SIEĆ NERDHEIM:

Więcej takich fantasy! Recenzja filmu Zielony Rycerz. Green Knight

KorektaYaiez

Nie słyszałem o tym filmie praktycznie do samej premiery, ale gdy tylko dowiedziałem się o jego istnieniu, stwierdziłem – muszę go obejrzeć. W najszybszym możliwym terminie wybrałem się na seans dzieła o koszmarnym tytule – “Zielony Rycerz. Green Knight”. Forum Film Poland, poważnie? Nie mogliście zostawić go w niezmienionej angielskiej formie lub dać tylko pełne tłumaczenie? Przecież ta kombinacja wygląda tragicznie. Książek nie należy oceniać po okładce, tak samo filmu po nazwie w danym regionie. Owa logika jest mocno akuratna w tym przypadku, bo sama produkcja okazała się znakomita. 

Zielony Rycerz - kadr z produkcji
Zielony Rycerz – kadr z produkcji

Fabuła opowiada o Sir Gawainie – siostrzeńcu Króla Artura, który zdecydowanie nie jest ugruntowany do cnót rycerskich. Po nieprawych przygodach poprzedniej nocy powraca on na zamek Camelot w Boże Narodzenie. Niedługo później pojawia się mistyczna postać wyglądająca, jakby była z drewna. Stawia ona przed biesiadnikami wyzwanie: kto zada mu cios, wygra jego siekierę, lecz równo za rok musi przyjąć takie samo uderzenie. Protagonista podejmuje się udziału w tej dziwnej grze. Ucina on tajemniczemu przybyszowi głowę i zabiera broń. Ku zdziwieniu wszystkich kreatura powstaje, podnosi odrąbaną część ciała  i zwraca się do pretendenta – „rok od teraz. Do tego momentu film mnie trochę nudził i sprawiał, że lekko przysypiałem. Przyznaję, poszedłem na seans dosyć mocno zmęczony. Wspominam o tym, by podkreślić, jak dalsza część mnie wciągnęła, pomimo bardzo wolnego tempa. 

Zielony Rycerz - kadr z produkcji
Zielony Rycerz – kadr z produkcji

Od wspomnianego starcia wyznaczony czas mija zaskakująco szybko, a bohater nie kwapi się do wyruszenia w podróż. Ostatecznie, po rozmowie z wujkiem, zaczyna swą drogę. Bez wchodzenia głębiej w fabułę, przejdę przez jej kolejne elementy. Jest to ostrzeżenie dla obawiających się jakichkolwiek spoilerów, by powrócili do tego tekstu po obejrzeniu produkcji. Pierwszym ważniejszym wydarzeniem na jego trasie staje się spotkanie na pogorzelisku po bitwie z granym przez Barry’ego Keoghana zbieraczem pozostałości. Ten aktor jest fenomenalny – zwróciłem już na niego uwagę, kiedy grał w Czarnobylu, ale tutaj przechodzi samego siebie. Po tym filmie wybrałem się na pewien horror i nie był on tak przerażający, jak część scen z młodym artystą. Oczywiście aktorstwo, to nie jedyne, co miało na nie wpływ, bo kadrowanie, muzyka, barwy nadane obrazowi też były istotne, ale o realizacji powiem trochę później. Rozczarowały mnie nieco role Erin Kellyman, a dokładniej mam na myśli ducha Winifred, bo jej druga kreacja była bezimienną figurą w szybkim zlepku ujęć. Była to nowa postać, aczkolwiek pochodząca z folkloru, o bardzo ciekawym zarysie fabularnym. Aktorkę tę widziałem już w kilku tytułach i z początku byłem zawiedziony, ale sam pomysł na wątek zrobił na mnie wrażenie. Po przetrawieniu tego filmu dotarło do mnie, że jej interpretacja idealnie oddawała tę bohaterkę. Wspomnę jeszcze o Alicii Vikander, która zagrała znakomicie. Ona też wcieliła się w dwie role – mieszczanki Essel oraz damy na zamku przyjaznego Lorda. Jak już napomknąłem o właścicielu włości, to Joel Edgerton odegrał ją świetnie, ale jakoś nie przekonuje mnie sama postać.

Zielony Rycerz - kadr z produkcji
Zielony Rycerz – kadr z produkcji

Pora wreszcie przejść do protagonisty. Choć Deva Patela znam z przynajmniej kilku pozycji, to w tej go kompletnie nie rozpoznałem. Szczerze powiedziawszy, nawet zbytnio się nad tym nie zastanawiałem podczas seansu, bo aktor przykuwał wzrok swoją fenomenalną grą przez cały film. Nawet gdy przemieszczał się, czy to pieszo, czy na koniu pośród wspaniałych widoków, to i tak skupiał na sobie całą uwagę. Jego bohater w trakcie seansu przechodzi przez całą gamę odmiennych stanów, które Patel oddał znakomicie. Kompletnie mnie nie zdziwi, jeśli dostanie nominację do Oscara, a może nawet i statuetkę.

Na poziomie realizacyjnym ta produkcja to perełka. Jak już napomknąłem wcześniej, tempo jest dosyć powolne. Nie uświadczymy tutaj dynamicznych scen akcji. W zasadzie to bardzo dobrze, bo możemy zobaczyć w kinie wreszcie coś innego. Trudno mi znaleźć dobre słowa, by w pełni oddać moje wrażenia. Wszystko tutaj perfekcyjnie współgra ze sobą – ujęcia to w dużej mierze piękne widoki i ciekawe kadrowanie. Twórcy byli kreatywni i korzystając z niestandardowego ustawienia kamery sprawili, że widowisko było cały czas wizualnie atrakcyjne. Tak zdawałoby się prozaiczne momenty, jak trwający kilka minut przejazd przez pole, zapierają dech w piersiach i skupiają uwagę. Jest tu mnóstwo zabawy kolorami i światłem. Sceny w pomieszczeniach zazwyczaj są dosyć ciemne, a wszystko w nich widać za sprawą umiejętnego działania oświetleniem. Ścieżka dźwiękowa średnio nadaje się do słuchania samodzielnie, natomiast jest idealnie dopasowana do scen. 

Zielony Rycerz - kadr z produkcji
Zielony Rycerz – kadr z produkcji

Zielony Rycerz jest niewątpliwie filmem specyficznym, który nie podejdzie każdemu. Mimo wszystko uważam, że tę produkcję powinno obejrzeć jak najwięcej osób. Głównym powód to odejście od klasycznej formuły gatunku i zaprezentowanie nowego sposobu tworzenia w ramach fantasy. Pozostałe przyczyny w zasadzie znajdują się w tym tekście, ale podkreślę tylko warstwę realizacyjną, bo według mnie stoi ona na najwyższym poziomie. Zdecydowanie polecam, film na pewno znajdzie się wśród mojej topki roku. Definitywnie też powrócę do niego, gdy tylko trafi na VOD. 

Tytuł polski: Zielony Rycerz. Green Knight
Tytuł oryginalny: The Green Knight
Wydawca: Forum Film Poland
Producent: A24
Reżyser: David Lowery
Scenarzysta: David Lowery
Gatunek: Fantasy
Data premiery: 30.07.2021
Obsada: Dev Patel, Alicia Vikander, Joel Edgerton, Erin Kellyman, Barry Keoghan

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Jurek Kiryczuk
Za dnia programista, w nocy maniak popkulturowy, który ogląda zdecydowanie za dużo seriali. Oprócz tego pochłania masowo komiksy, filmy oraz gry. Nie lubi dyskutować o muzyce, bo uważa, że każdy gatunek ma w sobie coś do zaoferowania, a sama muzyka powinna łączyć, a nie dzielić ludzi. Dusza humanisty zamknięta w ciele ścisłowca dostaje swoją chwilę, pisząc teksty na tym portalu. Oprócz popkultury i nowinek technologicznych lubi napić się dobrego piwa, a także zasłuchiwać się w podcastach.