SIEĆ NERDHEIM:

Oto stoję u Wrót i kołaczę, krzycząc: więcej! Recenzja komiksu Nieśmiertelny Hulk. Tom 2

Radujcie się, komiksy i ich czytelnicy! Biada nudzie i biada kiczowi – bo zstąpił na strony diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że ma masę klimatu! W taki oto świąteczno-biblijny nastrój wprowadziła mnie lektura drugiego tomu horroru z Hulkiem, dostarczającego dreszczy lepszych niż pogoda za oknem.

Okładka Alexa Rossa od razu zapowiada nam, że drugi tom startuje grubo – wychudzony Hulk z obwisłą skórą wygrzebuje się gdzieś w wulkanicznych czeluściach. Scenarzysta zaś otwiera tom mocną, czarno-białą planszą ukazującą apokaliptyczne zdjęcia, pod którymi zaczyna od pytania: „Czym jest piekło?”. Zaczynamy po katastrofie z Creelem, która dosłownie przeniosła akcję na dno egzystencji, gdy McGee oraz nasz zielony koleżka przemierzają upiorny krajobraz. Nie jest to jednak byle „piekło”, którego opis pasuje do wielu krain świata Marvela. To miejsce Najniżej, specjalna sfera egzystencji powiązana z hulkami i promieniowaniem gamma, po której oprowadza nas Al Ewing kadr po kadrze, cytat po cytacie. Początkowe strony wystarczyły, abym poczuł się przykuty do akcji niczym Prometeusz do skały.

Spacer po piekle to idealna okazja na odwiedzenie starych znajomków. [źródło: Egmont]

Wizyta w Najniżej jest jak wstęp do „boskiej komedii” Bannera, która majaczy gdzieś na horyzoncie – jeszcze nie nadejdzie w tym tomie, ale nieuchronnie czeka naszego bohatera. Kraina skąpana jest w rdzawych barwach, na których tle toksyczna zieleń gamma wygląda jak coś parzącego i jeszcze bardziej niezdrowego. Nowe miejsce debiutuje w uniwersum Marvela, Ewing osadza je jako coś pierwotnego i uniwersalnego, co mogłoby odnaleźć się także w innych światach. Uzupełnia i rozbudowuje już niesamowity klimat pierwszych rozdziałów wspomnianymi, czarno-białymi planszami. Duma w nich nad naturą samego zła, człowieczeństwa oraz naszego bohatera i jego miejsca we wszechświecie. Porusza kabałę i gnozę, tworzy atmosferę bogobojnego lęku, a każda taka strona sprawia wrażenie, jakby odkrywał przed czytelnikiem prawdy, których nie powinno się poznawać. Ogromnie szanuję to, jak Ewing zręcznie wplata elementy postaci Hulka w motywy filozoficzno-religijne, od jego klasycznego podziału osobowości, przez nawet zabawę znaczeniem samego słowa „hulk”, a wszystko ocieka wręcz mrokiem. Nawet teraz, przy pisaniu recenzji, gdy patrzę na te fragmenty, czuję przyjemne ciarki. Jednocześnie, jak zauważyłem wcześniej, zapowiada nam rosnącą skalę wydarzeń zarówno kosmicznych, jak i bardzo osobistych dla Bruce’a Bannera w późniejszych tomach.

Mierzenie się z własną ulotnością oraz tym, co czai się po śmierci, jest też okazją do refleksji dla samych bohaterów. Diabelski Hulk jest wygadanym gościem i przez cały tom prowadzi głębokie rozmowy z różnymi postaciami, trafnie uderzając w struny problemów dotykających naszej współczesności, jak katastrofy klimatyczne czy rolę gniewu w społeczeństwie. W poprzednim numerze mieliśmy przedsmak, że zza grobu powstaną inne osoby napromieniowane przez gamma, a Banner i jego inne jaźnie mają teraz okazję spotkać się z wieloma osobami ze swej historii. Tom drugi wprowadza klasyczne postacie, jak Rick Jones i Elisabeth Ross, w nową mitologię Ewinga. Nawet przywraca też dawno niewidzianą osobowość Joego Fixita w zmienionej odsłonie. Stare pomysły są odświeżone i, co najważniejsze, przywrócone w spójny sposób dla fabuły Nieśmiertelnego Hulka. Ustami antagonistów scenarzysta daje znać, że dotychczasowe reguły dotyczące bohatera wylatują za okno i Al pisze coś zupełnie nowego. Moim zdaniem wychodzi mu to świetnie.

Mieszanka starych wątków i nowych interpretacji została wykonana tak zgrabnie, że wygląda jak planowana od początku. [źródło: Egmont]

Skoro już mowa o powrocie starych znajomych – nie mogę przestać zachwycać się nad tym, jak ukazano Betty. Była żona Bannera odkrywa karty i rozlicza się ze sobą, jak wiele spustoszenia w jej życiu wprowadził zarówno Hulk, pełen oczekiwań ojciec, jak i toksyczne zachowania samego Bruce’a. Jej wątek i nowa wizja jej postaci są dla mnie dużym plusem tomu, a nowa fraza „oto ja” zostanie ze mną na długo. Nie będę więcej spojlował – zrób sobie przyjemną niespodziankę, czytelniku. Wątek Betty na jeden zeszyt podejmuje inny rysownik niż Bennet, Kyle Hotz, ale odstająca kreska w niczym nie przeszkadza, gdy cały rozdział jest z jej perspektywy.

Nieco gorzej wypadają antagoniści. Zobaczymy wykręcające żołądek monstra pasujące do nowego kierunku serii, ale historia na moment wraca do ogranego już motywu „organizacja paramilitarna poluje na Hulka”, co już poprzednio było ciekawiej pokazane. Wiadomo, te wersje Hulka i Bruce’a znamy krótko, co świadomie scenariusz wykorzystuje i bawi się konwencją, ale nadal kolejna wojskowa pułapka sprawia wrażenie wypełniacza. Te sceny pozwalają wprawdzie ukazać Bannera jako osobę cierpiącą na zaburzenie osobowości, ku czemu Ewing mocno się chyli i utwierdza ten motyw nie tylko dla wielkoluda, ale i chudego doktorka. W ciele doktora na moment wrócimy też do klimatu podejrzanych ulic i tanich taksówek, ale zdecydowanie jest tego mniej niż w tomie pierwszym.

Nie mogę za to przekonać się do postaci agenta Burbanka – cyborg z plastiku może mógłby pasować do otoczenia, gdyby tworzył sobie uzbrojenia z własnych palców. Jest to ta odrobina superbohaterskiego kiczu, która została i nieco wybiła mnie z rytmu lektury. Za to nie uświadczymy crossoverów i nadmiarowych trykotów. Nurzamy się w cudownie okropnym świecie gamma i postaci w to wciągniętych, bez zbędnych rozpraszaczy. Nawet nowa organizacja, Gamma Flight, wpisuje się w konwencję.

Moce gamma to teraz nie tylko nabrzmiałe mięśnie i pulsujące żyły, ale i gustowne palco-szczęki. [źródło: Egmont]

Od strony technicznej Nieśmiertelny Hulk nie traci na jakości. Jak już wspominałem, drugi zbiorczy zeszyt jest przyjemnie jednolity wizualnie, z dwoma wyjątkami, które nie psują obrazu – Hotz ukazuje nam perspektywę Ross, a Eric Nguyen ilustruje bolesne wspomnienia głównego bohatera. Oba odmienne style pasują do prezentowanych retrospekcji. Joe Bennet nie zwalnia tempa i funduje nam co stronę okropieństwa godne umiejscowienia serii na półce z horrorami. Flaki, groteskowe przemiany, twarze pełne okrucieństwa, upiorne oczodoły, miażdżąca brutalność… Szczególnie błyska kadrami, gdzie widać nawiązania do Czarnych Malowideł Goi, dzięki czemu dostawałem gęsiej skórki nawet w domowym zaciszu. Nacisk na zbliżenia na twarze postaci wymusza skupianie się na ich emocjach, ukazywanych z dużą dbałością o szczegóły. Jak udręka i szaleństwo dręczące Bannera, przez co nie wiadomo, czy należy mu współczuć, czy się go bać bardziej niż zielonego alter ego. Niezmiennie wrażenie robi przeszywające spojrzenie Diabelskiego Hulka, szczególnie w kadrach skonstruowanych tak, aby niejako łamał czwartą ścianę – zwracając się do swoich rozmówców, jak i do samego czytelnika.

Kolejna część horroru, jakim jest Nieśmiertelny Hulk, nie zawodzi oczekiwań. Skala wydarzeń tylko rośnie, na każdej płaszczyźnie historii – świata materialnego mierzącego się z Hulkiem, szalonego umysłu Bruce’a czy mitologicznej, pierwotnej grozie wychylającej zielone macki spomiędzy stron, jakbym czytał jakiś Necronomicon.Majstersztyk, który powinni docenić nowi fani, jak i starzy miłośnicy zielonego giganta (do których się zaliczam), warty polecenia także tym, co o superbohaterach mają pojęcie „jako takie”.

Za egzemplarz i mocne wrażenia dziękujemy wydawnictwu Egmont.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Nieśmiertelny Hulk. Tom 2
Tytuł oryginału: The Immortal Hulk vol. 2
Wydawnictwo: Egmont
Scenariusz: Al Ewing
Rysownicy: Joe Bennet, Kyle Hotz, Eric Nguyen
Tłumaczenie: Jacek Żuławik
Gatunek: komiks amerykański, horror
Data premiery: 23.11.2022
Liczba stron: 228
ISBN: 978-83-281-5458-2

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Pod obliczami maski trifaccia kryje się student dziennikarstwa, dumny koci tata, a także pasjonat mitologii greckiej oraz wielu aspektów popkultury. Jak Cerber strzegę swojej kolekcji gier, książek, komiksów, figurek Transformersów i Power Rangers. Kiedy tylko jest szansa, oddaję się urban exploringowi z ekipą Pniak, po drodze próbując głaskać uliczne sierściuchy. Najczęściej gram z padem lub kostkami w garści. Piszę, słuchając muzyki ze starą duszą, a kawałek serca bije w Wenecji.
Radujcie się, komiksy i ich czytelnicy! Biada nudzie i biada kiczowi – bo zstąpił na strony diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że ma masę klimatu! W taki oto świąteczno-biblijny nastrój wprowadziła mnie lektura drugiego tomu horroru z Hulkiem, dostarczającego dreszczy lepszych niż pogoda za...Oto stoję u Wrót i kołaczę, krzycząc: więcej! Recenzja komiksu Nieśmiertelny Hulk. Tom 2
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki