Więcej

    Echa przeszłości. Recenzja komiksu Batman: Detective Comics Tom 2: Syndykat ofiar

    KorektaLilavati

    okładka

    Z Batmanem jest tak, że albo się go lubi, albo lubi. Nie ma innej opcji. Człowiek Nietoperz w nowej formule wagi ciężkiej zatytułowanej Detective Comics to chyba najlepsze, co mogło się przydarzyć w Rebirth.

    Przyjęty z pozytywnymi reakcjami pierwszy tom zatytułowany Powstanie Batmanów wlał w serca fanów „Batka” odrobinę nadziei. Po niezbyt udanych eksperymentach twórczych (jak choćby przyjęty z mieszanymi uczuciami Batman/Superman) przyszedł czas na naprawdę mocny łomot. Pomimo pewnej powtarzalności schematów oraz niektórym niedociągnięciom seria Detective Comics na razie zachowuje twarz.

    Podobnie jak w przypadku tomu otwierającego serię, i tym razem scenariusz przyjął na siebie James Tynion IV (m.in.Hellblazer, Justice League Dark). Również on stoi za debiutem całkiem nowych i intrygujących antagonistów, których łączy nie tylko wspólny cel, ale i przeszłość. A ponieważ słynne sportowe powiedzenie mówi, że zwycięskiego składu się nie zmienia, za wizualizację całego przedsięwzięcia ponownie zabrali się Alvaro Martinez wespół z Eddym Barrowsem. Choć nazwiska obu panów nie są jeszcze tak rozpoznawalne, jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu.

    str1

    W Gotham City nie wiadomo skąd pojawiają się złowrogie napisy. Namalowane czerwoną farbą logo Batmana oraz napisy NIGDY WIĘCEJ. Na domiar złego co chwilę dochodzi do przerażających morderstw. Nikt nie może czuć się bezpiecznie. Podczas lokalnego happeningu pojawiają się nieproszeni goście. Na ich czele stoi odziana w szkarłat postać, która nie zdradza swojego imienia. Jej kompanami są między innymi kobieta o bardzo zdeformowanej twarzy zwana Mudface oraz Noxious, po mistrzowsku władający wszelkiego rodzaju toksynami. Ta makabryczna drużyna pragnie tylko jednego – raz na zawsze unicestwić Człowieka Nietoperza. Nie za sam fakt walki po stronie sprawiedliwości, ale za cierpienia. Ból, który w przeszłości zamaskowany Bruce Wayne i jego towarzysze zadali (w dużej mierze niefortunnie) przypadkowym osobom. Jak się okazuje, grupa samozwańczych antagonistów nazywająca się Syndykatem Ofiar, to nie jedyne zagrożenie dla Batmana… Bohaterom przyjdzie stawić czoła nie tylko nowym przeciwnikom, ale przede wszystkim stoczyć bój ze swoimi demonami.

    Poza dynamicznymi planszami, ciekawymi antagonistami oraz wątkami dramatycznymi, Syndykat ofiar nie jest nieskazitelny. Trudno jest przymknąć oko na rażące błędy, które pojawiają się w trakcie lektury. Zapytacie, jakież to błędy? A choćby niezbyt logiczne zachowanie jednej z członkiń drużyny Batmana (jak przeczytacie, to się dowiecie). Denerwujące są też (znane głównie z filmów akcji) monologi w trakcie walki. Czy wy też, gdy zdarzały się wam bójki, prowadziliście takie przydługie gadki (no chyba że celem było uśpienie przeciwnika, ale wątpię)? Mam pewne uczulenie na tego typu akcje, ale może się po prostu czepiam…

    str2

    Przejdźmy do podsumowania. Czy warto zabierać się za Syndykat ofiar? Uważam, że tak. Pomimo kilku mankamentów komiks czyta się świetnie. To doskonała opowieść z wątkami psychologicznymi. Pełna wartkiej akcji, tajemnic (zwłaszcza ta dotycząca tożsamości Czerwonego Przywódcy Syndykatu) oraz interesujących postaci. Cieszą też zabawy czerwienią, wzbudzające w czytelniku niepokój. Dla bardziej wymagających na końcu znajduje się dodatek w postaci krótkiej opowiastki o Batwoman. Niestety nie trzyma ona poziomu głównej historii.
    W Syndykacie… znajdziemy jeszcze jeden mocny akcent. Jest nim demoniczny Clayface, który swoje pięć minut wykorzystuje w pełni. Czytelnik ma zatem doskonałą okazję na poznanie nawróconego przestępcy z zupełnie innej, ciekawszej perspektywy. Naprawdę polecam!

    Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu EGMONT za podesłanie egzemplarza do recenzji.

    Szczegóły:

    Tytuł: Batman Detective Comics Tom 2: Syndykat ofiar
    Wydawnictwo: DC Comics / Egmont
    Typ: komiks amerykański
    Gatunek: superbohaterski
    Data premiery: 14 marzec 2018
    Scenariusz: James Tynion IV
    Ilustracje: Alvaro Martinez, Eddy Barrows
    Liczba stron: 156

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + nowi, intrygujący antagoniści
    + Clayface!
    + dynamiczne rysunki
    + wątki dramatyczne
    + nienaganna fabuła

    Minusy:
    - kilka niedociągnięć
    - potrzebna znajomość 1 tomu

    Dodaj komentarz

    avatar
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.