• ŚWIAT KOMIKSU
Więcej

    Wiara w czasach zarazy. Recenzja komiksu Pusty człowiek

    „Pusty Człowiek kazał mi to zrobić” („The Empty Man made me do it”) to przewodnia fraza wydanego niedawno po polsku komiksu Bunna. Przyszła mu do głowy podczas wycieczki rowerowej – ale nie wiemy, do czego wtedy zaraza lub opętanie skłoniło scenarzystę. Rysowniczkę, a dzięki niej bohaterów, zmusiło do pokazania nam świata będącego mistrzowskim pomieszaniem True Detective, klasycznego noir i horroru.

    Tytułowy „pusty” to nazwa choroby dopadającej mniej czy bardziej przypadkowe osoby. Stają się kimś w rodzaju zombie – brutalnie mordują innych, mamroczą do siebie niezrozumiale, majaczą, powołują się na jakiegoś „niego”, który nimi steruje. Chcą popełnić samobójstwo, ale nie jest im łatwo umrzeć. Czasem wracają na chwilę do zmysłów, chociaż nie bardzo potrafią wytłumaczyć, co się z nimi dzieje. Nikt nie ma też pomysłu na radzenie sobie z epidemią – jeśli to w ogóle dobra nazwa. Nikt oprócz sekt, które jak zwykle mają jasne przepisy na życie.

    Jedną z najważniejszych postaci Pustego Człowieka jest pastor Markoff, przywódca własnego kościoła, który urósł w siłę i stał się nadzieją wielu w czasie zarazy. Jest uzdrowicielem, swoje pierwsze msze z efektami specjalnymi odprawiał w garażu, choć w czasach zasadniczej akcji komiksu jest już postacią medialną, przywódcą zasobnego ruchu. Kiedyś przyjął pod swoje skrzydła brata pewnej rudowłosej kobiety, katatonika, szaleńca, głęboko cierpiącą osobę. Spotkanie z nim głęboko go zmieniło, jak i cały świat. Być może to właśnie on jest pierwszym przypadkiem zachorowania na pustego…

    W komiksie Bunna i del Rey największe wrażenie zrobiły na mnie wątki detektywistyczne i związane z życiem kościoła Markoffa. Być może przez mój zachwyt pierwszym sezonem Detektywa. Skojarzenia nasuwają się bardzo jednoznacznie, ale Pusty jest równolatkiem serialu – oba dzieła powstały w 2014 roku. Widocznie coś wisiało wtedy w amerykańskim powietrzu. Sprawę okultystycznej epidemii bada dwoje agentów FBI (jakieś skojarzenia?), równie zdezorientowanych i bezradnych jak reszta kraju. Najbardziej boją się, że sami zachorują, w końcu nikt nie zna przyczyn pustego, jedynie objawy. Atmosfera beznadziei szybko przeradza się w coś pomiędzy paniką i nową energią – okazuje się, że choroba mutuje, agencja ma wreszcie nowy trop, bardziej przerażający niż cokolwiek dotąd.

    Podejrzewam, że wielu z was zna już Cullena Bunna i jego horrory. Co najmniej słyszeliście o Szóstym rewolwerze – westernie fantasy rysowanym przez Briana Hurtta. Jeśli czytaliście ten komiks, scenariusz być może was nie zaskoczy, rysunek bardzo. Kreska, właściwie plama Vanesy Del Rey dodaje historii głębi, mroku i niedopowiedzenia. Świetnie oddaje tajemniczość świata Pustego Człowieka. Jednocześnie artystka nie waha się pokazywać wnętrzności ofiar zmasakrowanych przez zarazę lub samych chorych zadających sobie obrażenia. Dzięki subtelności stylu nie dostajemy od niej gore, raczej komiksową wersję złych snów Beksińskiego po czytaniu Necronomiconu. Bywa, że w szerokich kadrach niewiele się dzieje, mają jednak urok obrazów, kompozycji opowiadających o barwach i farbach, z których nagle wyłania się inna, przerażająca narracja.

    Pusty Człowiek to niedługi komiks, który wolno się rozkręca (Bunn stopniowo wprowadza nas w swój świat) i przez to trochę nagle kończy. Został pomyślany jako zamknięta całość, dostajemy pełną historię i zaglądamy pod podszewkę rzeczywistości. W zeszłym roku powstały kolejne 4 zeszyty z tej serii, pozwalające na nieco inne spojrzenie na chorobę: od strony osoby zarażonej. Jeśli jesteście fanami horroru lub noir, to pozycja w sam raz dla was. Ja sama bardzo doceniam w tym komiksie światotwórstwo i powolne rozwiązywanie zagadki czy raczej odkrywanie, o co tak naprawdę pytamy. Pod tym względem Pusty przypomina twórczość VanderMeera.

    Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za egzemplarz recenzencki!

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Pusty Człowiek
    Wydawnictwo: BOOM! Studios (Mucha Comics w Polsce)
    Scenariusz: Cullen Bunn
    Rysunki: Vanesa R. Del Rey
    Tłumaczenie: Piotr Czarnota
    Typ: komiks
    Data premiery: 2014 (2018 w Polsce)

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + światotwórstwo i stopniowe wprowadzanie w fenomen choroby
    + pokazanie sekt i rządzących nimi mechanizmów
    + wspaniałe obrazy Del Rey

    Minusy:
    - zbyt szybki koniec
    - mogłoby być więcej noir, mniej horroru

    Dodaj komentarz

    avatar
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoskahttp://arytmia.eu/
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).