SIEĆ NERDHEIM:

Wsłuchaj się w melodię eteru. Recenzja książki Szamański blues

Okładka Szamańskiego bluesa

Nigdy nie ukrywałam (i ukrywać nie będę), że lubię powieści, które wychodzą spod pióra Anety Jadowskiej. Świadoma wszystkich plusów i minusów, potrafię czerpać z nich sporą radość, w efekcie czego uważam je za swoiste guilty pleasure. Nie sądzę przy tym, aby było to coś złego, brońcie mnie od tego wszelkie opiekuńcze bóstwa, regularnie wracam więc do niektórych jej książek. Niedawno padło na powtórkę Szamańskiego bluesa, bo przecież nowe wydanie – ukazujące się nakładem Wydawnictwa SQN – to świetny powód do ponownej lektury, prawda? Tym bardziej, że lada moment miał się pojawić również długo wyczekiwany ostatni tom serii.

Tym, którzy znają twórczość Anety Jadowskiej i mieli do czynienia z jej serią przygód o Dorze Wilk – toruńskiej policjantce i wiedźmie sprzecznych linii magicznych – Piotra Duszyńskiego (znanego również jako Witkac) przedstawiać nie muszę. Naszego bohatera spotykamy bowiem już w pierwszym tomie Heksalogii o WiedźmieZłodzieju dusz, gdzie poznajemy go jako stróża prawa z ciągotkami do używek (niekoniecznie legalnych), który w kolejnych częściach cyklu okazuje się być szamanem. Jeśli jednak wcześniej nie mieliście do czynienia z powieściami autorki i zastanawiacie się, czy Szamański blues łagodnie wprowadzi was w uniwersum Thornu, to śpieszę zapewnić was, że owszem – jest to powieść, do jakiej możecie śmiało zasiąść bez znajomości pozostałych serii Anety Jadowskiej. Niewątpliwym plusem jest w tym wypadku fakt, iż wszystko, co powinniście wiedzieć, zostaje w miarę zgrabnie przemycone i wyjaśnione w tekście.

Witkaca spotykamy w sytuacji, która jasno wskazuje, że los szamana do tych „prostych, lekkich i przyjemnych” nie należy, a jeśli jest czymś usłany, to z pewnością nie są to ślicznie pachnące róże. W tych nieszczególnie sprzyjających okolicznościach przyrody brakuje jedynie ulewy oraz pukającej do drzwi mieszkania miłości życia, która piętnaście lat temu zostawiła naszego bohatera i zniknęła bez słowa, niczym kamień ciśnięty w wodę, by teraz wrócić i prosić Piotra o pomoc. Na odległość trąci to kinem noir, gdzie „kobieta po przejściach” trafia na „mężczyznę z przeszłością”, stawką jest zaś życie noworodków z pobliskiego szpitala, które umierają w niewyjaśnionych okolicznościach. Oczywiście – nie może być przecież inaczej – nasz protagonista to jedyna osoba zdolna do rozwiązania tej zagadki. W końcu jest nie tylko policjantem, ale także szamanem i na złych bytach powinien się znać.

Nie jest to jednak jedyna historia, która składa się na zawartość Szamańskiego bluesa, książka ta podzielona została bowiem na dwie części – wspominaną wyżej (i noszącą dokładnie taki sam tytuł jak powieść) oraz drugą, Bossa novę dla szamana. Połączone są ze sobą szwami w postaci Witkaca i jego perypetii życiowych, różnią się jednak przedstawioną na ich kartach intrygą. O ile w pierwszej części zawiązano ją wokół tajemniczych śmierci niemowląt i przeszłości Piotra, o tyle w drugiej połowie osią fabuły jest motyw zemsty na naszym szamanie oraz… jego przyszłość i próby odnalezienia się w nowej roli, które mają pomóc mu w ułożeniu sobie życia na nowo. W końcu to, że Witkac uzyskał odpowiedzi na kilka istotnych i trapiących go od lat pytań nie oznacza, iż nie pojawią się przed nim kolejne wątpliwości lub trudności, prawda? Nie dam wam gwarancji, że wszystkie one rozwiązane zostaną w tym tomie, w końcu nie bez powodu seria składa się z dwóch kolejnych części.

Muszę przyznać, że oba wątki kryminalne, które możemy śledzić w Szamańskim bluesie, nie są szczególnie wyszukane i skomplikowane. Pierwszy z nich rozwiązuje się praktycznie sam, gdy nasz bohater postanawia wypytać kilka osób o interesującą go sprawę – informacje spływają do niego, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a później magicznie układają się w wyraźną całość. Z drugą historią jest już odrobinę lepiej, choć w międzyczasie pojawia się w niej wątek poboczny, który nie tylko nie był niezbędny, ale także jego zupełny brak nie zrobiłby czytelnikowi większej różnicy. Na dodatek głównym złym okazuje się osoba, o której nigdzie wcześniej nie pojawiło się nawet pół wzmianki, a powody jej niechęci do Witkaca zostają wyjawione. Jest to tym bardziej rozczarowujące, że znalazłoby się w powieści kilka sytuacji, w których można byłoby chociaż nadmienić o istnieniu tej osoby.

Ilustracje wewnątrz książki wykonała Magdalena Babińska | źródło: sqnstore

Narracja prowadzona jest pierwszoosobowo, siłą rzeczy to z perspektywy głównego bohatera oglądamy przedstawiony nam świat. Z jednej strony pozwala to poznać czytelnikowi podejście szamana do pewnych spraw, zagłębić się w targające nim emocje, z drugiej zaś… być zdecydowanie za często świadkiem myśli bohatera na temat kształtnych nóg jego byłej oraz tego, w jakich dokładnie okolicznościach chciałby je oglądać. Kosmate rozważania Witkaca zdarzają się zbyt często, by nie rzucać się w oczy i nie drażnić, tak samo jak jego peany na temat Dory Wilk. Zapewne nikt nie będzie zdziwiony, że kluczowa postać uniwersum wykreowanego przez Anetę Jadowską pojawia się nie tylko telefonicznie i duchowo (jej były policyjny partner często o niej wspomina), ale w którymś momencie wchodzi – w przysłowiowej bieli – by posprzątać bałagan. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że za każdym razem, gdy pojawia się wzmianka o pannie Wilk, zostaje podkreślona jej niesamowitość i unikalność.

Wspominałam na wstępie, że jest to drugie wydanie tej serii (za pierwsze odpowiadała Fabryka Słów, jednak jej nakładem nie ukazał się ostatni tom cyklu), warto więc odrobinę pochylić się nad różnicami pomiędzy nimi, prawda? Zdecydowanie muszę przyznać, że edycja oferowana nam przez wydawnictwo SQN bardziej przypadła mi do gustu, choć zdaje sobie sprawę z tego, że jest to jedynie kwestia osobistych preferencji. Magdalena Babińska, twórczyni ilustracji do pierwszego wydania, tutaj wykonała zupełnie nowe, różniące się od poprzednich prace (chociaż niektóre przedstawiają te same sceny).

Sama powieść ostatecznie okazuje się być całkiem lekką lekturą, którą bez trudu można pochłonąć w dwa wieczory, czerpiąc przy tym niemałą przyjemność. O ile oczywiście nie ma się zbytnio wyśrubowanych oczekiwań, a nad pewnymi mankamentami potrafi się przejść do porządku dziennego. Mimo wszystko uważam, że seria o przygodach naszego szamana (a przynajmniej jej dwa pierwsze tomy) jest odrobinę lepsza od debiutanckiego cyklu Anety Jadowskiej i nie powtarza błędów, z którymi można się spotkać w Heksalogii. Witkac może i jest postacią z nadmiernie kosmatymi myślami, ale jednocześnie ma urok tego wymiętego życiem faceta, którego niektóre dziewczyny mają ochotę wziąć pod swoje skrzydła, otoczyć opieką i wyprowadzić na ludzi, choć może to nie być łatwe. Piotr potrafi zdobyć sympatię, a przynajmniej wzbudził ją u mnie.

Jeśli historia okaże się interesująca, a bohater przypadnie wam do gustu, to w księgarniach znajdziecie kontynuację przygód początkującego szamana i jego bliskich – Szamańskie tango oraz Szamański twist także ukazały się już nakładem wydawnictwa SQN. Wielbiciele Witkaca mogą również sięgnąć po komiks noszący wdzięczny tytuł Przygody małego duchołapa, opowiadający o tym, jak zaczęła się przygoda Piotra z niematerialnymi bytami. Z kolei w Kurczaczku i Salamandrze czekają na was perypetie dwóch młodszych bohaterek, z których jedna w życiu naszego szamana jest niezwykle istotna. To jak, wciągnął was ten świat i zdecydujecie się zrobić kolejny krok?

SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Szamański blues
Wydawnictwo: SQN
Autor: Aneta Jadowska
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 464
ISBN: 9788382102437

spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Martyna „Idris” Halbiniak
Martyna „Idris” Halbiniak
Geek trzydziestego poziomu. Wyznawca Cthulhu i zasady, że sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu. Kiedyś zginie przywalona książkami, z których zbudowała swój Stos Wstydu™. W czasie wolnym od pochłaniania dzieł popkultury, pracuje i studiuje, dorabiając się już odznaki Wiecznego Studenta™. Znajduje się również w zacnym gronie organizatorów Festiwalu Fantastyki Pyrkon. Absolwentka psychokryminalistyki i studentka psychologii, nałogowo przetwarzająca kawę na literki.
Nigdy nie ukrywałam (i ukrywać nie będę), że lubię powieści, które wychodzą spod pióra Anety Jadowskiej. Świadoma wszystkich plusów i minusów, potrafię czerpać z nich sporą radość, w efekcie czego uważam je za swoiste guilty pleasure. Nie sądzę przy tym, aby było to coś...Wsłuchaj się w melodię eteru. Recenzja książki Szamański blues
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki