SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Droga ku upadkowi. Recenzja komiksu Hellblazer tom 2 (Garth Ennis)

    Hellblazer t.2 - okładka
    Hellblazer t.2 – okładka

    Pierwszy tom przygód angielskiego maga autorstwa Gartha Ennisa uderzył w środowisko czytelnicze pozytywną energią. Zachwytom nie było końca, a część historii trafiła na taśmy filmowe. Choć ekranizacja spotkała się z mieszanymi recenzjami, to trzeba przyznać, że sama produkcja obroniła się jako niezależne dzieło. Co innego komiks. Seria stała się prawdziwą ikoną, a dalsze losy Constantine’a opisane przez irlandzkiego scenarzystę ani trochę nie zaniżyły poziomu.

    Drugie w kolejności zbiorcze wydanie Hellblazera (zawierające zeszyty #57-71 plus kilka dodatkowych historii) opisuje konsekwencje wynikające z decyzji podjętych przez głównego bohatera w poprzedniej części. Zatem ponownie spotykamy starych znajomych Johna, zarówno tych ziemskich, jak i tych no… mających nadludzkie moce. Dzięki temu otrzymujemy ciągłość, bez zbędnych zapychaczy (z małymi wyjątkami) pozbawionych fabularnego znaczenia.

    Egoizm Johna nie zna granic. Mając u boku ukochaną kobietę i zarazem stróża, wciąż wpędza się w tarapaty, nie licząc się z konsekwencjami. W pierwszej z opowiastek Constantine spotyka starego druha. Razem udają się w odwiedziny do wuja rzeczonego kumpla, lecz los (lubiąc płatać figle) sprawia, że nie będzie im dane w trójkę napić się whisky. Śmierć krewnego na skutek zawału wprawia przyjaciół w grobowy nastrój. Czysty zbieg okoliczności na cmentarzu po ceremonii pogrzebowej sprawia, że zaczynają oni prowadzić swoje własne dochodzenie względem przyłapanych na gorącym uczynku porywaczy ciał. Nie zdają sobie sprawy, że finał historii odbędzie się w pilnie strzeżonej twierdzy a jej gospodarz bardzo lubi oddawać się nietypowemu hobby…

    Hellblazer t.2 - zdecydowanie dla dojrzałych czytelników
    Hellblazer t.2 – zdecydowanie dla dojrzałych czytelników

    Na kolejnych planszach ponownie przyjdzie nam się spotkać z władcą piekieł, starożytnym bogiem i starymi znajomymi od kielicha. Jeśli już przy szkle jesteśmy – warto dodać, że John kończy właśnie czterdzieści wiosen i z całą pewnością nie napawa go to dumą. Może jednak liczyć na przyjaciół, którzy potajemnie urządzą mu imprezę pod nieobecność drugiej połówki. I tak oto na kanapie Constantine’a zasiada sukkub, bóstwo szczęścia oraz paru obdartusów, wdzięcznych niemłodemu już magowi za ocalenie w przeszłości życia (i dusz). Na chwilę zjawia się również Swamp Thing, a jego jedynym zadaniem jest zapewnienie, aby na imprezie nie zabrakło dobrego, zielonego towaru.

    Mimo że opis powyżej sugeruje sielankowy charakter komiksu, to nic z tych rzeczy. Garth Ennis nie szczędzi nikogo – ani głównego protagonisty, ani jego znajomych a tym bardziej czytelnika. Otrzymujemy solidną porcję sprośnych żartów, trochę gore oraz nietuzinkowych zwrotów akcji, do których scenarzysta zdążył już nas przyzwyczaić. Constantine wykreowany przez Irlandczyka jest magiem, jakiego pokochali czytelnicy. Pełnym cynizmu, po czubek głowy wypełnionym gorzkim humorem a w dodatku egoistą, otwierającym się od wielkiego dzwonu na ludzką tragedię.

    Mały spoiler przyszłych recenzji
    Mały spoiler przyszłych recenzji

    Czy kontynuacja odbiega poziomem od poprzedniej części? Ani trochę! Ennis wie, jak tworzyć dobro i zaintrygować czytelnika. Bawi się „dzieckiem Moore’a”, budując własną mitologię. To samo tyczy się rysunków Steve’a Dillona. Charakterystyczny styl i dbałość o detale tylko podnoszą rangę albumu. Panowie chyba ze sobą rywalizują, jeden z drugim prześciga się bowiem w pomysłach na zaszokowanie czytelnika (przedstawienie demona Triskele – mistrzostwo świata!).

    Drugi tom opisuje całkowity upadek Johna. Widzimy, jak konsekwencje czynów stopniowo odbijają się na jego psychice, jak traci to, co kochał i osiąga dno. Słodko-gorzki komediodramat zabarwiony elementami nadprzyrodzonymi. Kto lubi takie mieszanki, z całą pewnością się nie zawiedzie. W kolejnej odsłonie przygód angielskiego maga mamy wszystko, czego tylko dusza zapragnie: dramatyzm, elementy okultystyczne, czarny humor, barwne postaci i przede wszystkim spójną fabułę. Po raz wtóry utwierdzam się w przekonaniu, że Allan Moore może i jest „biologicznym ojcem” Constantine’a, ale to właśnie Ennis odgrywa rolę „taty”, który czyta bajki na dobranoc, gotuje i wspiera w dalszym rozwoju.  

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Hellblazer t.2 (Garth Ennis)
    Wydawnictwo: Egmont
    Autorzy: Garth Ennis
    Rysunki: Steve Dillon, William Simpson
    Tłumaczenie: Marek Starosta
    Data premiery: 03.06.2020
    Liczba stron: 464

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + bohaterowie i antagoniści
    + nietuzinkowe rozwiązania fabularne
    + prace Dillona
    + zbalansowane budowanie napięcia

    Minusy:
    - zbyt szybko się czyta

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x