SIEĆ NERDHEIM:

Romans między RTS-em, a RPG-iem się udał. Recenzja gry SpellForce 3

To izometryczne RPG? To RTS? Nie! To Spellforce!


Seria SpellForce miała swoją oddaną rzeszę fanów. Pierwsza część, wydana w 2003 roku, zyskała aż dwa rozszerzenia. Druga pojawiła się w 2006 roku, doczekując się łącznie trzech dodatków, z czego ostatni ukazał się w 2014 roku. Wciąż duże zainteresowanie marką sprawiło, że trzy lata później premiery doczekał się prequel zatytułowany SpellForce 3.

W misjach potrafi dziać się naprawdę dużo.


Osobiście nie należę do grona osób, które doceniły kunszt poprzedniczek. Zachęcony dobrymi opiniami próbowałem kilka razy je ograć, jednak za każdym razem odbijałem się po paru misjach. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że czegoś obu częściom brakuje. Dlatego, kiedy wybuchła fala entuzjazmu związana z premierą trójki, przeszedłem obok całego zamieszania obojętnie. Szkoda, ponieważ to jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń ostatnich kilku lat, które spotkały mnie w świecie elektronicznej rozrywki.

Zawsze marzyłem o domku w Karkonoszach.


Połączenie dwóch zupełnie odmiennych gatunków, jakimi są gry strategiczne oraz komputerowe gry fabularne, bardzo często nie kończy się najlepiej. W Spellforce 3 udało się odnaleźć idealny balans między jednym a drugim. Oba gatunki płynnie się przeplatają i wzajemnie uzupełniają. W trakcie rozgrywki gracz zręcznie przechodzi od budowania posterunków i rekrutowania armii do mikrozarządzania drużyną złożoną z czterech bohaterów, którzy mają swoje specjalizacje oraz umiejętności rozwijane wraz ze zdobywaniem punktów doświadczenia. Niektórych może zawieść brak możliwości włączenia trybu kamery trzecioosobowej, który był obecny w poprzednich dwóch częściach, ale ja tego nawet nie zauważyłem. Chwała twórcom, że zdecydowali się z tej funkcji zrezygnować.

Podnóe? Podnóże! Znowu ktoś ukradł mi literki.


Trzon rozgrywki stanowi budowanie posterunków oraz tworzenie armii, które będą miały za zadanie zdobyć kontrolę nad mapą i zniszczyć główny obóz wroga. Brzmi sztampowo, ale SpellForce 3 ma pomysł na siebie. Każdy posterunek, który zdobędziemy, ma własne zasoby surowców pozwalające budować określone konstrukcje oraz siły. Na dodatek prawie zawsze do wyboru będziemy mieli jedną z trzech frakcji, którą poprowadzimy w danym starciu. Możemy stanąć na czele ludzi, elfów lub orków. Każda z frakcji posiada swoje unikalne jednostki, budynki, silne oraz słabe strony. Każdą z nich gra się całkowicie odmiennie, ponieważ wymagają różnego nakładu poszczególnych surowców oraz posiadają inny balans jednostek.

Zrobiło się nieco tłoczno.


Jedną z najmocniejszych stron produkcji jest jej warstwa fabularna. Przedstawiona historia skupia się wokół Tahara, czyli stworzonego przez nas bohatera, oraz intrygi, w którą zostaje wplątany. Znajdziemy tutaj spiski, zdrady, twisty fabularne, a także prozę życia codziennego. Twórcom udało się także to, na czym poległo do tej pory niejedno studio. Ekspozycja wykreowanego świata i przedstawianie go graczowi wraz z postępem opowieści wypadły naprawdę dobrze. Oprócz zadań w głównej linii fabularnej chętni będą mogli rozwiązać również wiele pobocznych questów, a także rozwinąć wątki towarzyszy protagonisty. Po tych ostatnich spodziewałem się jednak czegoś więcej.

Fani czytania w grach komputerowych znajdą tutaj sporo listów i notatek.


Jeżeli chodzi o warstwę audiowizualną, widać tutaj pewną nierówność. Graficy stanęli na wysokości zadania, serwując piękne obrazy. Knieje, tłoczne miasta, lochy – każda pojedyncza mapa potrafi wzbudzić zachwyt. Słabiej, choć niewiele, wypadają modele postaci, które miejscami domagają się większej liczby poligonów. Szkoda, że równie wysokiego poziomu nie utrzymuje ścieżka audio. Nie jest zła, ale także nie zachwyca. Jest poprawna.

Lokacji jest dużo, tak samo jak ekranów ładowania.


Najbardziej na odbiorze tytułu odciskają swoje piętno aspekty techniczne. Przy dużych skupiskach jednostek, te zaczynają czasami gubić drogę, którą powinny podążać. W końcowych etapach gry, kiedy kierowałem licznymi oddziałami, często zdarzało się, że moja armia rozdzielała się na dwie części, w wyniku czego ponosiła większe straty, niż to było konieczne. Nie można zapomnieć też o horrendalnie długich ekranach ładowania. Każde wyjście lub wejście do budynku albo jaskini trwało tyle, że mogłem pójść zaparzyć sobie herbatę albo przygotować przekąskę. Przypomniało mi to traumę z pierwszej części Wiedźmina. Grrrr.

Uwielbiam lootować skrzynie.


SpellForce 3 nie jest grą idealną, ale zdecydowanie wartą uwagi. Szczególnie teraz, kiedy rynek gier strategicznych rzadko obfituje w udane premiery. Połączenie strategii z grą fabularną kupiło mnie całkowicie. Od jakiegoś czasu mam problem, żeby wsiąknąć w jakiś tytuł. Tutaj zdarzało mi się zarwać nockę pod pretekstem „jeszcze jednej misji”. Jeżeli spodoba się wam tak jak mnie, mam dobre wieści – dodatki wychodzą tak licznie, jak do poprzedniczek. Są to pełnowartościowe rozszerzenia, a nie nędzne DLC, tak że będziecie mieli w co grać przez długie godziny.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: SpellForce 3
Platformy: PC
Producent: Grimlore Games
Wydawca: THQ Nordic / Nordic Games
Data Premiery: 07.12.2017
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Janusz "Kocilla" Walaszek
Miłośnik psów, koni i sportów walki, który uwielbia leniwe wieczory przy grach planszowych lub z padem w dłoni. Otwarty na każdą książkę, jednak otwarcie faworyzuje polską literaturę fantastyczną. Oddany fan Blizzard Entertainment oraz uniwersum Warcraft. Gdyby mógł wybrać najlepsze miejsce na planecie, zdecydowanie byłyby to rodzime góry. Do dziś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może pogłaskać każdego zwierzaka w zasięgu wzroku.