SIEĆ NERDHEIM:

Pielgrzymka do Boga w doborowym towarzystwie. Recenzja książki Hyperion

Oblicze Dzierzby – Boga uniwersum.

Hyperion to powieść, o której się dużo mówi i to najczęściej w bardzo dobrym wręcz świetle. Została wydana ponownie w serii „Artefakty” od Maga, skupiającej wokół siebie wysokiej klasy science fiction różnych nurtów. Powieść Dana Simmonsa jak najbardziej należy do tego wąskiego grona. Mam też nadzieję, że to wznowienie, połączone z porządnym wydaniem, zdobędzie wielu nowych czytelników, gdyż jest to opowieść wyjątkowa i solidnie napisana. Nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, iż Hyperion jest idealny i zupełnie pozbawiony wad, ale niewiele mu brakuje do takiego statusu.

W świecie książki trafiamy do bliżej nieokreślonej przyszłości. Ludzkość rozwinęła sztuczną inteligencję mocno zaawansowaną w swych algorytmach, czego dowodem jest stworzenie przez nią szeroko dostępnej sieci informacji zwaną TechnoJądrem. Ta sieć ma nawet swoich ambasadorów w ludzkim Senacie. Cywilizacja rozprzestrzeniła się na tysiące planet, a kolejne ich rzesze przeszły terraformizację, aby niedługo mogły zostać zasiedlone. Ludzie zrzeszeni w sieci (ci, którzy współpracują ze wspomnianą S.I (to oznacza sztuczną inteligencję) spodziewają się inwazji buntowników, którzy opowiedzieli się przeciwko niej. Rebelianci zyskali miano Wygnańców. Aby jakoś ułagodzić sytuację i odeprzeć bunt, na Hyperiona (planeta, która wymyka się wszelkim regułom, dlatego intryguje wszystkich), do jego owianych tajemnicą Grobowców Czasu zostaje wysłana pielgrzymka składająca się z siedmiu uczestników, reprezentujących różne profesje. Są to: poeta, detektyw, wojskowy, naukowiec, ksiądz, templariusz i konsul. Wszyscy trafiają na statek, który ma kurs obrany prosto do celu wyprawy. W którymś momencie „wycieczki” pada pomysł na opowiedzenie swoich historii, aby zacieśnić współpracę, więzi, a także wzbudzić zaufanie.

Początek brzmi intrygująco i zapowiada oryginalną powieść. Rozwinięcie historii tylko podtrzymuje to wrażenie. Treść książki została podzielona na opowieści członków załogi oraz rozdziały teraźniejsze stanowiące swego rodzaju interludia. Mnie podobały się bardziej genezy członków załogi, gdyż każda z nich stanowiła odrębną całość i była jednocześnie krótkim opowiadaniem literackim należącym do konkretnego gatunku w większości przypadków. Przykładowo naukowiec „poczęstował” mnie wstrząsającym, bardzo mocnym dramatem, który wyjątkowo przeżyłem, pani detektyw, jak można się domyślić, sprawą kryminalną, przynajmniej na początku. Pełna namacalnego napięcia historia chrześcijańskiego kapłana przypadła mi do gustu najbardziej i wywarła największe emocje. Każda opowieść jest godna uwagi, a niektóre z nich określiłbym wręcz mianem wybitnych. Fabuła poza opowieściami także zasługuje na uwagę mimo tego, iż głównie opiera się na kolejnych etapach podróży do wspomnianych Grobowców. Aczkolwiek nie są to przeprawy całkowicie bezproblemowe.

To, co zwraca moją szczególną uwagę w Hyperionie to bohaterowie. Każdy z nich jest unikatowy. Ma wyraźnie zaznaczony i ukształtowany charakter, który po opowieści zyskuje dodatkową głębię i jest uzasadniony. Poznajemy powody, dla których dołączyli oni do pielgrzymki, a także osobiste cele do osiągnięcia przy jej kresie. Nie sposób ich pomylić ze sobą. Jest to zróżnicowana plejada, budząca wiele emocji i nie ma postaci, obok której można przejść obojętnie. Stanowią oni bardzo silny atut przekonujący do lektury. Moim ulubionym załogantem był poeta, irytujący często wszystkich swoimi wstawkami, ale potrafiący także dawać cenne uwagi.

Oprócz nich jest oczywiście szereg postaci pobocznych występujących zwłaszcza w tych zwierzeniach, ale też poza nimi. Można wspomnieć kobietę zwaną Monetą, która osłonięta jest dużą dozą tajemnicy i nigdy do końca nie wiadomo, co nią kieruje i po czyjej jest stronie. Jest też król Bill z opowieści liryka, będący założycielem pewnej dzielnicy na planecie, znajdującej się w centrum wydarzeń. Pojawia się także John Keats – cybryd (co to dokładnie oznacza i jaką rolę pełni John w fabule – musicie odkryć sami), piszący wiersze. Wiele postaci pobocznych potrafi sobą zainteresować i nie ma teraz miejsca ani czasu, aby wszystkich po kolei wymieniać. Mogę jeszcze wspomnieć o plemieniu występującym w opowieści księdza. Ich społeczeństwo jest szalenie intrygujące, to jak ono funkcjonuje.

Miejsca u Simmonsa również potrafią zachwycić. Na wzmiankę zasługuje chociażby pewna jaskinia występująca u Hoyta (kapłana) czy też kilka planet pojawiających się w powieści, a wędrówka przez samego Hyperiona z jego górami, Morzem Traw i miastami także wzbudza zachwyt i zainteresowanie. Nie mogę żadnego miejsca nazwać nudnym, odrzucającym, takim, które chciałbym szybko opuścić.

Jeśli chodzi o styl Dana Simmonsa, to mam mieszane uczucia. Wszystko zależy od rodzaju historii toczonej przez danego bohatera. W rozdziałach dotyczących podróży do miejsca docelowego na Hyperionie sposób pisania nie jest szczególnie wybitny, ale też nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z czytania. Nie widziałem też jakichś błędów. Opowieści z kolei to już zupełnie inna sprawa, gdzie widać, jakie gatunki literackie odpowiadają autorowi, a w których idzie mu jednak gorzej, co nie oznacza, że źle w ujęciu ogólnym. Nie wychodzi mu jednak wszystko na takim poziomie, na którym byśmy sobie tego życzyli. Dla przykładu mogę tu podać opowieść żołnierza będącą zupełnym przeciętniakiem, zwłaszcza na tle pozostałych.

Książka kończy się otwarcie, w miejscu, które wręcz każe nam kontynuować historię. Wątpię, czy ktokolwiek kto dotrze do epilogu, będzie chciał tak sprawę zostawić i nie weźmie się od razu za drugi tom, czyli Upadek Hyperiona. Końcówka ogólnie stoi na bardzo wysokim poziomie. Dostałem tylko część wyjaśnień i sporo rzeczy pozostaje tajemnicą. To, co psuje ogólny odbiór końcówki to poziom jej zagmatwania. Niektóre dialogi sprawiały mi naprawdę sporo kłopotów w ich zrozumieniu, podobnie pewne sceny czy działania bohaterów. Musiałem wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze i czytać kilka razy, aby dotarło do mnie, co właściwie zostało powiedziane czy zrobione.

Ostateczny wyrok dla Hyperiona jest bardzo pozytywny. Pomimo kilku mankamentów w postaci przeciętnych genez w jednym czy dwóch przypadkach oraz końcówki, w której bardzo łatwo jest się pogubić i równie trudno potem znaleźć, to jest mi naprawdę niełatwo cokolwiek poważniejszego zarzucić tej powieści. Jest napisana naprawdę dobrze, ma na siebie pomysł i realizuje go bardzo konsekwentnie. Szczerze polecam tę książkę wszystkim fanom gatunku science fiction.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Hyperion
Tytuł oryginalny: Hyperion
Wydawnictwo: Mag
Autor: Dan Simmons
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Gatunek: science – fiction
Liczba Stron: 517
ISBN: 978-83-7480-557-5
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.
Pielgrzymka do Boga w doborowym towarzystwie. Recenzja książki HyperionHyperion to powieść, o której się dużo mówi i to najczęściej w bardzo dobrym wręcz świetle. Została wydana ponownie w serii „Artefakty” od Maga, skupiającej wokół siebie wysokiej klasy science fiction różnych nurtów. Powieść Dana Simmonsa jak najbardziej należy do tego wąskiego grona. Mam...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki