SIEĆ NERDHEIM:

Z diabłem się nie napijesz? Recenzja komiksu Hellblazer. Wzlot i upadek

Hellblazer. Wzlot i upadek - okładka komiksu
Hellblazer. Wzlot i upadek – okładka komiksu

Odkładając na półkę Hellblazer. Wzlot i upadek, byłem mocno skonfundowany. Z jednej strony lektura komiksu była niezwykle płynna, cały tom przeczytałem w ciągu jednego posiedzenia i nie mogę powiedzieć, bym się źle bawił. Jednak miałem wrażenie pewnego oszukania mnie przez scenarzystę. Owo uczucie było na tyle silne, że ciężko mi powiedzieć, aby omawiany tytuł pozostał ze mną na dłużej. Ale zacznijmy od początku i to w znaczeniu dosłownym…

Komiks rozpoczyna bowiem kadr przedstawiający poród, podczas którego na świat przychodzi John Constantine. Już tutaj, w postaci prowadzonego przez bohatera monologu, zostaje wspomniany główny motyw tytułu, czyli poczucie winy. Na następnych stronach dowiadujemy się, że matka protagonisty zmarła zaraz po narodzinach syna, a jego ojciec, pogrążony w żalu, zgotował mu w okresie dzieciństwa piekło na ziemi. Potem zaprezentowany zostaje pewien epizod z życia późniejszego czarnoksiężnika, by ostatecznie przenieść się do współczesności. Tak oto poznajemy dwójkę detektywów: Aishę i Gary’ego, którzy pewnego wieczora dostrzegają ciało wbite na iglicę kościoła. Już sama brutalna zbrodnia mogłaby być ciekawym zawiązaniem akcji, ale Tom Taylor przygotował dla nas coś więcej. Mianowicie denat posiada anielskie skrzydła, przez co w całą tę sprawę miesza się John Constantine.

Hellblazer. Wzlot i upadek - strona podglądowa
Hellblazer. Wzlot i upadek – strona podglądowa

Opowieść utrzymana jest w klimatach kryminału noir, lecz znajdziemy tutaj elementy innych gatunków, począwszy od horroru, po obyczajówkę i na komedii skończywszy. Pomimo tego miksu, Tomowi Taylorowi udało się płynnie przechodzić pomiędzy wymienionymi konwencjami. Dzięki temu czytelnik nie nudzi się tą, co by nie mówić, dość prostą i niestety niezbyt angażującą historią – ale o tym napiszę więcej zaraz. W rzeczywistości największym atutem fabuły jest ciągła zmienność tonów, w które uderza. Chociaż całość przepełniona jest poczuciem beznadziei, co ukazane zostało między innymi poprzez postać nieogolonego, zatraconego w alkoholu Johna, to sceny humoru trafiają za każdym razem w dziesiątkę. Rozładowują one ewentualne napięcie i rzeczywiście bawią, stanowiąc czasem ciekawe rozwinięcie postaci.

Pozostając jeszcze przy scenariuszu, na plus zasługuje przystępność albumu oraz lekkość lektury. W pierwszym z wymienionych atutów chodzi mi o brak potrzeby znajomości wcześniejszych przygód Constantine’a. Czytelnik, zabierając się za Hellblazer. Wzlot i upadek,nie musi zapoznać się z poprzednimi komiksami, aby zrozumieć ten tytuł. Drugi z walorów wynika z konstrukcji całej opowieści. Ze względu na dialogi, relacje między bohaterami oraz bardzo lekki styl Taylora tytuł jest lekturą na jedno posiedzenie. Trudno jest bowiem znaleźć moment, w którym chciałoby się przerwać czytanie. Poza tym, chociaż może wydawać się to zaprzeczeniem wcześniej wspomnianej uwagi, przedstawiana historia wciąga.

Hellblazer. Wzlot i upadek - strona podglądowa
Hellblazer. Wzlot i upadek – strona podglądowa

W takim razie, o co mi chodzi z tym, że fabuła nie jest angażująca? Oczywiście, chcąc uniknąć spoilerów, postaram się to opisać w sposób ogólny. Chociaż początek komiksu przedstawia nam dość wstrząsający, kształtujący przyszłego Constantine’a epizod, a późniejsza zbrodnia zapowiada nam ciekawą intrygę, nie dostajemy niczego satysfakcjonującego. Zdaję sobie sprawę, że kryminał noir rządzi się swoimi prawami i często śledztwo bywa w nim wyłącznie tłem, służącym do przedstawienia otaczającego postaci świata oraz ich relacji, lecz w przypadku Hellblazera coś poszło nie tak. Widać, że scenarzysta starał się zaintrygować czytelnika, rzucając kolejne tropy i wyciągając na przysłowiową scenę następnych bohaterów. Wcześniej napisałem, że komiks wciąga. Jednak jest to wrażenie złudne, gdyż dotyczy wyłącznie chęci poznania zakończenia całej opowieści, dowiedzenia się, czy pisarz przygotował w finale fajerwerki, które jakkolwiek uratowałyby historię, przy jednoczesnym braku zainteresowania wydarzeniami, dziejącymi się na aktualnych kadrach.

Za wadę uznaję również powierzchowne potraktowanie problemów, które Tom starał się poruszyć w swoim komiksie. Wspomniany już motyw poczucia winy nie jest jedynym, który bierze na warsztat scenarzysta. Oprócz tego mamy tutaj chociażby krytykę przesadnego konsumpcjonizmu czy też generalnie ekonomicznej niesprawiedliwości na świecie. Wątek ten został wprowadzony i zdawał się być ważny dla pisarza, lecz oprócz wyświechtanych frazesów, nie ma tutaj choćby próby głębszego pochylenia się nad tym tematem.

Hellblazer. Wzlot i upadek - strona podglądowa
Hellblazer. Wzlot i upadek – strona podglądowa

Przechodząc do szaty graficznej, która w Hellblazer. Wzlot i upadek udała się w pełni, należy pochwalić rysownika Daricka Robertsona oraz kolorystę Diego Rodrigeza. Ich prace wyglądają niesamowicie (w szczególności kadry zajmujące prawie całą stronę). Dobór kolorów oraz specyficzna kreska świetnie wpasowują się w snutą opowieść z pogranicza noir i horroru. Przy okazji, w jakiś dziwny sposób, nie kontrastują przy komediowych wstawkach, tylko wpasowują się w nie w sposób naturalny.

Cały czas nie wiem, co dokładnie myśleć o Hellblazer. Wzlot i upadek. Z pewnością nie jest to komiks zły. Posiada zbyt wiele plusów, abym mógł go tak nazwać. Jednocześnie jednak zawiódł mnie. Ciekawy początek stanowił wyłącznie niespełnioną obietnicę intrygującego śledztwa i satysfakcjonującego zakończenia. Dlatego też, pomimo mojej sympatii do Toma Taylora, nie jestem w stanie nazwać tego komiksu czymś więcej niż średniakiem. Przynajmniej od strony fabularnej, bo wizualnie jest to porządny album, przy którym zatrzymywałem się w celu dokładniejszego przyjrzenia się poszczególnym kadrom.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Hellblazer. Wzlot i upadek
Wydawnictwo: Egmont
Scenariusz: Tom Taylor
Rysunki: Darick Robertson
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Gatunek: komiks superhero/kryminał/horror
Data premiery: 27.10.2021
Liczba stron: 152
ISBN: 9788328152472

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Adam "Sumo" Loraj
Rocznik '98. Student historii. Sięga w równej mierze po anime, filmy, gry wideo, komiksy i książki. Fan twórczości Hideo Kojimy, Guillerma del Toro i Makoto Shinkaia. Od najmłodszych lat w jego sercu pierwsze miejsce zajmują Pokemony, a zaraz potem Księżniczka Mononoke. Prowadzi i gra w papierowe RPGi, w szczególności w Zew Cthulhu i Warhammera. Za najlepszego światowego muzyka uważa Eltona Johna, a polskiego Jacka Kaczmarskiego. Swoje opowiadania publikował w m.in. magazynach: Biały Kruk, Histeria, Szortal na Wynos lub w antologii Słowiański Horror.