje z pisania kryminałów, a może fantastyki. Jest Żydem, mieszka w Berlinie… Sprawia wrażenie jednego z wielu uciekinierów z Izraela, którzy chcieli spokojnie tworzyć, a nie babrać się w polityce. Jego życie ma w sobie jednak jakiś smutek, stratę, obecną zaraz pod powierzchnią jego świadomości. W takim depresyjnym nastroju Tirosh rusza do domu, odwiedzić ojca, sławnego generała, teraz starego człowieka mieszkającego samotnie na farmie w Afryce.

Coś was niepokoi w poprzednim akapicie? Unholy zaczyna się jak powieść obyczajowa. Bardzo subtelnie, wolniutko narasta w niej jakaś dziwność, aż dowiadujemy się, że dom Tirosha to Palestyna granicząca z Ugandą, kraj położony nad jeziorem Wiktorii, a jego rodzinne gospodarstwo leży na veldzie u stóp owianej legendami góry. Bądźcie uważni i czujni, Tidhar od samego początku podpowiada czytelnikowi, że coś się miesza, zmienia, mutuje. Liroy nie lubi przekraczać granic, mają dla niego jakąś niepokojącą, magiczną aurę. Jego umysł wydaje się bardzo zamglony, migają w nim niespójne wspomnienia. Telefon jakoś przesadnie przypomina mu etui na okulary. A w Palestynie mówią o nim, że jest przybyszem z zewnątrz. Albo olejcie czujność i dajcie się zamotać i zaskoczyć, po to w końcu wymyślono surrealizm. W biegu przez ścianki światów przemkniecie obok znanych nam wojen i bitew zupełnie niewiarygodnych armii, spotkacie Sfinksa, zajrzyjcie do miejsca jak wyjętego z Fincha Vandermeera. Ale przede wszystkim zobaczycie żydowską Afrykę.

Z powieści realistycznej przechodzimy do detektywistycznego noir, potem kwantowej fantastyki naukowej (pojawia się bohaterka), przebiegniemy przez pomieszanie sci-fi i okultyzmu (jak w książkach fanatycznie przeze mnie kiedyś kochanego Mulisha)… Tak to widzę, wy może odkryjecie w Unholy jeszcze więcej przemian, luster, węzłów. Liroy Tidhar nieoczekiwanie znajduje się w samym sercu jakiegoś potwornego spisku, przez który giną jego przyjaciele, on sam zostaje porwany i musi się ukrywać. Otaczające go konspiracja i przemoc mają zupełnie dla niego niezrozumiały wymiar mistyczny, jakiegoś voodoo, alchemii… Pisarz rozumie niewiele, a jednak jest w samym centrum tego horroru. Czytelnik rozumie nieco więcej, bo narratorem powieści wcale nie jest Tirosh, a śledzący jego poczynania palestyński agent specjalny. Opowiada z resztą nie nam, ale komuś bardzo drogiemu, być może cała ta historia to w istocie list miłosny.

Tidhar miesza gatunki i książki, pożycza Tiroshowi swoją własną powieść Osama (mamy ją po polsku), nazywa znane postacie z Izraela naszej Ziemi zero alternatywnymi imionami (np. pojawi się pisarz Amos Oz, ale pod swoim… prawdziwym nazwiskiem). Opowiada nam o kabale i Sefer Jecira. Unholy Land można czytać jak powieść spadkobiercy grupy OuLiPo lub braci Strugackich, ale też dać się nieść zmysłowym opisom zapachu powietrza i dźwięków języka judejskiego.

Warren Ellis napisał w posłowiu do Unholly, że Lavie Tidhar to przebiegły drań, a jego książka – pudełeczko pełne cudów. Na pewno poruszy umysły fanów Vandermeera, Dicka, oniryzmu, Mulisha, netflixowego Dark. Także osób, których opisy gwarnej Afryki przyprawiają o szybsze bicie serca, więc na przykład wiernych czytelników wydawnictwa Karakter. Tidhar wychował się trochę w RPA, trochę w izraelskim kibucu i ewidentnie czuje melodię obu swoich ojczyzn. Jego najnowsza powieść to piękne, eklektyczne sci-fi wrzucające czytelnika na głęboką wodę skomplikowanego świata przedstawionego, przez którego ciemne zwierciadło czasem możemy zobaczyć coś nieoczekiwanego w naszej, pozornie tak oczywistej, rzeczywistości.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Unholy Land
Data premiery: 30 maja16 października 2018
Autor: Lavie Tidhar
Typ: powieść
Gatunek: science-fiction, noir, fantasy

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Agnieszka „Fushikoma” Czoska
Agnieszka „Fushikoma” Czoska
Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).
<p><strong>Plusy:</strong><br/> + mieszanie gatunków<br/> + wciągająca, pełna tajemnic i niedopowiedzeń wizja<br/> + prawie czuje się zapachy i dźwięki<br/> + klasyczne, surrealne sci-fi</p> <p><strong>Munusy:</strong><br/> - warto coś wiedzieć o izraelskiej polityce</p>Mozaika rzeczywistości. Recenzja książki Unholy Land
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki