SIEĆ NERDHEIM:

Kiedy muza wejdzie za mocno. Recenzja komiksu Batman. Death Metal t.1

This is metal!

Niejednokrotnie zdarzało się, że wielcy scenarzyści filmowi, serialowi czy komiksowi dosłownie „odpływali”, a ich wyobrażenia spotykały się z salwą śmiechu, niezrozumieniem i pogardą. Ostatnio jeden z takich artystów, Scott Snyder, pozwolił sobie na całkowity odjazd i to w rytm gitarowych riffów oraz uderzeń perkusji. Czy świat komiksu przyjmie na ręce dość groteskowe, ubrane w skórę z ćwiekami dziecko amerykańskiego wizjonera?

Serie Batman. Metal oraz Batman, Który się Śmieje spotkały się z bardzo skrajnymi opiniami. Choć należę do tych, którym akurat przypadły do gustu, to miałem momenty, gdy czytając, z niedowierzaniem pytałem: „Ale dlaczego?”. Ostatecznie jednak pokochałem masochistycznego Człowieka-Nietoperza i czekałem tylko, aż historia ruszy z kopyta.

No i poszło… Wyobraźcie sobie, że wasz ulubiony bohater książki czy filmu, który jest człowiekiem skrytym, pewnego razu wykorzystuje armię nieumarłych do walki ze złem. No właśnie… I tak to wygląda w Death Metal.

Co tu się…?!

Od razu zaznaczę, że aby rozpocząć swoją przygodę z mocnym utworem w wykonaniu Snydera, należy wpierw zapoznać się ze wszystkimi albumami z serii Metal oraz z Rokiem Łotrów. Bez nabytej wiedzy ciężko będzie zrozumieć sytuację przedstawioną w omówionym tomie.

Po zwycięstwie Batmana, Który się Śmieje wespół z potężną Perpetuą, nic nie jest już takie samo. Zło panoszy się wszędzie, a pokonani superbohaterowie albo kryją się gdzieś w odmętach szalonego uniwersum, albo usługują swoim antagonistom. Czy istnieje szansa, aby odwrócić losy planety? Perpetua postawiła sobie za punkt honoru zdobycie całego multiversum i zamienienie go w jeden wielki chaos. Batman, Który się Śmieje ograniczył się do jednego ze światów, lecz czy plany bohatera nie wykraczają poza jego ramy? Z kolei spustoszenie oraz wszędobylska śmierć w żaden sposób nie radują Bruce’a Wayne’a. Nie zgadza się na taki układ rzeczy i zrobi wszystko, aby to odwrócić. Death Metal to totalna jazda bez trzymanki. Snyder wraz z genialnym rysownikiem, Gregiem Capullo, dwoją się i troją, by wyciągnąć z tej historii najtrudniejsze akordy. Momentami ciężko się w tym wszystkim połapać, pseudonaukowego bełkotu jest co niemiara, lecz wartko poprowadzona akcja usatysfakcjonuje nawet najbardziej wybrednych fanów komiksów superhero pisanego przez duże „S”.

Kompletny odjazd Snydera równoważą przepiękne plansze. Prace Capullo od razu przywołują na myśl okładki płyt zespołów metalowych, nawiązanie do horrorów klasy „B” czy takich tworów popkultury jak nieśmiertelny Doom czy Diablo. Dorzuciłbym jeszcze Park Jurajski, ze względu na Batmana w wersji T-Rexa (a raczej B-Rexa). Ups… sami widzicie. Kompletnie pokręcone to wszystko. Ale takie właśnie ma być.

O kurde bele…

A jeśli już jesteśmy przy postaciach… Przez album przewijają się same znakomitości: Lex Luthor, alternatywna wersja Dr. Manhattana, kilku Flashów, Jonah Hex oraz jeden z moich ulubieńców – Lobo. Akurat ten ostatni pasuje do Death Metal jak ulał. Do kompletu mamy jeszcze niesamowicie zabójczą Wonder Woman oraz posługującego się mocą nekromancji Batmana. W sumie tytuł serii zobowiązuje.

Poza głównym wątkiem tom oferuje swoim czytelnikom parę nadplanowych i krótkich historyjek rodem z mrocznego uniwersum. Na planszach spotykamy starych znajomych, takich jak choćby Kapitan Boomerang czy Poison Ivy, a sama fabuła ukazuje zmiany, jakie zaszły po wprowadzeniu „nowych rządów”. To taki dodatkowy cukierek z okazji Halloween.

Death Metal to seria wyjątkowo specyficzna, która z całą pewnością będzie mieć więcej przeciwników niż zwolenników. Momentami można się w niej zgubić jak na Przystanku Woodstock. Innym razem bełkot, niczym rozlewane piwo podczas pogo na koncercie, wpływa do oczu, ale ostatecznie… uśmiech nie znika z twarzy. Jesteśmy wśród swoich. To takie guilty pleasure dla wybranych.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Batman. Death Metal t.1
Wydawnictwo: Egmont/DC
Scenariusz: Scott Snyder, James Tynion IV, Daniel Warren Johnson
Rysunki: Greg Capullo, Tony S. Daniel, Joëlle Jones
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Data premiery: 29.09.2021
Liczba stron: 200

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.