SIEĆ NERDHEIM:

Małe samochody i duże prędkości. Recenzja gry Hot Wheels Unleashed

Znane przez wszystkich kultowe samochodziki Hot Wheels po wielu latach ponownie zawitały na ekranach monitorów i telewizorów. Za najnowszą odsłonę odpowiada włoskie studio Milestone, znane z takich serii jak WRC lub MotoGP. Czy próba zmierzenia się z legendarną marką zakończyła się sukcesem?

W roku 2001 na rynku pojawiło się Stunt GP – ścigałka od znanego z serii Worms studia Team17. Była to jedna z moich growych miłości, przy której spędzałem wiele godzin. Tytuł oferował multum pojazdów podzielonych na różne kategorie, zakręcone trasy i rozgrywkę opartą na odpowiednim wykorzystywaniu dopalacza oraz wykonywania trików w celu ładowania baterii naszego samochodziku. Z nostalgią wspominam próby ukończenia kolejnej ścieżki w trybie kariery oraz frustrację spowodowaną nagłą przegraną. Gdy zobaczyłem pierwsze zapowiedzi Hot Wheels Unleashed, w głębi mnie pojawiła się nadzieja, że znów przeżyję to samo co ponad 20 lat temu. Ostatecznie produkt studia Milestone okazał się tytułem odmiennym od oczekiwań, ale jednocześnie nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałem.

W grze większość czasu spędzimy w Hot Wheels City Rumble, które jest czymś w rodzaju trybu fabularnego. O opowiedzianej historii warto w sumie powiedzieć tylko tyle, że istnieje, ale z recenzenckiego obowiązku pozwolę sobie ją przytoczyć. Oto miasto Hot Wheels zostało zaatakowane przez pięć różnych potworów. Gracz, jako główny bohater, przedzierając się przez serię różnych wyzwań, musi dostać się do każdego z nich, a następnie pokonać poprzez… wygranie wyścigu. Prawdę mówiąc, to tyle, jeśli chodzi o jakąkolwiek głębię fabularną. W trybie Hot Wheels City Rumble dostajemy do dyspozycji mapę z zaznaczoną niemal setką różnych znaczników połączonych wielorakimi ścieżkami. Wchodząc na dany punkt, możemy trafić na szybki wyścig, próbę czasową, walkę z bossem (która jest po prostu dłuższą formą wspomnianej już walki z przeciwnikami) oraz sekret kryjący pod sobą jedną z dwóch pierwszych czynności. Na końcu niektórych odnóg trafiamy także na niespodzianki, czyli pola pozbawione wyzwań, a oferujące jedynie nagrodę w postaci samochodów, surowców lub elementów dekoracji. Jak widać, nie ma tego zbyt wiele, choć w trakcie gry nie jest to zbyt odczuwalne. Narzekać można także na recykling dostępnych torów, które po wielu ukończonych etapach zaczną się jeden po drugim powtarzać.

Po wybraniu wyścigu pora na dobranie odpowiedniego pojazdu. W Hot Wheels Unleashed samochodziki kolekcjonujemy głównie poprzez otwieranie pudełek-niespodzianek. Te możemy wygrać lub też kupić za wirtualną gotówkę. Zawartość paczek jest całkowicie losowa, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by po kilku mniej udanych transakcjach upolować egzemplarz o prawie maksymalnych osiągach. Możliwe jest także skorzystanie z limitowanych okazji, w których za znacznie większą sumę kupujemy wcześniej odkryte modele bez ryzyka utraty środków. Samochodzików w grze znajdziemy ponad 60, choć już teraz dostępne są DLC rozszerzające tę liczbę o dodatkowe pozycje.

Tym samym docieramy do głównej atrakcji produkcji, czyli samych wyścigów. Mamy tutaj do czynienia z pełnokrwistą arkadówką, w której odpuszczenie przycisku gazu następuje dopiero po przekroczeniu linii mety. Twórcy zrezygnowali z wyposażenia graczy w jakikolwiek arsenał do zdobywania przewagi, więc do dyspozycji mamy wyłącznie dopalacz. Ten ładujemy poprzez szybką jazdę albo driftowanie, gdzie to ostatnie jest czynnością niezbędną do osiągania jakichkolwiek wartościowych wyników. Cała reszta stanowi klasykę tras dla samochodzików Hot Wheels, czyli pomarańczowy tor, pętle oraz skocznie. Wraz z postępami pojawią się także przeszkody utrudniające nam swobodny przejazd. Spotkamy chociażby pająka plującego lepką pajęczyną lub dinozaura blokującego dalszą drogę swoją wielką paszczą.

Rozgrywka w Hot Wheels Unleashed jest diabelnie szybka i szalenie satysfakcjonująca. Dopalacz jest uruchamiany praktycznie bez przerwy, co – w połączeniu z ciągłą potrzebą jazdy bokiem – powoduje, że momentami pozostają nam ułamki sekund na podjęcie decyzji, która nie poskutkuje wyrzuceniem naszego pojazdu poza tor. Takie pomyłki potrafią być kosztowne, gdyż nasi wrogowie łatwo nie oddają pola i nawet przy idealnie wykonanym okrążeniu jeden błąd skutkuje utratą prowadzenia. Wraz z postępami przeciwnicy robią się coraz bardziej doświadczeni, a limity czasowe coraz mniejsze, więc niejednokrotnie będziecie sfrustrowani, resetując po raz kolejny poziom po kilku straconych minutach.

Czy poza trybem fabularnym produkcja Milestone ma nam coś do zaoferowania? Główną atrakcją, która może zapewnić grze dłuższe życie, jest Track Builder, czyli edytor poziomów. W ramach tego trybu możemy w jednej z lokacji zbudować tor swoich marzeń, wykorzystując dostępne moduły i fragmenty trasy. Za postępy w Hot Wheels City Rumble możemy odblokować kolejne części, które jeszcze bardziej urozmaicą nasze dzieło, którym możemy następnie chwalić się przed światem. Edytor jest dość rozbudowany, choć po kilku chwilach dla nabrania wprawy udało mi się stworzyć prosty poziom, który mógłbym określić mianem przyzwoitego. Tory stworzone przez innych graczy poznać możemy za pomocą opcji rozgrywki wieloosobowej.

Tryb fabularny oraz edytor poziomów to główne atrakcje, jakie oferuje nam Hot Wheels Unleashed. Z dodatkowych opcji możemy rozegrać szybki wyścig w ramach rozgrywki solowej, jak i na podzielonym ekranie, zmienić wystrój lokacji poprzez aranżację wnętrz, a także przenieść się do trybu sieciowego, gdzie staniemy na linii startu wraz z innymi graczami. W tym miejscu chciałbym skrytykować błędy, na jakie natrafiłem. Mimo posiadania stabilnego łącza zdarzało się, że ja lub moi przeciwnicy byliśmy wyrzucani w powietrze po pozornie lekkim zderzeniu ze ścianą. Często też błędnie wyświetlała się moja końcowa pozycja na mecie, która była korygowana dopiero po przejściu na następny ekran. Z ciekawostek dodam, że próbując swoich sił w rozgrywkach sieciowych, często trafiałem na grupy skupione na szybkim zarabianiu pieniędzy i zdobywaniu osiągnięć, więc nierzadko lądowałem na trasie składającej się z zaledwie kilku metrów prostej drogi.

Grafika, jak na produkcję skupioną na walce małych samochodzików po plastikowych torach, prezentuje się nad wyraz dobrze. Pojazdy zostały wykonane z dużą szczegółowością, choć nie próbowano upodobniać ich do modeli występujących na miejskich drogach, więc przez cały czas mamy świadomość obcowania z zabawką. Trasy mogą pochwalić się dobrą grą świateł. Neony oraz słońce przebijające się w trakcie potyczek na placu budowy cieszą oko i prezentują wysoką jakość. W ucho wpada natomiast ścieżka dźwiękowa przygrywająca nam w menu głównym. Hot Wheels Unleashed zostało wydane w naszym kraju w polskiej wersji językowej, która mimo małej ilości tekstu zwyczajnie cieszy. Uwagę należy zwrócić jednak na trofea, które miejscami mogą być niezbyt fortunnie przetłumaczone. Obecność na podium w jednym przypadku oznacza zdobycie co najmniej trzeciego miejsca, zaś w drugim wyłącznie zwycięstwo.

Hot Wheels Unleashed dość niespodziewanie stał się miłą niespodzianką tej jesieni. Gra nie ustrzegła się paru mankamentów w postaci małej liczby trybów i kulejącego modułu sieciowego, lecz całkowicie arkadowa rozgrywka pozwalająca na osiąganie niebotycznych prędkości i podbijaniu kolejnych kilometrów jazdy bokiem skutecznie zabierze Wam parę wieczorów. Sama konstrukcja produkcji ma potencjał na bycie grą-usługą, więc jest szansa, że o najnowszym Hot Wheels nie zapomnimy zbyt szybko.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Hot Wheels Unleashed
Wydawca: Milestone / Koch Media Poland
Producent:
Milestone
Data premiery:
30.09.2021
Platformy:
PC, XSX/S, XOne, PS4, PS5, NS
Gatunek: Gra wyścigowa
Recenzowany egzemplarz:
PS5

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.