SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Clark, nie jesteśmy już w Kansas. Recenzja komiksu Superman. Amerykański obcy

    Dziecko kukurydzy?
    Dziecko kukurydzy?

    W serii DC Deluxe wydawnictwo Egmont zdecydowanie więcej miejsca poświęciło różnorodnej prezentacji Batmana niż Supermana. Sam w tym fanowskim pojedynku od dzieciaka bez wahania stawałem po stronie gacka, a w tej deklaracji upewniały mnie później tak klasyczne tytuły, jak Zabójczy żart, Powrót Mrocznego Rycerza czy Długie Halloween. Czarna peleryna i maska, spod której wyglądała jedynie zdradzająca surowość charakteru szczęka, miały w sobie więcej magnetyzmu niż pstry kostium i loczek nad jaśniejącą prawością twarzą. Szczęśliwie również przed czytelnikiem komiksów droga krytycznego samorozwoju zawsze stoi otworem.

    Superman. Amerykański obcy Maxa Landisa to tytuł, który każdego fana obrazkowych opowieści zwalnia z kibicowskiego poczucia wierności barwom klubowym, uczciwie oferując szansę na kontakt z dobrą, zróżnicowaną emocjonalnie historią. Sposób, w jaki związany głównie z filmem scenarzysta portretuje ikoniczną dla popkultury postać, najmocniej przywodzi mi na myśl właśnie to, co Miller i Loeb zrobili przed kilkudziesięciu laty z wyblakłymi podczas kolejnych przepierek trykotami komiksowych bohaterów. Nie tyle przywrócili kolory samym fatałaszkom, ile wskazali, że skrywane pod nimi życiorysy nie wyczerpują swoich ambicji w dosłownych, choćby i służących najszczytniejszym celom, przebierankach. Superbohaterski patos doczekał się uzupełnienia w skromniejszych aktach ludzkich obaw, lęków i niepewności.

    Nie kantuj, Kent.
    Nie kantuj, Kent.

    Takie właśnie akty Landis prezentuje w siedmiu odsłonach, gdyż z tylu części składa się tytułowa miniseria. To prosta w pomyśle i solidnie rozpisana struktura, wykorzystująca wiele stereotypów i (bez)dyskusyjnych faktów, jakie związały się z heroicznym wizerunkiem Supermana. Dzięki niej zobaczymy kolejne etapy dorastania Clarka – od chłopca do młodego mężczyzny – w których powracać będzie coraz bardziej dociążona kwestia wyboru między dziedzictwem Kryptończyka a wypracowywaną kondycją Ziemianina. Momenty, które prowokują te wahania i konflikty, to świetnie podane obyczajowe miniatury. Clark jest w nich zabawnym pędrakiem, gniewnym nastolatkiem, rozrywkowym młodzieńcem, emocjonalnym idealistą, ambitnym reporterem, niezmiennie zaś wrażliwym i zagubionym… człowiekiem? Kosmitą? Ano właśnie.

    Cały ten proces wymyka się schematom dzięki wiarygodnym relacjom Clarka z rodziną oraz znajomymi w Smallville i powiększającym się gronem postaci w Metropolis. Każdorazowo są to umiejętnie skrojone wejścia, ze świadomością wychodzące naprzeciw dotychczasowym ujęciom tematu, choć niby wszystko jest jak zwykle: Luthor imponuje charyzmą, Lois przebojowością, Pete Ross kumpelskim charakterem. Świetnie wypadają też smaczki w rodzaju okoliczności spotkania Olivera Queena czy Dicka Graysona, a szczególnie pierwsza konfrontacja z Brucem Waynem i jego alter ego oraz z (tak!) Lobo. Ach, dostajemy też pięć sygnalizujących szerszy kontekst uniwersum jednoplanszowych przerywników, które dobrze wspomagają napięcie (wyjątkowy, bo skierowany wprost do czytelnika, jest manipulacyjny występ Mxyzptlka).

    Dam ci radę... i adres do mojego krawca.
    Dam ci radę… i adres do mojego krawca.

    Kosmiczne korzenie, dorastanie na prowincji i wielkomiejska rzeczywistość tworzą dynamiczną sieć międzyludzkich powiązań i każde jej oczko broni swoich racji z przekonaniem. Landis świetnie porozkładał akcenty, a zrobił to przy użyciu podstawowych narzędzi, których szczegółową listę i zastosowanie znajdziecie pośród materiałów dodatkowych w postaci wstępnej propozycji wydawniczej Amerykańskiego obcego. Wraz z tytułami poszczególnych części (symbolicznie ujmującymi kolejne dostępne „pułapy” doświadczenia bohatera za pomocą ptasio-mitologicznego, konsekwentnie uskrzydlonego klucza – od gołębia doWalkirii) dają szansę sprawdzenia, jak z powodzeniem realizuje się i uspójnia epizodyczną w założeniu konstrukcję.

    Jaki obraz Supermana ona tworzy? Poza ludzkim wymiarem uczuć dostajemy wgląd w szczeliny zbroi nadludzkich zdolności i to bez udziału kryptonitu. Kwestia niewrażliwości na fizyczny ból, niezniszczalności, niepodlegania prawom fizyki w ujęciu Landisa nie jest tak oczywista. Dotyczy to również alkoholu, a jakże. To wszystko wychodzi z korzyścią dla utrwalonych przeszło 80-letnią tradycją pomnikowych cech bohatera, które, powtórzę za posłowiem Kamila Śmiałkowskiego, szybko stają się nudne. Na szczęście nie tym razem.

    Dostępu nudzie wzbraniają też zaproszeni do projektu rysownicy. Każdą część ilustruje inny artysta (jest też artystka) i scenarzysta wykazał się dobrym wyczuciem przy ich doborze. Moi faworyci w tym gronie to Tommy Lee Edwards (szorstka, gruba kreska idealna dla klimatu rural noir), Jae Lee (przestrzeń i detal bliskie swobodzie Tima Sale’a) i Jock (idealny wybór dla brutalnej naparzanki z Lobo plus zaskakująca melancholią aparycja Supermana). Pozostali, czyli Nick Dragotta, Joëlle Jones, Francis Manapul (tutaj zwracam uwagę na kolory) i Jonathan Case również panują bez zarzutu nad tematem i nastrojem, określonym wprost przez Landisa we wspomnianej propozycji wydawniczej. To udane, choć też niby oczywiste, wzbogacenie treści zróżnicowanych emocjonalnie rozdziałów. W połączeniu z okładkami Ryana Sooka, alternatywnymi cover artami, projektami plansz i szkicami wymienionych rysowników dostajemy bogate, przekrojowe stylowo, nieodparcie apetyczne graficznie dzieło.

    Kliniczny przypadek podwójnej tożsamości.
    Kliniczny przypadek podwójnej tożsamości.

    Origin Supermana w Landisowej miniserii jest nowoczesny, dynamiczny i refleksyjny. Zasługuje na to, aby stanąć obok Supermana – Na wszystkie pory roku duetu Loeb & Sale. Liczę na to, że w ramach serii właśnie ten album doczeka się nareszcie godnego wznowienia.

    Wydawnictwu Egmont serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Superman. Amerykański obcy
    Wydawnictwo: Egmont
    Scenariusz: Max Landis
    Rysunki: Nick Dragotta, Tommy Lee Edwards, Joëlle Jones, Jae Lee, Francis Manapul, Jonathan Case, Jock
    Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
    Typ: komiks
    Gatunek: superhero
    Data premiery: 02.12.2020
    Liczba stron: 224

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    +przemyślany origin ikonicznego bohatera
    +świetnie zrealizowany scenariusz
    +zróżnicowanie nastrojów...
    +... oraz oprawy graficznej
    +zręczne operowanie wątkami uniwersum
    +nie tylko dla fanów Supermana
    +bogactwo materiałów dodatkowych

    Minusy:
    -brak

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Łukasz
    Łukasz "Justin" Łęcki
    Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x