SIEĆ NERDHEIM:

Do trzynastu razy sztuka? Recenzja książki Trzynasty księżyc

KorektaJustin
Trzynasty księżyc - okładka książki
Trzynasty księżyc – okładka książki

To już trzecia przygoda dzielnych bohaterów z Wiatrołomu. Po raz kolejny stają ramię w ramię, by wypędzać słowiańskie demony w ilościach hurtowych i niestrudzenie zwalczać wszelkie siły nieczyste. Jeżeli dalej utrzymają tak imponujące tempo, to już niedługo zabraknie im w okolicy miejscowości do ratowania. 

Po wydarzeniach z poprzedniego tomu Magda otrzymuje zaskakującą propozycję. Czarny charakter, który zepsuł jej urodziny i zrujnował niemal rok życia, oferuje jej współpracę. Okazuje się, że w zaświatach powstał spory bałagan – prastary demon przebudził się po wiekach, potwory emigrują do świata żywych jak szalone, a na dodatek niewielu żniwiarzy zostało przy życiu. Ogólnie szykuje się koniec świata, a to oczywiście okazja do jeszcze większej ilości heroicznych zmagań! Niestety nie wszyscy bohaterowie pamiętają o starym przysłowiu, mówiącym, że wróg z poprzedniego tomu powinien pozostać wrogiem jeszcze przez jakiś czas i nie należy mu ufać tak od razu. Szczególnie że ma on na koncie seryjne morderstwa motywowane zwykłą zachcianką. Magda jednak nie może się zdecydować, którą drużynę powinna wybrać, a od tego mogą zależeć losy jej bliskich oraz całego świata.  

Trzynasty księżyc skupia się na realizowaniu magicznych receptur pozwalających walczyć z tabunami słowiańskich potworów. Po prawej stronie mamy rodzinę Wojnów wraz z przyjaciółmi, sąsiadami oraz znajomymi. Pichcą oni wywar pozwalający permanentnie spacyfikować każdego żniwiarza. Po stronie lewej mamy natomiast Pierwszego – wiekowego specjalistę, parszywego złoczyńcę oraz bezwzględnego zbója bez żadnych konkretnych planów – zbiera on ingrediencje do… w zasadzie nie wiadomo do czego dokładnie je zbiera, ale sądząc po aurze tajemniczości oraz krzywym uśmieszku produkt finalny musi nieźle poniewierać skropionego. Przygotowania obu drużyn ruszyły pełną parą, wątek główny zostaje w końcu urozmaicony, a alchemiczne rewolucje stanowią świetną okazję do… no cóż, do kolejnych polowań i walk z maszkarami. 

Trzynasty księżyc - okładka książki
Trzynasty księżyc – okładka książki

Na przestrzeni kolejnych tomów Żniwiarza niewiele się zmienia. Z każdą częścią serii możemy dostrzec jedynie kosmetyczne poprawki – w Czerwonym Słońcu poprawił się nieco styl autorki, dzięki czemu dialogi przestały straszyć sztucznością, natomiast Trzynasty księżyc może pochwalić się nieco zdrowszym i mocniejszym fabularnym szkieletem. Ta ostatnia poprawka sprawiła, że historia nie przypomina już kompilacji losowo generowanych i powtarzalnych zmagań. No, przynajmniej nie przypomina ich już aż tak bardzo jak do tej pory. Niestety wiele niedomagających elementów wytrwale pełni swoją wartę i nie zamierza jej widocznie opuścić do samego końca. Autorka nieustannie wałkuje te same zagrywki oraz sposoby budowania i przedstawiania historii. Skromny wątek główny stanowi jedynie niezbyt przekonujący pretekst do regularnego napotykania i egzorcyzmowania stworzeń przepisanych ze stronic słowiańskiego bestiariusza – chociaż pisarka bardzo szybko udowodniła, że jest w stanie wrzucić w rozdział tuzin „przypadkowych” ludowych straszydeł bez najmniejszego uzasadnienia w fabule. Prościutkie zadania czy skromne motywy przewodnie w każdym tomie zostają nieprzyzwoicie rozciągnięte na całą książkę, a mnóstwo powstałych dziur i przestojów zapełnia coraz mniej atrakcyjna akcja. Dodając do tego chaotyczną narrację, nielogiczne działania bohaterów oraz wtórność elementów okazuje się, że trzeci tom jest w zasadzie kolejną powtórką z Pustej nocy. Miłą odmianą jest fakt, że tym razem pieczę nad całością trzyma w miarę składny wątek główny.  

Zanim jednak będzie nam dane dostrzec, że Trzynasty księżyc rzeczywiście posiada zalążek spójności, przyjdzie nam się przedrzeć przez skondensowaną dawkę narracyjnego pomieszania z poplątaniem podawanego po dożylnie przyswajanej kofeinie. Na przystawkę od pierwszych stron dostajemy w twarz kolejnymi walkami: Magda na przestrzeni kilkudziesięciu stron pokonuje dwa razy identyczne straszydła, Feliks znów odpędza potwora z tego samego cmentarza co zwykle, a czarny charakter ugania się za jakimś brzydactwem ze swojej listy celów do zabicia. Dodatkowo teraz ze słowiańskimi bestiami walczy już niemal każdy: lokalny kibol, wnuczkowie, emerytowany lekarz i nauczyciel z paranoją. Hendel rozdrabnia fabułę na mniejsze wątki, a następnie przeplata je, jakby chciała wydziergać na drutach wełniany pokrowiec na Pałac Kultury i Nauki. Wszystko oczywiście podaje niezdrowo podkręconym tempie. Tym sposobem jedna walka zostaje przerwana w kulminacyjnym momencie, a wszystko po to, by książka mogła przenieść nas do… innego starcia! Mamy więc tu walki zapauzowane, niespodziewane, zaplanowane, napomknięte, zremisowane, pozbawione finału czy rozwiązane za pomocą utraty przytomności. No ogólnie dużo walczą. Wszyscy razem, osobno lub między sobą. Czekałem tylko, aż w tym narracyjnym przeplatańcu ktoś w końcu zakrzyknie “it’s conga time!”. Niestety spora część tego mokrego snu łowcy potworów niewiele wnosi do samej historii. 

Trzynasty księżyc - okładka książki
Trzynasty księżyc – okładka książki

Niby dużo się tu dzieje: akcja goni akcję, a część uzasadnia widoczny wątek główny, natomiast skomplikowana sieć relacji pomiędzy bohaterami zdecydowanie zawstydza dwa pierwsze tomy. Co jednak z tego, skoro wszystko to opisane jest bardzo niedbale i pośpiesznie? Narracja jest niestaranna, a opisy sprowadzone są do niezdrowego minimum (i dotyczy to bohaterów, emocji, przestojów fabularnych, dialogów czy nawet wszechobecnych batalii z demonami). Bohaterowie w jednym zdaniu chwytają za narzędzie do samoobrony, a dwa zdania później są już w drodze do domu po kolejnym „dramatycznym zmaganiu”. Takie chodzenie na skróty i przesadne tempo rodzi kolejne potworki. Jedna z postaci poszła pod prysznic, zaczęła o czymś rozmyślać, a po kolejnej kropce już zasypia. Fizjoterapeutą nie jestem, ale sen w brodziku nie jest chyba zbyt dobry dla kręgosłupa. 

Do nielicznych plusów Trzynastego księżyca można dodać zalążek jednej ciekawej relacji. Pomysł na protagonistkę głodną wiedzy oraz narastającą fascynację na linii uczennica –nauczyciel z udziałem dotychczasowego czarnego charakteru były całkiem interesującym urozmaiceniem. Problem w tym, że kreacja postaci w serii nadal leży. Pierwszy zachowuje się jak książkowy przykład przystojnego i przesadnie pewnego siebie dupka, a Magda to cóż… Magda. Jest niekonsekwentna, irytująca i niezbyt elokwentna. Trudne charaktery tej dwójki były okazją do nieustannych zgrzytów oraz parady pyskówek i złośliwości. Nie da się jednak mówić o wykorzystanym potencjale, skoro główna bohaterka każdą zaczepkę odpierała jakże zręcznymi i błyskotliwymi tekstami na poziomie „chciałbyś” albo „chyba ty!”. Taka wiązanka z całą pewnością szła mu prosto w pięty. 

Z każdym tomem serii jest niby nico lepiej, lecz są to jedynie drobne poprawki. Autorka konsekwentnie ignoruje największe słabości swojego cyklu, oferując powtarzalną, pośpieszną i niedokładną historię wypchaną po brzegi prostymi i wałkowanymi na okrągło zagraniami. Chociaż świat i pomysł, jakimi dysponowała Hendel brzmią interesująco, to autorka z zapałem maniaka robi wszystko, aby przejechać po Żniwiarzu jak najbardziej powierzchownie. I nieważne czy chodzi tu o bohaterów, przedstawione realia, czy walkę z demonami, która wydaje się tu najważniejszym elementem. Zupełnie jakby pisarka, zamiast rozkopać grób i wbić kołek w sedno swojego cyklu, tak naprawdę grabiła tylko liście i siała trawnik. Niezbyt to fascynujące. 

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Trzynasty księżyc
Cykl: Żniwiarz
Wydawnictwo: Czwarta Strona/We need YA
Autor: Paulina Hendel
Data premiery: 22.08.2018
Gatunek: fantasy, literatura młodzieżowa

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.