Więcej

    Powrót do Marvela. Recenzja komiksu Jessica Jones: Wyzwolona (tom 1)

    KorektaLilavati

    Jessica Jones Wyzwolona Okładka

    Pewnie myślicie, że to recenzowanie to całkiem fajna zabawa? Człowiek poczyta jakieś głupoty, potem wystuka na klawiaturze kolejne bzdury i bach, jest prestiż i tłumy fanów. Czasem dostanie się jakiś bilet do kina, kod na Steam albo egzemplarz recenzencki komiksu. Właśnie w ten sposób dorwałem pierwszy tom Jessica Jones: Wyzwolona i zdałem sobie sprawę, że mam przerąbane. Przecież to jest bezpośrednia kontynuacja komiksów Alias i Puls – tytułów, które kurzyły się na moich półkach ze względu na irracjonalny lęk przed scenariuszami Bendisa i mocno ambiwalentny stosunek do rysunków Michaela Gaydosa. Wiedziony poczuciem przyzwoitości porzuciłem pomysł o zrecenzowaniu tego komiksu w stylu „opowiem, czy można czytać bez znajomości poprzednich”, bo takim lenistwem kapkę gardzę. Ogarnąłem, o dziwo zachwyciłem się i od razu zabrałem się za nasz dzisiejszy eksponat.

    Najpierw odpowiem na pytanie, którego w sumie ostatecznie nie zadałem: nie polecam czytać bez znajomości poprzednich serii. Nie tylko ze względu na powiązania fabularne – ale o tym później. Zaczyna się dosyć kuriozalnie, od Jessiki opuszczającej więzienie. Przez dłuższy czas nikt nie raczy nam wyjaśnić, kiedy i za jakiego powodu ją zawinęli. Podobnie niedoinformowani są jej bliscy, w tym Luke Cage – od niedawna mąż bohaterki i ojciec jej dziecka. Dziecka, które z równie niejasnych powodów Jessica ukryła przed całym światem. Potem kupa wpada w wiatrak, a na światło dzienne wypływa elaboratna intryga z zemstą w tle i zaangażowani w nią zostają wszyscy najpopularniejsi faceci w kolorowych rajtuzach. Pewną rolę odgrywają także niedawne Secret Wars, czyli event mający na celu znaczne okrojenie różnorodnego multiwersum Marvela poprzez anihilację większości wszechświatów. No po prostu szaleństwo absolutne.

    Jessica Jones Wyzwolona 01

    Alias było serią bardzo osobistą, której chłonna narracja wyciągała najlepsze elementy dialogowej obsesji Briana Michaela Bendisa. Żurnalistyczny Puls trochę zdecentralizował opowieść, ale udało mu się wysnuć kilka ciekawych historii. Jak w takim razie wypada Wyzwolona? Nieźle, porządnie, znośnie i to niestety tyle. Introspekcyjne i przyziemne elementy poprzedników już kompletnie idą w odstawkę, nie ma kontekstu dziennikarskiego, jest superhero z Jessicą w roli głównej. Przy czytaniu nie ma większych zgrzytów, ale też trudno się naprawdę zaangażować, poza momentami dotyczącymi ściśle protagonistki, a tych jest trochę za mało. Bendis już tutaj zdaje się troszeczkę gubić, więc przy szczególnie rozwleczonych monologach można z całkowitą pewnością stwierdzić, że nikt w rzeczywistości tak nie mówi.

    Intryga, jak już mówiłem, jest wyraźna, nawet trochę wciąga, ale jej rozwiązanie spłynęło po mnie jak woda po kaczce. Tak samo działalność detektywistyczna Jessiki – wzbudza zainteresowanie, ale ostatecznie prowadzi tylko do wątków, które (na razie) wydają się bezcelowe. To wszystko działałoby sprawniej jako kolejne kontekstowe usprawiedliwienia dla szperania w psychice i zachowaniach bohaterów. W tym komiksie wyraźnie brakuje takich zabiegów, więc ostatecznie ląduje on gdzieś w szarej strefie pomiędzy rozrywkowo-szpiegowskim superhero i czymś, co kiedyś chciało być bardziej ambitne, ale pogubiło się po drodze.

    Jessica Jones Wyzwolona 02

    W miarę czytania całości, od Alias począwszy, fabuła dostarczała stopniowo coraz mniej satysfakcji. Zupełnie odwrotnie było z rysunkami Gaydosa. Od czystej nienawiści przeszedłem do kuriozalnego love-hate, przy którym dostrzegam mankamenty jego pracy, ale nie potrafię nie czerpać radości z czytania ilustrowanej przez niego historii. Czasem widać znamiona tracingu, ale grubo ciosane kontury znacznie odrealniają komiks wizualnie i nadają mu rozpoznawalnego, dusznego charakteru. Rysownikowi często zdarza się kopiować kadry, choć zwykle doskonale pasuje to do kontekstu, a i to może być sprawką lubującego się w takich rozwiązaniach scenarzysty. No po prostu nie mam takiego zastrzeżenia, do którego nie mógłbym dopisać jakiegoś „ale”. Wizualnie całość jest satysfakcjonująca i konsekwentna, a jako wisienkę na torcie dostajemy przepiękne okładki autorstwa Davida Macka. Małe spięcia w mózgu miałem tylko na widok Jessiki Drew, czyli Spider-Woman, która w komiksie wyglądała momentami zupełnie jak serialowa Jessica Jones. Pozytywne spięcia, bo to chyba było zamierzone nawiązanie.

    Jessica Jones Wyzwolona 03

    Wyszperane w sieci entuzjastyczne oceny tej serii napawają mnie nadzieją. Wyzwolona nie jest fatalnym komiksem, ale cierpi przez odejście od najmocniejszych elementów narracji poprzedników. Klimatyczna oprawa graficzna nie jest w stanie ukryć tendencyjności, bezcelowych wątków i postawienia na przesadne trykociarstwo. Na szczęście zakończenie pierwszego tomu sugeruje wejście w bardziej przyziemną problematykę w ciągu dalszym i na to właśnie będę czekał. Na razie jest średniak, który może (ale nie musi) spodobać się fanom Alias. Pozostali mogą sobie spokojnie odpuścić.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Jessica Jones: Wyzwolona (tom 1)
    Wydawnictwo: Marvel Comics / Mucha Comics
    Autorzy: Brian Michael Bendis, Michael Gaydos, Matt Hollingsworth
    Tłumaczenie: Marek Starosta
    Typ: komiks
    Data premiery: 15.12.2018
    Liczba stron: 144

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + klimatyczne rysunki
    + przebłyski wątków osobistych
    + nieźle się czyta

    Minusy:
    – za dużo Marvela, za mało Jessiki
    – Bendis zaczyna się psuć

    Dodaj komentarz

    avatar
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).