• ŚWIAT KOMIKSU
Więcej

    Recenzja komiksu The Shadow: Leviathan

    Jak przenieść klasycznego pulpowego bohatera z początków XX wieku w XXI? Co by z niego pozostało? Kto go rozpozna? No i najważniejsze: jeśli to ciągle ta sama osoba, na ile jest właściwie człowiekiem?

    Shadow miał już wiele książkowych, filmowych i komiksowych odsłon, w tym crossover z Batmanem. Najnowsza została stworzona przez Simona Spurriera, Dana Wattersa (scenariusz) i Daniela HDR (rysunki). Jest ciekawym połączeniem noir, współczesnej historii superhero i horroru. W sieci przeczytacie głównie pochwały pod jej adresem, ale przyznaję, że za pierwszą lekturą nie zachwyciła mnie przesadnie…

    Daniel HDR postawił na ciężką kreskę, z wyraźnym (chociaż nieprzytłaczającym) cieniowaniem. Choreografia scen walki jest udana, ale mimo wszystko postacie, zwłaszcza kobiece, wydają się przyciężkie i przedobrzone. W okolicach drugiego zeszytu okazuje się, że ma to fabularne uzasadnienie, ale długo sprawia wrażenie zwyczajnego braku lekkości i niedopracowanego konceptu. Jedynie w scenach wspomnień, przeszłości głównego bohatera, sepiowa gama kolorystyczna odciąża sylwetki postaci i dodaje dynamizmu ciosom Shadowa czy jego powiewającemu szalikowi. To właśnie warstwa graficzna była dla mnie najtrudniejsza do przejścia, nie pozwalała mi się wczuć w emocje admiratorów i wrogów tajemniczego superbohatera. Tymczasem scenariusz Leviathana ma sporo ciekawych treści do przekazania.

    Akcja rozpoczyna się w szpitalu, gdzie pielęgniarka Mary opiekuje się ciężko poparzonym mężczyzną. Opowiada mu o tym, jak została uratowana przez Shadowa, ona i reszta jej klasy trzymana pod muszką przez kolegów spragnionych szkolnej strzelaniny. W miarę rozwoju komiksu coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że jej celem jest podziękowanie – jest przekonana, że zmienia bandaże samemu vigilante. To, kim faktycznie jest jej pacjent będzie największą zagadką całego komiksu, a próby jej rozwiązania będą napędzać działania głównej bohaterki i osób spotykanych przez nią po drodze. Przy tym Manhattan okaże się być pełen naśladowców i „wyznawców” niosącego sprawiedliwość superbohatera.

    Opowiedziałam wam o noir i elementach gatunku superhero, a horror? Shadow nie jest miłym chłopakiem z Kansas, ma demoniczny śmiech, jego sprawiedliwość jest krwawa, a supermoce nieźle mieszają ludziom w głowach. I to nie tylko przeciwnikom. To one stanowią wyjście do grozy oraz przywołują tytułowego Lewiatana. Potwór jest jakimś rodzajem emanacji z zaświatów (?) najeżonej ludzkimi duszami – nie wiadomo, czy złymi, na pewno cierpiącymi. To siła i zmora Shadowa, uosobienie zła, przemocy… Jest niewątpliwie paskudny i przerażający jak demony z The Damned, Sagi o potworze z bagien czy Sandmana (nad którym Spurrier i Watters zaczęli niedawno pracować).

    Leviathan prezentuje bardzo klasyczne podejście do łączenia superbohaterstwa z horrorem, nawet jeśli dodaje do robactwa viralowość Shadowa napędzaną przez jego XXI-wiecznych admiratorów pragnących także walczyć z przestępczością. Z tej perspektywy ciężka, realistyczna kreska i kolory oraz stabilny układ kadrów są dla niego idealne, ale niestety przesłaniają i dodatkowo „dociążają” treść. A scenarzyści starają się zadawać nam w tym komiksie sporo pytań – o propagowanie samodzielnego wymierzania sprawiedliwości i zakładanie sąsiedzkich drużyn bohaterskich. O skutki codziennej przemocy, w tym strzelanin w szkołach, i relacje pomiędzy bezpieczeństwem a wolnością. O granice wpływu vigilante na przeciętnych obywateli. Ostatecznie powstał ciekawy, pełen akcji thriller, w którym nie wszystkie tajemnice się wyjaśniają, zdarzają się zaskakujące zwroty akcji zmieniające nasze spojrzenie na bohaterów, nasycony głębokim smutkiem – ale jednak pozostający w granicach gatunku.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: The Shadow: Leviathan
    Data premiery: 9 maja 2018
    Scenariusz: Simon Spurrier, Dan Watters
    Rysunki: Daniel HDR
    Typ: komiks
    Gatunek: komiks superbohaterski, horror

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + udane odrodzenie postaci Shadowa
    + ambitne próby mieszania gatunków
    + ciekawe „oszukiwanie” czytelnika (i bohaterów)

    Minusy:
    - ciężki rysunek
    - zbyt gatunkowy, klasyczny komiks

    Dodaj komentarz

    avatar
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoskahttp://arytmia.eu/
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).