Więcej

    Groza z polskiego bieguna. Recenzja książki Inkub

    KorektaLilavati

    Pierwotne zło kryjące się pod wieloma postaciami od wieków przerażało ludzkość. Nieważne, czy były to piekielne demony, czyhające wśród drzew leśne duchy, czy tańczące pomiędzy łanami zbóż południce. Każde, nawet najmniejsze nieszczęście czy przykry wypadek losowy przypisywano siłom nieczystym. Aby uchronić siebie i swoich bliskich, uciekano się do różnego rodzaju sposobów, począwszy od tworzenia amuletów, poprzez powtarzanie zasłyszanych słów o magicznym charakterze, kończąc niekiedy na składaniu krwawych ofiar. Wśród przestraszonej gawiedzi zawsze znajdowali się również ci, którzy parali się szeroko rozumianym okultyzmem oraz magią. Biorąc pod uwagę znak równości pomiędzy strachem a nienawiścią, wszelkiej maści magowie, czarownice czy wiedźmy najczęściej kończyli swój żywot jako kupka popiołu.

    Przedstawienia historii, której akcja rozgrywa się na granicy rzeczywistości i świata nierealnego oraz zawierającej elementy lokalnych wierzeń i zwyczajów, podjął się Artur Urbanowicz w swoim najnowszym dziele zatytułowanym Inkub. Autor ma już w zwyczaju, że zaprasza czytelnika w swoje rodzinne strony – na Suwalszczyznę, nie żałując przy tym bardzo szczegółowych opisów. Dla mnie, czyli kogoś, kto jeszcze nie postawił swoich stóp w tamtym regionie, jest to dodatkowa zachęta do zwiedzenia zakątków „polskiego bieguna”.

    Jodoziory. 1971 rok. Maleńka wioska, którą znają jedynie tubylcy i mieszkańcy okolicznych miejscowości. To właśnie miejsce od jakiegoś czasu staje się centrum różnego rodzaju aktów niepotrzebnej przemocy. Parę osób podejrzewa, że za wszystkim stoi pani Oś. Przybyszka znikąd, o której nikt nic nie wie (poza imieniem). Sytuacja ma się gorzej, a oliwy do ognia dolewa eter – alkohol pochodzący z nielegalnego źródła, negatywnie wpływający na jego pasjonatów. Tragedia wisi w powietrzu…

    Suwałki. 2016 rok. Policjant Vytautas Cesnaukis zostaje przydzielony do nietypowej sprawy – ewakuacji mieszkańców Jodozior. Wszystko za sprawą rzekomego skażenia wywołanego złożami rud metali. Gdy wraz z partnerem dojeżdżają do wioski, na miejscu spotykają się z lokalnymi mundurowymi. Jeden z nich twierdzi, że wioska jest przeklęta, co prowadzi do krótkiej sprzeczki pomiędzy funkcjonariuszami. Niebawem po tym incydencie dzwoni telefon. Stróż prawa wierzący w to że nieczyste siły opanowały Jodoziory, popełnia samobójstwo. To napędza Vytautasa do działania. Podczas śledztwa dochodzi do wniosku, że całe nieszczęście ma swoje źródło w niedalekiej przeszłości. W trakcie swych działań napotka nie tylko interesujące postaci lokalnego świata, ale spotka się z czymś, o czym nie śnił w swych najgorszych koszmarach.

    Tym, co wyróżnia Urbanowicza na tle innych twórców grozy, jest z pewnością umiejętne lawirowanie pomiędzy strachem a humorem. Mało który pisarz potrafi w jednej chwili doprowadzić czytelnika do szczerego uśmiechu, by za moment wywołać u niego gęsią skórkę. Zatem czego można spodziewać się po Inkubie?

    Dosłownie wszystkiego, a zwłaszcza tego, co tygrysy lubią najbardziej. Budowania napięcia, niebanalnych zwrotów akcji, barwnych opisów oraz staranności w zachowaniu autentyczności postaci, choćby poprzez sposób, w jaki się wyrażają. Umiejętne przeskakiwanie pomiędzy epokami i przedstawienie poszczególnych wydarzeń wyjaśnia kwestie, które na pierwszy rzut oka mogą nie mieć sensu bądź wydają się tylko niepotrzebnym zabiegiem. Mamy zatem idealny przykład związku przyczynowo-skutkowego. Prawdziwą bombę stanowi „posłowie”. Nie będę zdradzał szczegółów, aby nie psuć zabawy. I mały smaczek na koniec. Ktoś, kto podobnie jak ja miał już do czynienia z poprzednimi książkami autora, zauważy, że pewni „bohaterowie” lawirują pomiędzy tytułami.

    Dziękujemy Autorowi za przekazanie książki na potrzeby recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Inkub
    Wydawnictwo: Vesper
    Autor: Artur Urbanowicz
    Typ: literatura popularna
    Gatunek: horror
    Data premiery: 03.04.2019
    Liczba stron: 728

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + ciekawi bohaterowie
    + budowanie napięcia
    + oryginalna fabuła
    + posłowie autora zmieniające nieco podejście do całej historii
    + balans między grozą a humorem

    Minusy:
    - brak

    Dodaj komentarz

    avatar
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.