Więcej

    Recenzja komiksu Mer

    Mer 3

    Mer to romans z elementami fantastyki, a dokładniej magii. Napisany przez dorosłych dla nastolatków – więc raczej Zmierzch niż Pięćdziesiąt twarzy. Dzieje się w liceum, dlatego wydarzą się w nim typowe konflikty i nieporozumienia między przyjaciółmi. Bez szczególnych dramatów, choć z kilkoma nagłymi zwrotami akcji.

    Nie jestem fanką romansów, chociaż (co widać zwłaszcza po moich recenzjach komiksów z BOOM! Studios) można mnie nazwać miłośniczką licealnych klimatów. Oznacza to tyle, że nie do końca jestem w grupie targetowej Mer. Podejrzewam, że dla osób mających ochotę na bezpieczną lekturę, momentami wciągającą, opowiadającą o zauroczeniu i miłości łączącej ludzi z różnych światów, ten komiks mógłby być dobrą rozrywką. Ale nie myślę o tych czytelnikach tak źle, żeby im go zaraz polecać…

    Trochę faktów. Główną bohaterką Mer jest Aryn, która nie dość, że niedawno straciła matkę, to musiała pożegnać także przyjaciół i dom. Jej ojciec postanowił się przenieść do zupełnie innego miasta, pod hasłem posłania Aryn i jej młodszej siostry do jak najlepszej szkoły. O ile młodsza dziewczynka nieźle sobie radzi (chociaż za dużo się o niej nie dowiemy), Aryn jest zupełnie rozbita i całkowicie samotna. Czuje, że nie pasuje do pozostałych uczniów – bogatych dzieciaków, których rodzice sponsorują szkołę, więc ich nastolatki są w niej nie do ruszenia. Przytłacza ją nadmiar nauki i konieczność nadrobienia materiału.

    Mer 3

    Na szczęście szybko zdobywa pierwszą koleżankę, bananową, ale serdeczną dziewczynę. Zauważa ją także chłopak o osobliwym kolorze włosów, chodzący wszędzie z dwójką równie oryginalnych znajomych. Kluczem do tej fascynacji jest wisiorek z muszelką, pamiątka po matce Aryn… Teraz historia wchodzi w etap skomplikowanych trójkątów i rozmów o uczuciach lub ich braku. Pojawi się pierwsza (i w zasadzie jedyna) negatywna postać – Anastacia (ta od One Day in Your Life) nie byłaby zbyt zadowolona, chociaż wszelkie podobieństwa są przypadkowe… Będzie impreza na jachcie i ujawnienie tajemnicy pochodzenia największego przystojniaka w szkole. O ile akcja komiksu ma pozory dramatyzmu, rozmowy między bohaterami, ujawnianie przez nich sekretów i emocji jest pozbawione tych cech. Szkoła uczuć to to nie jest…

    Ani scenarzystka Mer Joelle Sellner, ani rysowniczka Abby Boeh nie mają wielkiego doświadczenia. Dla drugiej z nich to komiksowy debiut, co mocno widać. Rysunki nie są zbyt interesujące, zdarzają się niezręczności, na twarzach postaci widać złość (robią się brzydkie), ale inne emocje nieprzesadnie. O ile pierwsze strony tej historii wyglądają sprawnie i przyjemnie, to w pewnym momencie przestałam zwracać uwagę na ilustracje, czytałam dymki i od czasu do czasu frustrowałam się brakiem polotu Mer. Jeśli chodzi o scenariusz – jest generyczny do bólu. Na czymś trzeba było rozpiąć wszystkie te obrazki, to pozbierano znane i lubiane wątki, poukładano jeden obok drugiego… Abby Boeh wydaje się mieć potencjał (widać go na przykład w gościnnych okładkach zamieszczonych na jej stronie http://cargocollective.com/abbyboeh/), ale też więcej serca do kreski niż koloru. Co do Sellner – po tym komiksie nie chciałoby mi się sięgać po kolejny.

    Mer to historia jakich wiele, pozbawiona głębi, humoru, większej estetyki. Trochę wygląda na robienie czytelnika w konia (tajemnica Atlantydy, plus romans, plus magia – teoretycznie powinno nie być źle). Ciężko się domyślić, co poeta miał na myśli – w co wierzyli twórcy odwalając niewątpliwie sporą robotę nad 126-stronicowym komiksem. Na szczęście Lion Forge Comics ma sporo innych pozycji z gatunku young adult, godnych polecenia zamiast tej. W temacie nerwowych nastolatek niesłuchających rodziców lepiej sięgnąć po Cloudia & Rex.

    Mer 3

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Mer
    Wydawnictwo: Lion Forge Comics
    Autor: Joelle Sellner, Abby Boey
    Typ: komiks
    Gatunek: supernatural, young adult, romans
    Data premiery: 26 kwietnia 2017

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    - początkowo dobra kreska
    - nie ma więcej tomów

    Minusy:
    - bardzo standardowa historia
    - jakby złożona z gotowych klocków
    - brak głębszych emocji
    - nieprzekonująca, banalna konstrukcja świata

    Dodaj komentarz

    avatar
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).