SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Sztampa robi krok w dobrym kierunku. Recenzja książki Pokusa Cienia

    Kolejne wojaże Caima i Josey przed nami…

    W drugim tomie trylogii Syn Cienia Jon Sprunk podejmuje następną próbę oczarowania czytelnika swą prozą. Poznajemy dalsze losy Caima, jego asystentki Kit oraz (obecnie już) cesarzowej Josey (dziewczyna, którą protagonista zabrał ze sobą w zeszłym tomie na skutek wyrzutów sumienia). Nasz główny bohater udaje się na tereny północne w poszukiwaniu prawdy o swoich rodzicach. Władczyni z kolei stara się jak może, aby jej królestwo nie upadło zaraz po powstaniu. Pomaga jej w tym przyjaciółka wraz z szambelanem Hubertem oraz resztą dworu. Praktycznie co rozdział zmieniamy perspektywę, poznając losy to jednej, to drugiej postaci. Muszę uczciwie przyznać, że autor zrobił krok do przodu. Drugi tom jest wyraźnie lepszy jakościowo od pierwszego. Właściwie we wszystkich ocenianych aspektach jest postęp. To może tylko cieszyć, ale niestety dalej nie jest to poziom, który pozwalałby mi polecić książkę każdemu. Wciąż orbitujemy w granicach przeciętności.

    Zacznę od fabuły. Jako że rozdziela się ona niejako na dwie części, oznacza to jej większe skomplikowanie. To jest dobry zabieg, bo daje większe pole do popisu Jonowi. Caim na północy zżywa się z odpowiednikami Nordów, próbując zrobić z nich rebeliantów przeciwko reżimowi watażki wspieranego plugawą magią. Ich szkolenia, działania partyzanckie, spory o właściwy kierunek postępowania, a ostatecznie właściwa kampania są sednem części poświęconej zabójcy. Przy okazji między bohaterami tworzą się więzi zaufania i zrozumienie konieczności współpracy wymaganej do osiągnięcia upragnionego celu, czyli do przeciwstawienia się uciskom władzy. Królowa z kolei przeżywa zamach na swoje życie, co sprawia, że oprócz tradycyjnych spraw królestwa (jak finansowanie armii, wysokość podatków etc.), za wszelką cenę chce odkryć tożsamość osób odpowiedzialnych za wysłanie zabójcy. Moim skromnym zdaniem ta część jest ciekawsza niż eskapada na północ kontynentu. Dworskie spiski, próby ułożenia sprawnie działającego królestwa i śledztwo to naprawdę skuteczne mechanizmy fabularne, które autor sprawnie prowadzi. Na pewno jest lepiej, niż było w Synu Cienia. Warty wzmianki jest fakt, że byłem tym razem kilka razy w pozytywny sposób zaskoczony rozwojem wydarzeń.

    Z bohaterami też jest lepiej, gdyż jest ich po prostu więcej. Na dworze królewskim pojawia się przykładowo adept Hirsh. Jego motywy (mimo deklaracji wierności) nie są do końca przejrzyste i wiadomym jest od początku, że coś ukrywa. Do tego dochodzi Hubert, obecnie prawa ręka cesarzowej, który podejmuje część decyzji w państwie. Podziwiałem jego poświęcenie dla dobra ojczyzny i troskę o Josey. Sama najważniejsza osoba w kraju także dojrzewa wraz z odpowiedzialnością. Nagle na jej głowie ląduje milion spraw związanych z rządzeniem i musi sobie z tym wszystkim radzić. Jon umiejętnie pokazuje próby Josey na tym polu. Caim zostaje dokładnie taki sam jak w pierwszym tomie. Dla mnie oznacza to, iż autor nie ma pomysłu na jego rozwój. Normalnie uznałbym to za karygodną wadę. Cała reszta książki sprawia jednak, że potrafię to przełknąć bez bólu czy krztuszenia się. Nordowie za to, to zupełnie inna para kaloszy. Jest chociażby Liana ze swoją wojowniczą naturą, niewątpliwą inteligencją połączoną z pewnością siebie. Do tego dochodzi jej rozsądny brat Keegan, starający się chronić siostrę. Próbuje sobie i innym udowodnić także (z bardzo różnym skutkiem), że jest dobrym materiałem na przyszłego dowódcę plemienia. Ta dwójka wyróżnia się pozytywnie na tle reszty, stanowiąc moje ulubione nowe postacie w sadze Sprunka.

    Styl właściwie w żaden sposób się nie zmienił. Dalej mamy to samo, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej. W dalszym ciągu walki, których w tym tomie jest, mam wrażenie, jeszcze więcej niż w poprzednim, stanowią najlepszy punkt powieści. Autor chyba wie, w czym się specjalizuje i postanawia to wykorzystać w maksymalnym stopniu. Znów bez problemu zorientujemy się, w jakim kierunku jakie ostrze powędrowało, kto już gryzie ziemię, a kto wyszedł ze starcia tylko spocony. Dostaniemy również bardzo wyraziste opisy różnego rodzaju cięć, wypadów, parad, piruetów, obrotów, uników i tak dalej. Bardzo dobrze się to wszystko czyta.

    Co do miejscówek – jest ciekawej. Poznajemy nie tylko stolicę obecnego cesarstwa, ale także okoliczne tereny oraz ziemie północne, intrygujące ze względu na wątek Caima. Oczywiście ta północ to odpowiednik Skandynawii z jej wzgórzami, zimnem czy ogólnie surowym klimatem. Mamy też standardowe dla tego zimowego krajobrazu miasto z wysokimi strukturami wewnątrz, ale mimo wszystko są to widoki ciekawsze od tych, które nam serwowano w poprzednim tomie.

    Można do tej pory powiedzieć, że serwuje właściwie Sprunkowi same pochwały. Dlaczego więc nie umieszczam go w panteonie największych i nie zapisuję jego nazwiska złotymi zgłoskami w annałach najlepszych fantastów? Brakuje tu właściwie wszystkiego poza stylem. Przede wszystkim nie ma w tej opowieści w dalszym ciągu pomysłów fabularnych czy też budowania świata – czegoś, co by mnie zmiotło z nóg. Jest kilka dobrych momentów, ale to tylko nieśmiałe podrygi. Nie ma postaci, godnych zapamiętania, zwłaszcza na wiele lat po skończeniu lektury. Brak jakiejś oryginalnej rasy, systemu magicznego czy politycznego.  Ostatecznie jest lepiej, ale w dalszym ciągu wiele brakuje w porównaniu do najlepszych. Autor robi jednak krok w kierunku otworzenia sobie drzwi do miejsca, gdzie ucztują najlepsi. Może nie robi tego taranem, ale długie i cierpliwe dłubanie w tych wrotach wytrychem też zadziała. Oby tak dalej, Jon.  

    SZCZEGÓŁY
    Tytuł: Pokusa Cienia
    Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
    Autor: Jon Sprunk
    Data Premiery: 01.08.2014
    Gatunek: przygodowa,dark fantasy
    Liczba stron: 575
    ISBN: 978-83-6138-651-3





    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + wyraźny postęp w stosunku do pierwszego tomu
    + ciekawsza fabuła , bardziej wciągająca
    + bohaterowie bardziej skomplikowani, wiarygodni
    + bardziej interesujące lokacje
    + autor utrzymał wysoki poziom stylu

    Minusy:
    – to wszystko to dalej za mało, aby się przebić i zostać zapamiętanym
    – cały czas nurkujemy w meandrach przeciętności

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Krzysztof
    Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
    Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x