• BIBLIOTEKA
Więcej

    Urocza feminizacja i klasyczne pozycje. Recenzja książki Asystent Czarodziejki

    Czy pełna uszczypliwości, złośliwości i nadmiernego czepialstwa opinia może być przekonującą rekomendacją? Jeżeli tak, to czy później można czuć niedosyt i lekkie rozczarowanie? Myślę, że w świecie fantasy wszystko jest możliwe.

    O książce Aleksandry Janusz po raz pierwszy usłyszałem, błądząc bez konkretnego planu między konwentowymi dyskusjami. Była to raczej drobna dygresja niż konkretna informacja, jednak iskra zainteresowania zdążyła się już rozpalić. Romans ten w zasadzie powinien się skończyć już w momencie przeczytania pierwszej napotkanej opinii na temat Asystenta Czarodziejki. Gorzkie żale o objętości szkolnej rozprawki miały zapewne informować o konieczności pozostawienia wszelkiej nadziei w oznaczonych szafkach przed wyruszeniem w dalszą drogę. Starannie wytykały one braki logiki i konsekwencji w kreacji świata oraz błyskotliwości w preferowanym humorze. Dla mnie jednak były niczym wielki neon rodem z Las Vegas krzyczący, że przejażdżka w tym miejscu może być pełna grzesznych uciech. Ewentualnego kaca moralnego gotów więc byłem wziąć na klatę.

    Vincent Thrope żyje w świecie pełnym, magii, niezwykłych zaklęć i niesamowitych zjawisk. Co więcej, Vincent jest głównym bohaterem tej historii. Wszelkie standardy i zasady nakazywałyby więc, żeby poza młodością, charyzmą i niesforną grzywką mógł pochwalić się niezwykłym potencjałem magicznym. No to właśnie nie tym razem. Mężczyzna ma w sobie tyle mocy, że ledwie starczy do uruchomiania magicznego sprzętu AGD, a blask jego różdżki przygasiły już dawno silne kobiety dominujące nad nim z każdej strony. Kariera Vincenta ograniczyła się do posady asystenta ekscentrycznej, nieco szalonej czarodziejki-celebrytki. Kolejne lata jego kontraktu mijają na sprzątaniu, gotowaniu, praniu czy prowadzeniu ogrodu, a kryzys wieku średniego właśnie stanął pod jego drzwiami i lada chwila do nich zapuka. Walka ze smokami i narażanie życia na kolejnych wyprawach u boku szefowej już go nie kręcą. Marzy jedynie o spokojnym życiu wraz z ukochaną narzeczoną. Plany musi jednak zmienić. Jego pracodawczyni wraz z towarzyszką przepadły bez śladu i to na barki Vincenta spada misja ratunkowa.

    W zasadzie świat, w którym toczy się akcja powieści, już dawno powinien trafić szlag. Grupa ekscentrycznych magów sprzed kilkuset lat swoimi beztroskimi zabawami doprowadziła do tego, że od krainy oderwał się solidny kawał kontynentu i poszybował sobie gdzieś w głąb tajemniczej Pustki. Wyrwa, zamiast doprowadzić do zniszczenia globu lub przynajmniej skromnej apokalipsy jest źródłem całej masy mniejszych problemów – wliczając w to oczywiście wizyty demonów, mutacje i choroby. Najlepszym kontrzaklęciem, wybijającym oręż z ręki wszelkim strażnikom logiki byłby słowa „ale to przecież tylko fantasy”. Wszelka pomoc postronnych jest autorce zbędna, ponieważ książka od początku broni się sama.

    W oczy zdecydowanie rzuca się lekkie, błyskotliwe i nie do końca poważne podejście do stworzenia świata. Magiczna rzeczywistość weszła w romans z biurokracją i akademickimi realiami. Fachowy język miesza się z technologicznymi nowinkami, podstawą używania zaklęć jest całkowanie w pamięci, a jedna z czarodziejek pochwalić się możne rozbieraną sesją w magazynie dla eleganckich czarodziejów. Pojawiające się w książce „pola kempingowe” czy „włókno szklane” nie są dowodem braku konsekwencji, ale przejawem radosnego i beztroskiego dystansu oraz sporej dawki lekkiego humoru. Mnóstwo elementów, wątków i postaci jest po prostu niesamowicie sympatycznych, sprawiając, że Asystent Czarodziejki okazuje się lekką, dość delikatną i bezstresową zabawą z gatunkiem, nadal jednak daleką od przesadnej satyry.

    W świecie stworzonym przez Aleksandrę Janusz uroczy i subtelny jest nawet przewijający się motyw feministyczny. Była to miła odmiana po burzliwym spotkaniu z N.K. Jemisin i jej Piątą Porą Roku gdzie niechęć i pogarda dla rodzaju męskiego wylewała się z każdym akapitem. Vincent nie ma cech klasycznego męskiego bohatera. Nie napręża gołej, błyszczącej od potu klaty niczym Conan, nie rzuca się w wir walki, nie ma instynktu dowódcy. Chłopak po prostu nieco złagodniał i nabrał ogłady. Głównie dlatego, że gdzie by się nie odwrócił, czeka na niego płeć piękna. I to taka, która woli wziąć sprawy w swoje ręce. Jego szefowa to robiąca błyskotliwą karierę kobieta, jej koleżanka po fachu i asystentka tejże również, nieoczekiwanie pojawiające się dziecko-niespodzianka z niezwykłymi mocami to oczywiście dziewczynka… nawet jego narzeczona jest kobietą! To, co dla jednych byłoby spełnieniem marzeń, sprawiło, że Vincent po prostu woli rozłożyć ręce, a pielenie ogródka przedłożyć nad dowodzenie. Wszystkie naokoło świetnie sobie radzą, to po co się wychylać? I czy w sumie jest się czemu dziwić? Wielka moc niesie w końcu wielką odpowiedzialność, śmiertelnych przeciwników pozbawionych nos, nieustanne groźby, pracę w stresie oraz konieczność poszukiwania rozwiązań w kryzysowych sytuacjach. Gdybyśmy stanęli przed takim wyborem, to czy sami nie wybralibyśmy pielęgnowania warzyw?

    Żarty się jednak kończą… i nie, wcale nie chodzi o to, że bohaterowie wpadają w tarapaty, a cały magiczny świat staje przed ogromnym zagrożeniem (chociaż to trochę też). Autorka do humorystycznie budowanego świata przestaje dokładać kolejne cegiełki. Jest coraz mniej błyskotliwie, a coraz bardziej klasycznie. Książka powoli zamienia się w porządnie napisaną fantasy i nie rozczula już czytelnika kolejnymi komicznymi i absurdalnymi elementami. Bohaterowie przestają już być tak ujmujący, a wszelkie pomysły aż tak się nie wyróżniają. Chociaż nie ma mowy o nudzie, to jednak pewien niedosyt pozostaje. Gdy wszystko zakończone zostaje bezwzględnym cliffhangerem, zamiast zapału do sięgnięcia po kolejną książkę pojawiają się pewne wątpliwości. Czy kolejny tom Kronik Rozdartego Świata nie będzie zbyt oderwany od beztroskich pomysłów pierwszej części, tak jak zakończenie oderwane było od świetnego początku?

    Szczegóły:

    Tytuł: Asystent Czarodziejki
    Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
    Typ: powieść
    Gatunek: fantasy
    Data premiery: 2016
    Autorka: Aleksandra Janusz

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + humor w tworzeniu świata
    + sympatyczni bohaterowie

    Minusy:
    – zabawa i humor są dość powierzchowne
    – z czasem książka przeistacza się w klasyczne fantasy

    Dodaj komentarz

    avatar
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.