SIEĆ NERDHEIM:

Viva la libertad! Recenzja gry Far Cry 6

KorektaJustin

W życiu podobno pewne są jedynie śmierć i podatki. Uważam, że listę tę można spokojnie rozszerzyć o premiery kolejnych odsłon najbardziej rozpoznawalnych gier Ubisoftu. Najnowszy Far Cry 6 zgodnie z nienaruszalnymi od wielu lat ramami oferuje nam nowy teren do siania chaosu oraz złego władcę, spod którego ucisku wyzwalać będziemy lokalną społeczność. Twórcy wzięli sobie jednak do serca uwagi graczy i zatrzymali na chwilę taśmociąg, by dostarczyć na rynek produkt lepszy od jedynie przyzwoitej „piątki”. Na szczęście zadanie to zostało zakończone sukcesem.

Przyznam, że zanim po raz pierwszy uruchomiłem grę, dusiłem w sobie całą masę obaw. Z serią jestem zaznajomiony od początku jej istnienia. W moim sercu do dziś pozostała rewelacyjna „trójka” z niezapomnianą postacią naszego głównego oponenta, Vaasa. Wszystkie części również, w mniejszym lub większym stopniu,  zdobyły moją sympatię. Jedynym niechlubnym wyjątkiem jest wydana w 2018 roku „piątka”. Hrabstwo Hope County opanowane przez wyznawców kultu nie potrafiło zaoferować charakterystycznego dla serii klimatu, zaś sama rozgrywka w moim odczuciu została spłycona do poziomu serii misji polegających na odbijaniu kolejnych posterunków. Często w rozmowach używałem argumentu, jakoby Far Cry 5 przestał być solowym doświadczeniem, a stał się bazą do wspólnych zmagań w trybie kooperacji, gdzie można się bawić również bez angażującej fabuły. Obawiałem się, czy Far Cry 6 nie jest rozwinięciem tej samej konwencji.

Nim jednak opowiem o rozgrywce, najpierw warto przedstawić w kilku słowach wątek fabularny. Akcja Far Cry 6 dzieje się na fikcyjnej wyspie Yara rządzonej przez bezwzględnego dyktatora, Antona Castillo (twarzy i głosu postaci udzielił Giancarlo Esposito, znany m.in. z roli Gustava Fringa w serialu Breaking Bad). My zaś jako gracze pokierujemy losami członka/członkini ruchu oporu (w zależności od wybranej płci postaci), Daniego lub Dani Rojas. Nieszczęśliwe wydarzenia w trakcie ucieczki z wyspy zmusiły nas do wykorzystania swojego wojskowego doświadczenia w celu odbicia ojczyzny z rąk tyrana. Następne godziny spędzimy na atakowaniu posterunków, zabijaniu żołnierzy i realizacji różnych misji mających na celu obalenie obecnie panującego dyktatora.

Far Cry 6 garściami czerpie inspiracje z każdej ze swoich poprzedniczek. Dodatkowo mam wrażenie, że twórcy w trakcie procesu tworzenia przyglądali się uważnie także serii Just Cause traktującej o przygodach Rico Rodrigueza. Pierwsze chwile spędzone na wyspie Yara sugerowały, że będziemy mieli do czynienia z dość poważną produkcją i choć nie brakuje momentów chwytających za serce, najnowszy tytuł Ubisoftu stara się osłodzić dramat wojny dodając szczyptę komedii, garść szaleństwa oraz łopatę absurdu. Zamiast jednego szaleńca w postaci głównego antagonisty dostajemy plejadę mniej lub bardziej specyficznych członków ruchu oporu napotkanych na naszej drodze. Zaskoczył mnie natomiast sam Castillo, który wydaje się być najbardziej stonowanym z antybohaterów obecnych w serii. Nie oznacza to jednak, że jest on mniej groźny. Esposito rewelacyjnie odegrał rolę bezlitosnego dyktatora, ale też jednocześnie świetnego stratega świadomego zagrożeń ze strony ruchu oporu. Ciekawie obserwuje się również jego relację z synem Diegiem, którego stara się wychować na swojego następcę.

Wiemy już kim jest dane nam sterować, poznaliśmy swojego głównego wroga, pora wyruszyć na łowy. Miejsca do podróżowania jest naprawdę dużo, ponieważ zgodnie ze standardami Ubisoftu po pierwszych misjach rozgrywających się na mniejszym terenie otrzymujemy do dyspozycji sporych rozmiarów mapę podzieloną na kilka obszarów. Na drodze nie spotkamy niewidzialnych ścian uniemożliwiających nam dalszą wędrówkę. Każdy z regionów ma jednak przypisany poziom przeciwników. W takim wypadku źle przemyślana wycieczka szybko kończy się naszym zgonem. Poza przeciwnikami sztucznych ograniczeń odetchnąć mogą też Ci, którzy nie przepadają za charakterystyczną dla serii Assassin’s Creed lawiną pytajników. Ilość atrakcji na mapie jest proporcjonalna do jej rozmiaru, a odległość między nimi nie zachęca do przemierzania całej drogi pieszo. Wyjątek stanowić mogą skrzynki, na które natrafiamy dość często, a otwarcie ich dostarcza nam nowego ekwipunku oraz różnych składników potrzebne do wytwarzania ulepszeń dla naszego bohatera.

Na wyspie trafimy także na obozy pełniące formę baz wypadowych wypełnionych wieloma aktywnościami. Dodatkowo każdą taką placówkę możemy rozwinąć o dodatkowe obiekty oferujące nam różne korzyści. Przykładowo u rybaka mamy możliwość kupna wskazówek określających miejsce, gdzie możemy złowić dany gatunek ryby. Z obozami związana jest również dość niecodzienna zmiana. Mianowicie po wejściu na ich teren kamera przechodzi w tryb trzecioosobowy, więc dalej przemieszczamy się,  obserwując plecy naszego bohatera. Nie do końca rozumiem sens tego zabiegu, ale jednocześnie łatwo się do niego przyzwyczaić i nie jest w żaden sposób dokuczliwy.

W poprzednich akapitach rzuciłem parę luźnych zwrotów, takich jak „ekwipunek”, „aktywności” czy też „wytwarzanie”. Chciałbym je teraz odpowiednio rozwinąć. Far Cry 6 może pochwalić się sporymi możliwościami w aspekcie spersonalizowania naszego bohatera i dopasowania jego ekwipunku do preferowanego stylu gry. Jak na FPS-a przystało, najistotniejsze są dostępne bronie. W grze otrzymujemy dostęp do wszelkiej maści pistoletów, karabinów, strzelb i innych narzędzi do siania mordu. Dodatkowo mamy możliwość ulepszenia naszego ekwipunku poprzez różne akcesoria, takie jak luneta lub tłumik, oraz przez zastosowanie specjalnych rodzajów amunicji. Nieważne czy preferujesz wejście z przysłowiowego buta w sam środek zamieszania, czy też wolisz niczym w filmach akcji przechodzić powoli od pomieszczenia do pomieszczenia, cicho eliminując wrogów za pomocą stłumionych strzałów w głowę, odpowiednio dostosowany sprzęt pozwoli Ci na zabawę według Twoich zasad.

Poza standardowymi giwerami mamy również możliwość wytworzenia bardziej oryginalnych narzędzi. Znakiem rozpoznawczym, reklamowanym już w zwiastunach, jest plecak Supremo pozwalający na wystrzeliwanie serii rakiet w kierunku przeciwników. Pamiętam wypowiadane przez niektórych obawy, czy nie zakłóci to balansu rozgrywki. Na szczęście ponowna możliwość ataku nie wraca zbyt szybko, a poza tym Supremo niezbyt nadaje się do potyczek z piechotą. Potrafi za to uratować życie, gdy na naszej drodze pojawi się wrogi helikopter lub czołg. W ramach opcji wytwarzania możemy również zmienić moc oferowaną przez plecak oraz przypisać do niego różne gadżety.

Ekwipunek w Far Cry 6 to jednak nie tylko broń, ale także i noszony przez nas strój. Ubraniom przypisane są różne premie do statystyk, dzięki czemu dobrze dobrana kurtka przyspiesza odnawianie wytrzymałości, a odpowiednie spodnie zwiększają odporność na amunicję przeciwpancerną. Warto od czasu do czasu przejrzeć naszą garderobę i dostosować ją do charakteru aktualnie wykonywanej misji lub też do preferowanego stylu gry. Ostatnim elementem ekwipunku, na który warto zwrócić uwagę, jest auto. Za pomocą menu kołowego przywołujemy w dowolnej chwili wybrany przez nas środek transportu, a w przerwach między kolejnymi strzelaninami możemy poświęcić chwilę na jego modyfikację. Poza elementami stylistycznymi, jak ozdoby lub kolor, możemy dodać akcesoria ofensywne i defensywne, takie jak działka na dachu czy też taran.

Samochód nie jest jednak jedynym dostępnym środkiem transportu. Do wędrówki pieszej przydadzą się nam powracające z poprzednich części gadżety, czyli linka z hakiem, spadochron oraz wingsuit. Jeżeli jednak wolelibyśmy oszczędzać nogi, to do naszej dyspozycji pozostawiono między innymi terenówki, samochody ciężarowe czy helikoptery. Z nowości wymienić należy czołgi, które są świetną pomocą w ofensywie, jeśli aktualnie są po naszej stronie, ale też sporym utrapieniem, gdy stanowimy dla nich cel. Często też wykorzystywać będziemy konie, zarówno te znalezione w trakcie eksploracji wyspy, jak i wywołane na obrzeżach obozu.

Ostatnim zagadnieniem wymagającym omówienia są dostępne w Far Cry 6 aktywności. Większość z nich stanowi standard, do którego przyzwyczaiły nas poprzednie odsłony serii. Mamy możliwość odbijania posterunków i baz, brania udziału w wyścigach czy też zbierania zaopatrzenia na czas. Dodatkowo możemy przyjąć różne zadania poboczne, takie jak wyprawy po skarb lub przypominające aktywności z Assassin’s Creed Valhalla yarańskie opowieści. W obozach mamy także dostęp do specjalnych operacji, czyli krótkich misji rozgrywających się poza standardowym terenem mapy i uruchamianych jako oddzielne poziomy. Zarówno te etapy, jak i wszystkie aktywności (z kampanią włącznie) możemy rozgrywać w kooperacji z drugą osobą. Jak widać, na wyspie dzieje się całkiem sporo, a dowolność w przechodzeniu kolejnych zadań daje nam swobodę w przemierzaniu udostępnionego terenu oraz odkrywaniu jego sekretów.

Do gry wracają debiutujący w „piątce” towarzysze, tym razem ograniczeni jedynie do zwierząt. Do odblokowania otrzymujemy między innymi krokodyla bojowego Guapo albo też roztapiającego serca oglądających zwiastun pieska-inwalidę Chorizo. Przywołani towarzysze w zależności od wybranej opcji mogą jawnie atakować przeciwników na naszej drodze lub też rozpraszać ich, ułatwiając cichą eliminację. Warto aktywnie korzystać z pomocy amigos, ponieważ do każdego z nich przypisane są wyzwania, których ukończenie ulepsza naszego zwierzaka, czyniąc go jeszcze bardziej przydatnym pomocnikiem. Osobiście od momentu odblokowania Chorizo trzymałem go przy sobie, mimo że w trakcie silniejszej wymiany ognia nie stanowił zbyt dużego wsparcia.

Pod kątem technicznym Far Cry 6 wypada lepiej niż przyzwoicie. Na Xbox Series X udało się wygenerować obraz w 4K przy zachowaniu 60 klatek na sekundę. Grafika jakościowo nie odbiega zbyt daleko od poziomu „piątki” i wydanego w formie samodzielnego dodatku New Dawn, ale zmiana miejsca akcji z chłodnej Montany na gorące tropiki wyspy Yara wyszła grze zdecydowanie na dobre. Ogromna ilość światła, zmienne warunki pogodowe i duża ilość roślinności sprawiły, że Far Cry 6 prezentuje się względem poprzedniczek znacznie bardziej okazale. Równie dobrze jest pod kątem dobranej muzyki. W radiu usłyszymy parę znanych kawałków, a wszystkie nadają niepowtarzalny klimat inspirowanej Kubą wyspie. W trakcie rozgrywki doświadczyłem jednak paru błędów, czasem wymagających ponownego uruchomienia gry. Były to jednak w dużej mierze rzeczy, których istnienia Ubisoft ma świadomość i otrzymałem informację, że zostaną naprawione w dniu premiery w ramach tzw. Day 1 Patcha. Pomarudzić muszę też na językowe niedociągnięcia występujące w rodzimej wersji. Nie jest to może poziom Assassin’s Creed Valhalla, gdzie ilość głupich tłumaczeń spowodowanych bezrefleksyjnym wykorzystaniem translatora wołała przy premierze o pomstę do nieba. Widać jednak pewne uchybienia i mam nadzieję, że w miarę szybko zostaną one wyeliminowane.

Jakość zaprezentowana przez Far Cry 6 naprawdę mnie ucieszyła. Po średniej „piątce” obawiałem się, że tytuł skupi się głównie na trybie wieloosobowym, ignorując przy tym dopieszczenie fabuły oraz mechaniki również dla gracza solowego. Na szczęście tak się nie stało. Wyspa Yara oferuje nam całą masę atrakcji, Esposito świetnie przedstawił postać bezwzględnego dyktatora, a powrót do tropików cieszył zarówno moje oczy, jak i uszy. Podniesienie poziomu absurdu nie każdemu musi przypaść do gustu, ale osobiście jako fan serii Just Cause przywitałem tę zmianę z otwartymi ramionami. Far Cry 6 jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem zbliżającego się ku końcowi roku, a także daje nadzieję na jeszcze lepsze gry w przyszłości.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Far Cry 6
Wydawca: Ubisoft
Producent:
Ubisoft
Data premiery:
07.10.2021
Platformy:
PC, XOne, XSX/S, PS4, PS5
Gatunek: FPS
Recenzowany egzemplarz:
XSX

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.