Więcej

    Refleksyjnie, spektakularnie. Recenzja komiksu God Country.

    KorektaLilavati

    God Country Okładka

    Do pisania komiksów to jednak potrzebna jest spora fantazja. Stwierdzenie niby oczywiste, ale molochy branży zdawały się mieć ostatnio trochę nie po kolei z logiką. Przez długi czas trudno było trafić na tytuł, który nie capił na kilometr średniacką masówką, co szkodziło zarówno zmęczonym ziewaniem żuchwom czytelników, jak i ostatecznie całemu medium. Ostatnimi czasy nasz przekorny los trochę się odwrócił, gdyż z zalewu przeciętności zaczęli wyłaniać się młodzi, kreatywni autorzy. Jednego z nich, Donny’ego Catesa, poznałem, gdy napisał dla Marvela serię Cosmic Ghost Rider. Historia Punishera, który zostaje heraldem Galactusa, a ostatecznie również duchem zemsty, brzmi totalnie niedorzecznie. Autorowi udało się z niej zrobić kawał dobrej, choć pokręconej lektury, więc postanowiłem mieć na radarze wszystkie jego twory, w tym wydane niedawno po polsku God Country.

    God Country Strona Przykładowa

    Teksas, kraina sosem barbeque płynąca. Mieszkająca tutaj rodzina Quinlanów nie może się cieszyć niezaprzeczalnymi urokami życia z dala od miejskiego zgiełku. Emmet, głowa rodu, mimowolnie utrudnia bliskim spokojne podziwianie płomiennych zachodów słońca. Staruszek cierpi bowiem na alzheimera – chorobę, która odbiera mu pamięć, resztki osobowości i nieustannie motywuje do starć z miejscową policją. Po jednej z takich eskapad pęka anielska cierpliwość żony opiekującego się nim syna, Roya, ale kosmiczny porządek nie dopuszcza do rozwodu. Jeszcze tego samego dnia okolicę nawiedza neonowe tornado, oprócz zwyczajowego zniszczenia przynosząc coś jeszcze – ogromniasty miecz nad miecze. Artefakt rozwala chałupę familii, wpada w ręce seniora, przywraca mu pamięć i obdarza mocą kopania bóstw w zadek. Problem w tym, że w ślad za skarbem podążają jego oryginalni właściciele.

    Czytając powyższy opis, można odnieść błędne wrażenie, że mamy do czynienia z pozycją czysto rozrywkową. Scenariuszowi Catesa faktycznie dosyć daleko do mozolnej, okrojonej z akcji obyczajówki, ale określenie go mianem prostego SF byłby co najmniej krzywdzące. Mamy do czynienia z komiksem wielowarstwowym, jakby pretensjonalnie to nie brzmiało. Pod płaszczykiem epickich mordobić skrywa się tona refleksji na temat przemijania, odpowiedzialności i godzenia się z pragmatyczną rzeczywistością. Prawdy na temat życia, miłości i rodziny, nawet te nieprzyjemne, podane są w naturalny, nienachalny sposób. Co ważniejsze – ta głębia objawia się nie tylko przez ukazanie relacji amerykańskiej rodzinki, ale również przez pryzmat mocno abstrakcyjnych problemów panteonicznych okrutników z kosmosu.

    God Country Strona Przykładowa

    God Country można cieszyć się na wiele sposobów. Niedzielny czytelnik, oczekujący głównie funu, z łatwością wkręci się w żwawo poprowadzoną fabułę, wypchaną fantastycznymi bajerami. Ambitnym malkontentom, wybaczcie skrajne przykłady, łatwo będzie docenić drugie dno podane bez nadmiaru zbędnych metafor. Cates nie przynudza i przesadnie nie moralizuje, utrzymując cały czas równowagę między przyziemnością i eskalującym konfliktem o epickich proporcjach. Momentami czyta się to jak autorskie dzieła Jeffa Lemire z przefiltrowaną przez znaczną ilość substancji psychoaktywnych fabułą i sympatyczniejszymi bohaterami. Takie kroki może oddalają wątki od realizmu, ale za to znacznie przyspieszają i ułatwiają emocjonalne zaangażowanie czytelnika. Przy odbiorze krótszej i mniej bezpośredniej historii jest to zdecydowanym plusem.

    God Country Strona Przykładowa

    Dualizm fabuły jest podkreślony w szacie graficznej, zwłaszcza za pomocą kolorów. Choć szarpana kreska Geoffa Shawa może czasem wydawać się niedbała, to doskonale obrazuje zarówno dynamikę ruchów podczas wybuchowych nawalanek, jak i szczegółowe, malownicze tła. Operuje w stylu na tyle odległym od realizmu, na ile wymaga tego rysowanie akrobacji emeryta z trzymetrowym mieczem. Może i nie zaznamy tutaj szczególnych kombinacji w układzie kadrów, ale ich zawartość zawsze zachwyca dynamicznym przeskakiwaniem między perspektywami i doskonałą kompozycją. Nie umniejszając talentu rysownika, muszę jednak przyznać, że najbardziej zachwyca robota kolorysty. Jason Wordie okazuje się mistrzem stonowanego kontrastu. Jego plazmatyczne gradienty, odcinające się od cyfrowej sztuczności, idealnie grają w parze z bardziej przyziemnymi szarościami, brązami i złotem teksańskich zbóż. Nawet jeśli jakimś cudem lenistwo odbierze wam chęć powrotu do God Country w celu ponownej lektury, to z pewnością zdejmiecie je kilka razy z półki tylko po to, żeby podziwiać ilustracje.

    Sam zauważam, jak bardzo słodzę Wydawnictwu KBOOM praktycznie od początku ich działalności. Przysięgam wam, że gdy przestaną zasługiwać na pochwały, pierwszy strzelę focha i dotkliwie wytknę błędy. Na razie nie mam absolutnie żadnych powodów, bo trzymam w rękach kolejny dowód wysokich standardów ich roboty. Wszystko, począwszy od fizycznej jakości, a na naprawdę porządnym tłumaczeniu skończywszy, dowodzi, że w ekipie żywa jest miłość do tego medium.

    God Country Strona Przykładowa

    Zdecydowanie potrzebujemy więcej takich komiksów na naszym rynku. Tytułów pod pewnymi względami uniwersalnych – odcinających się od nudnej pretensjonalności, ale również przejawiających choćby minimalne ambicje fabularne. Rzeczy wciągających, wyciskających emocje na twarz i zapadających w pamięć dzięki konkretnej, oryginalnej fabule i pięknym ilustracjom. Pierwszy raz w historii swojego recenzowania ocenię coś, nie znajdując ostatecznie żadnych minusów, i mam nadzieję, że zmotywuje was to do zakupów. Może dzięki temu dostaniemy więcej dzieł Catesa, nie tylko tych pisanych dla Marvela – czekam na genialny Atomahawk i wy też powinniście. Na razie wrzucam God Country na piedestał swojej biblioteczki i zabieram się do powtórnej lektury. Pisanie mnie zmotywowało.

    Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu KBOOM za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: God Country
    Wydawnictwo: Image Comcis / Wydawnictwo KBOOM
    Autorzy: Donny Cates, Geoff Shaw, Jason Wordie
    Tłumaczenie: Marek Starosta
    Data premiery: 29.05.2019
    Liczba stron: 184

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + sprawna narracja
    + świetne rysunki
    + doskonałe kolory
    + zrównoważona fabuła
    + życiowe, nienachalne refleksje

    Minusy:
    – nic, null, nada

    Dodaj komentarz

    avatar
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).