SIEĆ NERDHEIM:

Wszystko bardzo źle. Recenzja komiksu Kosmata pułapka

Martwi żyją — taki tytuł ma okładkowa ilustracja

Straszne rzeczy dzieją się w krainach magii, mieście Nietoperza, kinach dla dorosłych i prowincjonalnych miasteczkach. Wydarzają się w czasie świąt, po apokalipsie albo w jej trakcie – a płonący miecz, od którego zginie świat, dzierży wielki nagi centaur. Na co dzień przemocy, w tym seksualnej, dopuszczają się ludzie i tajemnicze stworzenia z koszmarów.

Tak metodą „szybko przez wszystko” można opisać Kosmatą pułapkę, zbiór ilustracji i krótkich komiksów Josha Simmonsa publikowanych w latach 2004 – 2011. To mocna, punkowa, szarpiąca emocje publikacja. Stanowczo dla dorosłych – przeraża, obrzydza, epatuje siusiakami w stanie silnego wzburzenia, krwią i ranami, czasem naraz. A przy tym opowiada o lęku przed śmiercią, smutku, samotności… Jak na coś, co na pierwszy rzut oka przypomina gówniarskie gore rysowane w zeszycie od matmy, bardzo dużo tu empatii.

Sam autor Pułapki w wywiadzie dla The Comics Journal stwierdza, że zależy mu na pokazaniu historii mocno osadzonych w banalnej codzienności („It’s important to me that the stories are very much grounded in the mundane and a feeling of the day-to-day”). Udaje mu się to, nawet gdy jego bohaterami są elfy i zły czarodziej – jak w otwierającym zbiór, absolutnie przerażającym W krainie magii. Kiedy próbowałam opowiedzieć tę nowelkę redaktorowi Justinowi, zorientowałam się, że odebrałam ją, jakby była wysoce realistycznym obrazem zbrodni, takim, o którym w Mindhunterze tylko by wspomniano, a widz już czułby się bardzo niewyraźnie. Przy okazji należy wam się tu ostrzeżenie: ta kolekcja została ułożona według „zasady Hitchcocka”, uderza od razu z grubych dział, serwowane na początku trzęsienie ziemi może naprawdę mocno w was uderzyć, spodziewajcie się także powracających fal tsunami. Kraina narzuca też ton całości, przez co potencjalne zabawne miniaturki posługujące się czarnym humorem jakoś przestają być śmieszne. Ja doceniłam komediowy potencjał tych lekkich fragmentów Pułapki dopiero przy drugim podejściu do lektury. Jeśli wolicie obejść koncepcję autora („przeczołgajmy czytelnika, bo życie czasem jest paskudne”), możecie zacząć od Mój współlokator to skurwiel czy Bożego narodzenia, które jest jednak okrutniejsze od pierwszego z wymienionych tu tytułów.

Najdłuższy komiks z tego zbioru to Noc Jibblerów, historia o potworach polujących na mieszkańców prowincjonalnego miasteczka. Nastrój może wam się tu skojarzyć z niektórymi opowieściami Stephena Kinga, przy czym zakończenie będzie typowo Simmonowskie. Inna dłuższa forma, Zbrojony fiut, to (chyba postapokaliptyczna) opowieść o rodzinie tzw. white trash. Idzie w stronę tonów znanych z jednego z paskudniejszych i dziwniejszych odcinków Archiwum X, Domu. Jednak Simmons wychodzi poza standardowe żarciki z chowu wsobnego, wystawia czytelnika na próbę i sprawia, że ten zacznie się przejmować losem „biednego idioty”, właściciela tytułowego organu.

Spis treści — komunikat sam w sobie

Nad wejściem do tej pułapki powiewa brudny i złachany sztandar z hasłem „porzućcie wszelką nadzieję”. Czytając, zwróćcie uwagę na ilustracje pojawiające się na luźnych stronach zbioru – to osobne minihistorie, niektóre bardzo proste, jak krwawa walka niedźwiedzia i wilka. Inne sugerują niepokojące, skomplikowane wydarzenia, od razu wiemy, że widzimy tylko migawkę: może zakończenie koszmaru trwającego całe życie, a może początek wydostawania się z niego. Taki charakter mają na przykład okładkowe Martwi żyją i pojawiające się na kolejnej stronie Schody. To rodzaj albumu koncepcyjnego, gdzie kolejność utworów ma znaczenie, nawet jeśli prezentują pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia.

Simmons stwierdził w innym wywiadzie, że to, co robi on sam i podobni mu twórcy, to bezpieczne sposoby na przetwarzanie lęku „lęku przed ludźmi, lęki przed własnym ciałem, lęku przed porażką. Koniecznością radzenia sobie z faktem, że masz tę dziwną rzecz zwaną odbytem” („fear of people, fear of your body, the fear of failure. Having to deal with the fact that you have this weird thing called an anus”). Ten cytat dobrze podsumowuje charakter Kosmatej pułapki, będącej pomieszaniem gore, szczeniackiego rysowania fiutów, horroru skupionego na bohaterach i zaskakującej czułości wobec ludzi z ich głupotą oraz podatnością na zranienie.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Kosmata pułapka
Autor: Josh Simmons
Tłumaczenie: Wojciech Jędrak
Wydawnictwo: Timof Comics
Data wydania: marzec 2022
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Agnieszka „Fushikoma” Czoska
Agnieszka „Fushikoma” Czoska
Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).
Wszystko bardzo źle. Recenzja komiksu Kosmata pułapkaStraszne rzeczy dzieją się w krainach magii, mieście Nietoperza, kinach dla dorosłych i prowincjonalnych miasteczkach. Wydarzają się w czasie świąt, po apokalipsie albo w jej trakcie – a płonący miecz, od którego zginie świat, dzierży wielki nagi centaur. Na co dzień przemocy, w tym...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki