SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Czarodziej Jan pod mroczną Katedrą stanął. Recenzja książki Braciszkowie Niebożątka

    KorektaJustin
    Braciszkowie Niebożątka - okładka książki
    Braciszkowie Niebożątka – okładka książki

    Okładka debiutanckiej książki Tomasza Gnata jest nieco myląca – sprawia wrażenie mrocznego spin-offu z uniwersum Marty Kisiel napisanego przez Neila Gaimana, w którym jednym z tytułowych braciszków musi być chyba Katedra Bagińskiego. To straszne nieporozumienie. W środku mają przecież miejsce znacznie dziwniejsze rzeczy.

    Akcja książki rozgrywa się w alternatywnej wersji Polski – stolicą kraju z nieznanych powodów jest Nowy Kamieniec, a czas zatrzymał się gdzieś w okolicach przełomu XIX i XX wieku. Pewnego dnia turystyczny potencjał miasta urozmaiciła tajemnicza Katedra. Majestatyczny, ogromny i niepokojący budynek zawstydził niejednego architekta i ekipę budowlaną – pojawił się bowiem z dnia na dzień, zupełnie bez zapowiedzi. Niecodzienne okoliczności, w jakich budynek wpisał się w panoramę miasta, to jednak nie wszystko. Wraz z jego pojawieniem się prawa natury zaczęły naginać się w sposób, w który nie powinny – ludzkie myśli stają się ciałem, pojawiają się magowie, mogący nadpisać kod rzeczywistości, w ciemnych zaułkach czyhają potwory, a siedziba lokalnej gazety zmienia swój styl architektoniczny w zależności od kaprysu. Największą zagadką pozostaje, co właściwie kryje się we wnętrzu Katedry. Ta jednak zazdrośnie strzeże swych sekretów, chociaż wielu starało się je odkryć. Nadal są tacy, którzy próbują, a to po prostu nie może się skończyć dobrze.

    Braciszkowie Niebożątka - okładka książki
    Braciszkowie Niebożątka – okładka książki

    Swego czasu tajemnicę budowli próbował rozgryźć Jan – niezarejestrowany Czyniący oraz były członek samozwańczej uniwersyteckiej ekipy badawczej. Młody mężczyzna, obawiając się nadchodzącego szaleństwa, postanowił donieść władzy na swoich towarzyszy, ukracając odkrywcze zapędy profesorskiej kadry. Teraz powraca do miasta na pogrzeb swojego dawnego wykładowcy i wbrew własnej woli zostaje ponownie wplątany w sprawę Katedry – podstępna istota stara się dostać do jej wnętrza, a Jan za wszelką cenę będzie musiał ją powstrzymać. Po drodze zawiąże nietypowe sojusze, zmierzy się z przeszłością oraz napotka niepokojących przeciwników… a wszystko to w cieniu tej cholernej i upartej budowli.

    Tomasz Gnat od pierwszych stron wrzuca nas w zwariowany i nietypowy świat. Pozszywany jest on z przeróżnych gatunków, dzieje się w nim mnóstwo pokręconych rzeczy, a my nie mamy co liczyć na wyjaśnienia czy okazje bliższego zapoznania się z realiami. Wszystko zaczyna się na małomiasteczkowym dworcu, gdzie nagle pojawia się bezkształtne lovecraftowskie straszydło, agenci specjalni do spraw metafizyki, a leżący na ławeczce przed budynkiem bezdomny okazuje się pozbawionym wyznawców bogiem. Później jest jeszcze dziwniej. Gnat w swoim debiucie miesza urban fantasy z nietypową magią i jeszcze bardziej nietypowym miastem, steampunk, dystopię, elementy horroru oraz mroczną baśniowość w stylu Gaimana. Na koniec natomiast polewa wszystko solidną dawką weird fiction. Braciszkowie Niebożątka stanowią zaskakujący międzygatunkowy popis i pod tym względem z całą pewnością intrygują, a także wprowadzają solidny powiew świeżości na rynku. Problem może stanowić jednak wysoki próg wejścia w historię, od którego można boleśnie się odbić lub połamać sobie nogi, próbując go przeskoczyć.

    Braciszkowie Niebożątka - okładka książki
    Braciszkowie Niebożątka – okładka książki

    Pierwszym rzucającym się w oczy elementem książki jest styl autora. Gnat snuje fantazyjne, bogate i złożone opisy pełne nietypowych porównań, poetyckich naleciałości i eleganckich żartów. Narracja w jego wykonaniu  jest gęsta i leniwie przelewa się przez kolejne akapity. Z jednej strony świetnie pasuje do przedstawionych realiów, podkreślając mocno odrealnioną atmosferę świata, z drugiej może stanowić prawdziwy test cierpliwości i wytrzymałości dla nieprzygotowanego czytelnika. Operując nietypowym stylem, autor konsekwentnie utrudnia nam odnalezienie się i zakotwiczenie w historii. Na dodatek każdy kolejny fragment książki wprowadza nas w konsternację, nasuwa kolejne pytania i zmusza do nieustannego snucia przypuszczeń i zapełniania niedopowiedzeń. Na scenie pojawiają się kolejne elementy i bohaterowie, jednak niewiele dowiadujemy się na ich temat, a o jakichkolwiek wyjaśnieniach możemy sobie pomarzyć. Wiedzę na temat świata oraz postaci składamy ze strzępków informacji wyrwanych z kontekstu, rzuconych gdzieniegdzie zdań oznajmujących i własnych interpretacji. Gnat zdecydował się na otoczenie wydarzeń tak gęstą aurą tajemniczości, że nie pozwala się przez nią przebić nawet na chwilę. Do pewnego momentu ma to swój urok – tworzy bowiem intrygujący oniryczny klimat, pod którego wpływem po prostu przestajemy zadawać pytania. Działa to jednak do pewnego momentu i z czasem zaczyna zwyczajnie drażnić lub – co gorsza – po prostu nużyć.

    Dużo dzieje się również jeżeli chodzi o samą historię – znajdziemy tu pościgi, walki z szalonymi staruszkami, kryminalne dochodzenie, nawarstwiające się intrygi oraz odrobinę nietypowej magii.Same wydarzenia śledzimy natomiast z wielu perspektyw. Poza Janem ogromne znaczenie dla historii mają także tytułowi braciszkowie niebożątka – grupa ulicznych sierot dysponująca niezwykłymi zdolnościami – oddział bogobójców do zadań specjalnych oraz sam główny czarny charakter – tajemniczy demon o aparycji zupełnie przeciętnego szarego obywatela. Narracja rozkłada się niemal równo pomiędzy wszystkimi, przez co nie sposób narzekać na monotonię. Jeżeli dodamy do tego zakręcone realia, uniemożliwiające przewidzenie dalszego kierunku wydarzeń oraz zrezygnowanie z jakichkolwiek gatunkowych standardów dostajemy mieszankę, przy której raczej nie sposób się nudzić. Dodatkowo możemy liczyć na niejedno fabularne zaskoczenie.

    Braciszkowie Niebożątka - okładka książki
    Braciszkowie Niebożątka – okładka książki

    Z czasem wszystkie plusy Braciszków stają się głównymi wadami książki. Świat przedstawiony przez Gnata stanowi ciekawą gatunkową mieszankę, jednak autor wrzuca kolejne smaczki tylko na chwilę, niespecjalnie je rozwija, a już po chwili porzuca, wprowadzając coś nowego. Zdecydowanie nadużywa także aury tajemniczości, a sztuczki z ciągłymi niedopowiedzeniami w ostatnich rozdziałach przestają robić większe wrażenie. Chociaż z czasem styl autora zaczyna być bardziej stonowany i pozwala płynnie przemierzać historię, to pisarzowi zdarza się powracać do rozbuchanych widowiskowych opisów, które czasem pozbawione są jakiejkolwiek puenty i zdają się być pisane dla samego pisania. Rozbicie historii na wiele perspektyw także nie ułatwia odbioru. Co prawda dużo się dzieje, bohaterowie z całą pewnością są nietuzinkowi, a my nie możemy narzekać na brak ciekawych pomysłów, jednak od tego nadmiaru całkiem rozmywa się główny wątek – nie wiemy za kogo i jak mocno trzymać kciuki oraz gdzie tak właściwie zmierza historia. Sam finał – w porównaniu z wcześniejszym szalonym festiwalem pomysłów – wydaje się pośpieszny i jest dość rozczarowujący.

    Braciszkowie niebożątka mimo sporego chaosu i nadmiaru dobrych chęci stanowią intrygujący debiut. Gnat w żaden sposób nie ogranicza swojej wyobraźni i gatunkowym schematom oraz oklepanym pomysłom się nie kłania. Wchodząc na polski rynek, wytacza spore działa i z całą pewnością się wyróżnia – tym bardziej, gdy jego książkę postawimy na półce z fantastyką miejską. Jedyne czego zabrakło, to odrobiny panowania nad nadmiarem koncepcji, który w pewnych momentach wymyka się spod kontroli. Warto jednak obserwować zarówno serię, jak i autora, bo z całą pewnością ich głównym celem będzie zaskakiwanie i oferowanie nam nieźle wstrząśniętych gatunkowych koktajli. 

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Braciszkowie Niebożątka
    Cykl: Behemot
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
    Autor: Tomasz Gnat
    Data premiery wydania: 27.11.2019
    Gatunek: Urban Fantasy/Steampunk

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + intrygujący świat
    + gęsty klimat
    + żonglerka motywy: trochę horroru, trochę Gaimana i trochę urban fantasy
    + niedopowiedzenie i niejasności
    + spora dawka surrealizmu
    + barwny język

    Minusy:
    - trochę za dużo różnorodności
    - porzucanie pomysłów
    - problem z odnalezieniem się w świecie
    - wysoki próg wejścia
    - nieco rozczarowujący finał

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x