SIEĆ NERDHEIM:

Gdyby klasyczny Fallout powstał dzisiaj. Recenzja gry Encased: A Sci-Fi Post-Apocalyptic RPG

Są gry cieszące się statusem kultowych. To swego rodzaju nienaruszalny kanon, którego fani krzywo patrzą na wszelkie próby porównywania do nich współczesnych produkcji. Wśród nich znajdziemy staroszkolne gry cRPG, szczególnie Baldur’s Gate’y i Fallouty. To, co zaraz napiszę, może być dla wielu bluźnierstwem i świętokradztwem, ale Encased może śmiało stawać z nimi w szranki. Szczególnie drugą z wymienionych serii, ponieważ inspiracja nią jest widoczna gołym okiem.

Znalazło się nawet miejsce dla pancerzy wspomaganych!

Ba! Twórcy sami przyznają, że jednymi z ich najważniejszych muz były właśnie Fallout i Fallout 2, co widać w mechanice oraz budowie świata przedstawionego. Wykreowany przez nas bohater będzie musiał pokonywać nieprzyjazny, postapokaliptyczny świat, w którym o wpływy walczą różne frakcje, a nic nie wydaje się jednoznaczne. Brzmi znajomo, prawda? Mimo to nie można zarzucić Dark Crystal Games kalki. Kreatywny wkład twórców sprawił, że stworzyli coś unikatowego, z dużym potencjałem na rozwój uniwersum.

Przynależność do danego skrzydła warto przemyśleć, to decyzja, która będzie rzutowała na całą naszą rozgrywkę.

W Encased lądujemy bowiem pod tajemniczą kopułą, spod której nie można uciec. Jesteśmy jednym z pracowników korporacji CRONUS, dzielącej się na pięć skrzydeł, z czego każde ma inne zadanie. Pomarańczowi to recydywiści, którzy wykonują najgorszą pracę i stanowią swego rodzaju podklasę społeczną. Niebiescy odpowiadają za kwestie techniczne: naprawy, serwisy czy konstrukcje to ich broszka. Skrzydło Białe to naukowcy, którzy aktywnie badają technologie odkryte pod kopułą, ze szczególnym naciskiem na relikwie i występujące anomalie. Militarno-porządkową funkcję pełnią Czarni. Na samym końcu mamy jeszcze Skrzydło Srebrne odpowiedzialne za kwestie administracyjne. To oni zarządzają całym tym majdanem. W trakcie tworzenia postaci będziemy musieli zdecydować o przynależności naszego protagonisty do jednej z tych grup. Wpłynie to nie tylko na początkowe bonusy do statystyk, ale także otworzy przed nami pewne ścieżki dialogowe, ekskluzywne dla danego skrzydła.

Nawet sposób podróżowania między lokacjami wydaje się znajomy, co?

Już w samym procesie kreowania bohatera czuć mocno klimat starych Falloutów. Znajdziemy tutaj m.in. element, który bardzo imponował mi w starych RPG-ach. Przy wyjątkowo niskim obsadzeniu punktów inteligencji nasza postać będzie posiadała zmienione dialogi. Jak wiadomo, ktoś niezbyt lotny może mieć problemy ze skleceniem bardziej złożonych zdań. Ponadto punkty rozdysponowane pomiędzy pozostałymi statystykami będą przydawały się nam przez całą rozgrywkę. Wiele decyzji będziemy mogli podjąć na podstawie statystyk pierwszo- i drugorzędnych. Może to być limit punktowy siły wymagany do odblokowania drogi albo minimalne kryterium zainwestowanych punktów zainwestowanych w zmysł przetrwania, jeżeli będziemy chcieli zbudować schronienie podczas burzy piaskowej. Każdy atrybut się przydaje, więc podczas awansu warto dwa razy przemyśleć, przy jakich cechach nacisnąć plusik.

Pamiętajcie o złotej zasadzie biwakowania: nie zostawiamy po sobie śladu.

Ciężko powiedzieć o fabule coś więcej bez wchodzenia na grząskie terytorium spojlerów, a przy takich grach to największy grzech. Akcja zagęszcza się stosunkowo szybko, a jej zwrot jest dość zaskakujący, dlatego pozwolę sobie powiedzieć tyle: fabuła trzyma poziom i wciąga. Oprócz misji głównych będziemy mieli do wykonania także szereg zadań dodatkowych. Niektóre ciekawsze, niektóre śmierdzące Fedexem. Tych pierwszych napotkałem zdecydowanie więcej. Już nawet w samym prologu możemy stanąć przed epickim wyzwaniem zorganizowania… pikniku. Mówię wam, warto było gotować wieprzowinę dla pewnego starego zrzędy.

Kawaii!

Naprawdę dobrze i często z charakterystycznym dla Encased humorem wypadają towarzysze. Znajdziemy wśród nich kobietę skrywającą twarz za maską Lisa. Trafi się nam także dziewczynka-robot o azjatyckich rysach twarzy z ogromnym karabinem na plecach i tytułująca nas: „Senpai!”. Znajdzie się także oportunistka Katarzyna czy pocięty recydywista, który mimo skłonności do przemocy wydaje się mieć lepiej pookładane w głowie niż większość cywilizowanych korpo-szczurów spod kopuły. Dla samotnych dusz istnieje także możliwość ukończenia gry bez rekrutowania kogokolwiek.

Szczury losowo zaatakowały lokacje, w której jesteś. No, i trzeba się cofać przez pół miasta dla oddania kilku strzałów…

Wszystkie te inspiracje starszymi tytułami są świetne, jednak system walki mógłby być nieco bardziej zmodernizowany. Turowa walka z punktami akcji jest całkowicie w moim guście, ale w Wasteland 3 była zrobiona o wiele lepiej. Przy starciach na małym obszarze wszystko jest w porządku. Walczymy, punkty życia spadają, walka utrzymuje stałe tempo. Jednak kiedy przeciwnicy rozsiani są po większym terenie, zaczyna się problem. Szczególnie jeżeli gdzieś w oddali stoją wieżyczki. Wrogowie prędzej czy później spotkają się z nami w połowie drogi, chcąc zadać nam obrażenia, ale one będą tam stały i czekały, aż dobiegniemy. Jest to efekt zabiegu, który na papierze wygląda ciekawie, jednak w praktyce nie sprawdza się najlepiej. Po rozpoczęciu potyczki nasi przeciwnicy reagują jak każdy rozsądny człowiek — biegną do najbliższych sojuszników i proszą o wsparcie. Jeżeli ktoś poświęciłby więcej czasu, żeby doszlifować takie drobnostki, nie byłoby się do czego przyczepić.

Można odpuścić sobie książki w prawdziwym życiu, tutaj tekstu do przeczytaniawystarczyłoby na kilka tomów.

Jednak z punktu widzenia współczesnego gracza, a tym bardziej polskiego, o wiele większym problemem jest istnienie ogromnych ścian tekstu, które trzeba pokonać. Sytuacja podobna jak w przypadku Disco Elysium. Uzbierałoby się z tego ładne tomiszcze, a polskich napisów brak. Często także dialogi nie są wzbogacone o nagranie dźwiękowe, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. To zapewne decyzja wynikająca z budżetu: Encased nie jest tytułem AAA z wielomilionowym nakładem finansowym. Pozostaje liczyć, że kiedyś pojawi się fanowskie tłumaczenie albo sukces gry pozwoli na profesjonalny przekład.

Jest i Chosen One w niebieskim kombinezonie!

Brak nielimitowanych środków daje o sobie znać także w warstwie wizualnej. W rzucie izometrycznym wszystko wygląda naprawdę dobrze. Niestety wraz z przybliżeniem kamery widać więcej niedociągnięć. Czasami tekstury są w zdecydowanie zbyt małej rozdzielczości, innym razem modele postaci widocznie niedomagają. Jednak zdecydowanie 95% czasu rozgrywki spędzimy w dużym oddaleniu, więc nie powinno to być mocno uciążliwe nawet dla wymagających estetów. Świetne ilustracje oraz portrety zrekompensowały mi te niedociągnięcia, chociaż pula tych drugich mogłaby być zdecydowanie większa.

Czekam na śmiałka, który spróbuje wbić maksymalny poziom gotując jajka.

Momentami byłem przytłoczony ilością wszechobecnych opisów i dialogów. Po całym dniu spędzonym z książką w rękach, dłuższa sesja w grze potrafiła być wyzwaniem. Podobnie miałem z umiejącą dłużyć się niepotrzebnie walką. Pomimo obecności tych zgrzytów, mogę powiedzieć, że bawiłem się świetnie. Encased jest tytułem specyficznym, szczególnie jak na warunki dzisiejszego rynku gier wideo. To produkt, którego targetem są głównie zajadli fani staroszkolnych gier RPG, szczególnie klasycznych Falloutów. Dlatego właśnie tej grupie polecałbym dać szansę temu tytułowi. Twór Dark Crystal Games może być zbyt archaiczny i drewniany nawet dla niektórych fanów tego gatunku. Cała reszta graczy prawdopodobnie natrafi tutaj na zbyt wysoki próg wejścia, szczególnie jeżeli odrzuciły was takie tytuły jak Divinity: Original Sin albo wspomniane wcześniej Wasteland.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Encased: A Sci-Fi Post-Apocalyptic RPG
Wydawca: Prime Matter
Producent: Dark Crystal Games
Platformy: PC
Gatunek: cRPG
Data Premiery: 7.09.2021
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Janusz "Kocilla" Walaszek
Miłośnik psów, koni i sportów walki, który uwielbia leniwe wieczory przy grach planszowych lub z padem w dłoni. Otwarty na każdą książkę, jednak otwarcie faworyzuje polską literaturę fantastyczną. Oddany fan Blizzard Entertainment oraz uniwersum Warcraft. Gdyby mógł wybrać najlepsze miejsce na planecie, zdecydowanie byłyby to rodzime góry. Do dziś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może pogłaskać każdego zwierzaka w zasięgu wzroku.