SIEĆ NERDHEIM:

Nareszcie robi się gorąco! Recenzja książki Magia parzy

Korektayaiez
Magia parzy - okładka książki (wznowienie)
Magia parzy – okładka książki (wznowienie)

Seria książek o zadziornej Kate Daniels zaliczyła względnie przyzwoity, chociaż bogaty w potknięcia, start. Pierwsza historia jedynie nieśmiało kąsała, mimo że miała świetne warunki, aby bez zastanowienia odgryźć nam dolną część pleców. Na szczęście autorski duet, niczym rasowi bohaterowie urban fantasy, wytropił większość niedociągnięć, by skutecznie je spacyfikować lub przynajmniej przywołać do porządku. Wraz z drugą odsłoną serii przygody sarkastycznej najemniczki do zadań magicznie specjalnych wchodzą na wyższe obroty – dostarczając przy tym dobrze skondensowaną dawkę porządnej rozrywki.  

Życie Daniels zaczyna powoli wracać do względnej normy. Osiągnięcie to jest całkiem imponujące, szczególnie biorąc pod uwagę to, że w poprzednim tomie Kate musiała zmierzyć się z psychopatycznym perwersem w kilcie, stadkiem pokracznych dziwadeł oraz smokiem zombie. Czego innego można się jednak spodziewać po pracy, w której nosi się miecz na plecach. Najemniczka zupełnie przy okazji zniszczyła także obiecującą relację, dostała nie do końca wymarzony awans, a nowo nawiązana znajomość z Władcą Bestii doprowadza ją do białej gorączki. Fabuła oraz kolejne zwroty akcji rzadko kiedy czekają z działaniem na tyle, aby pozwolić bohaterom dojść do siebie. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że w otoczeniu Kate wszystko zaczyna się solidnie… kotłować. 

Daniels wraz z Jimem – mrukliwym członkiem Gromady – realizuje kolejne zlecenie dla Gildii. Robota należy do tych, które rozwiązują się, zanim jeszcze masło do świeżutkiej bułeczki zdąży zmięknąć. Po podziemnym parkingu biega podekscytowany piroman-amator ściskający w garści gada (a dokładnie magiczną salamandrę miotającą płomieniami z uroczego pyszczka). Wszystko przebiega zgodnie z planem – po kilku słownych przepychankach udaje się unieszkodliwić drania. Ten jednak niespodziewanie odwala kitę (już zupełnie niezgodnie z planem). Pośrednią przyczyną przedwczesnego zejścia jest tajemniczy facet biegający po okolicy z kuszą, który najwyraźniej strzela porządnym najemnikom prosto w ich zlecenia i źródło dochodu. Bohaterce nie podoba się taki obrót spraw. Podążając za samozwańczym mścicielem, trafia prosto w kolejne fantastyczne zamieszanie. Amatorski sabat znika bez śladu, ktoś ukradł magiczny kocioł, a pod opiekę najemniczki trafia rezolutna dziewczynka szukająca zaginionej matki. Na domiar złego na obie zaczynają polować syreny zombie, a fale magii przybierają na sile, grożąc potężnym wybuchem. No i jeszcze ten facet z kuszą okazuje się strasznie irytujący. 

Magia parzy - okładka książki (pierwsze polskie wydanie)
Magia parzy – okładka książki (pierwsze polskie wydanie)

Początek serii pozostawiał nieco mieszane uczucia. Magia kąsa – będąca debiutem książkowym Ilony i Andrewa Gordonów – oferowała świat złożony z ciekawych komponentów, przełamaną subtelnie w kilku miejscach konwencje oraz pyskatą i twardą protagonistkę uzbrojoną w magiczny miecz i cięty język. Taki zestaw początkowy bez problemu wystarczyłby na odwrócenie uwagi od większości drobnych potknięć. Niestety nie dał rady wziąć na klatę wszystkiego. Książka rozczarowywała przede wszystkim prostą fabułą pozbawioną zaskoczeń. Na dodatek podła akcja kazała długo czekać na moment, w którym się w końcu rozkręci, natomiast autorzy obrali sobie za punkt honoru podtykanie nam pod nos wskazówek w możliwie najbardziej nachalny sposób. Magia kąsa może i mogła nas nieźle dziabnąć, niestety najzwyczajniej w świecie miała problemy ze zgryzem – w pełni zrozumiałe w przypadku pisarskiego debiutu. Potencjał rozrywkowy serii był jednak spory, a twórcy to dostrzegli. W swoim drugim podejściu tandem wyraźnie odrabia lekcje i podnosi serię o poziom wyżej. Gordonowie skupili się na najmocniejszych elementach, wygładzili większość niedociągnięć, a tam, gdzie pojawiało się zapotrzebowanie na akcję, hojnie dorzucają do pieca. Efektem jest dynamiczne urban fantasy oferujące sporą dawkę dobrej zabawy.  

Już od pierwszych rozdziałów możemy zauważyć, że małżeństwo autorów pisze znacznie lepiej. Początkowo stara się przede wszystkim naprawić bałagan zrobiony w pierwszym tomie, by w późniejszych rozdziałach po prostu wrzucić na większy luz. Pierwszą zmianę widać w sposobie przedstawienia świata. Jak się bowiem okazało, konieczność zbierania skrawków informacji oraz stopniowe odkrywanie magicznej rzeczywistości nie były zamierzoną grą z czytelnikiem. Dotychczasowa aura „tajemniczości i niejasności” była tak naprawdę skutkiem rozmytej i zagubionej ekspozycji. Tym razem ramy świata zostają konkretnie wytyczone i wbite w ziemię powtarzanymi przez bohaterkę informacjami. Tak. Dla. Absolutnej. Pewności. Przytaczanie tych samych treści z częstotliwością trzech razy na rozdział może być nieco drażniące (szczególnie, jeżeli po książkę sięga się zaraz po zakończeniu poprzedniej), jednak w tym przypadku można to w zupełności wybaczyć, bo serii taki zastrzyk informacji turystycznej był po prostu potrzebny.  

Plusem serii pozostaje dobór oraz wykorzystanie elementów fantastycznych. W poprzednim tomie mieliśmy do czynienia z zestawem podstawowym, rozszerzonym kilkoma drobnymi przełamaniami schematów. W Atlancie owszem żyją wilkołaki, ale swoją „łakową” wersje ma tu w zasadzie niemal każde stworzenie posiadające zęby, a wszystkie muszą być posłuszne przystojniakowi z kwadratową szczęką oraz lwią grzywą. O tak, ten czarujący zamiast wyć do księżyca, woli mruczeć na gazele. Wampiry zamiast gotyckich pięknisiów w lateksach przypominają Nosferatu (tylko jeszcze bardziej zasuszonego), natomiast w ostatnim akcie na scenę wczłapał smok zombie oraz demon z wierzeń wschodnioeuropejskich. Gordonowie także w tym aspekcie decydują się na fantastyczny upgrade. W Magia parzy pojawiają się komponenty zaczerpnięte z mitologii greckiej i celtyckiej, a świat zostaje poszerzony o kolejne nietuzinkowe zakątki, jak chociażby niestabilną dzielnicę wchłaniającą swoich mieszkańców. Weird fiction mieszające się z celtyckimi demonami w dynamicznym urban fantasy? O tak, proszę więcej! 

Magia parzy - okładka książki (wznowienie)
Magia parzy – okładka książki (wznowienie)

Znaczną poprawę zaliczyli także bohaterowie oraz łączące ich relacje. I znów wracając do pierwszego tomu – Magia kąsa była pod tym względem nieco niedopracowana. Kate, chociaż dobrze zarysowana, nie była jeszcze do końca charyzmatyczna, jej odzywki często brzmiały na wymuszone, a większość bohaterów drugoplanowych nie była na tyle wyrazista, aby heroina mogła wchodzić z nimi w dynamiczne pyskówki. Tliła się w tym pewne energia, jednak nie mogła się ona właściwie rozpalić. Zmiana w drugim tomie jest duża. Postaci są bardziej wyraziste, a relacje między nimi nabierają ikry. Zdecydowana większość dialogów między kluczowymi postaciami pełna jest słownych przepychanek, uszczypliwości i nieprzyzwoitych złośliwości, które tym razem wypadają znacznie naturalniej. Sprawiają one, że między bohaterami rzeczywiście iskrzy, a my zaczynamy ich po prostu coraz bardziej lubić.  

Lekki humor (z dużą zawartością niedojrzałych uwag oraz dwuznacznych sugestii) świetnie pasuje do sporej dawki akcji. W tym przypadku Gordonowie w oczywisty sposób chcieli nadrobić braki, na jakie cierpiał pierwszy tom. Wydarzenia od razu wchodzą na wysokie obroty, a wokół głównej bohaterki sporo się dzieje. Tym razem rozwiązywanie sprawy kryminalnej jest wręcz nieprzyzwoicie naszpikowane kolejnymi starciami. Na Kate na każdym kroku czekają potwory, pułapki i fabularne przewroty. W książce nie znajdziemy w zasadzie żadnych większych przestojów, bo gdy tylko rozwałka nieco zwalnia, by dać odetchnąć bohaterom, na pierwszy plan niemal od razu wychodzą wspomniane wcześniej dialogi. Pisarski duet stawia głównie na galopujące tempo oraz mordobicia i trzyma się tej strategii do samego końca. Tym sposobem dostaliśmy czysto rozrywkowy akcyjniak fantasy, który podkręcił wszystkie swoje plusy ku uciesze czytelników pragnących odrobiny niezobowiązującej zabawy. 

Kate Daniels przez ponad 400 stron robi to, w czym okazuje się być naprawdę dobra – na zmianę macha mieczem niczym zmutowany zabójca potworów, pyskuje znajomym i raczy nas kolejnymi wewnętrznymi komentarzami. Mamy więc przy czym się relaksować. Nie oznacza to jednak, że seria z nieco pokracznego potworka zmieniała się od razu w gibką księżniczkę w moro rozwiązującą problemy ogniem, mieczem i półobrotem. Poprawa jakości jest duża, a satysfakcja z czytania jeszcze większa. W kilku miejscach nadal trafiają się niezgrabne elementy: momentami natarczywa ekspozycja czy fakt, że niemal każdy bohater okazuje się błyskotliwym śmieszkiem z wysokim libido. Jednak dzięki dobrze skondensowanej dawce fantastycznych harców można bez wyrzutów sumienia machnąć na to wszystko ręką.

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Magia Parzy
Cykl: Kate Daniels
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Ilona Anderws
Tłumacz: Dominika Schimscheiner
Data premiery (wznowienie): 10.01.2018
Gatunek: Urban fantasy

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Patrycja "Adara" KulpickaD
Patrycja "Adara" Kulpicka
3 miesięcy temu

Momentami gubiłam się w tym, czy piszesz o pierwszym czy drugim tomie serii o Kate. Niemniej, zgadzam się tym, że „Magia Parzy” jest zdecydowanie lepsza niż „Magia Kąsa”. Więcej się dzieje, ni z gruchy Kate dostaje pod skrzydła dzieciaka, wszystko jest takie porąbane, a koniec końców Kate i tak ratuje ludziom (i nieludziom) zadki. Nierzadko dostając przy tym po łbie ;D

Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.