Więcej

    Więcej, szybciej, mocniej! Recenzja filmu Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    KorektaLilavati

    Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    Johnson i Jason Statham nieraz już mieli okazję udowodnić, że w niezbyt mądrym kinie akcji nie mają sobie równych, nie tylko pod względem muskulatury. Każde pojawienie się któregoś z nich na kinowym ekranie ma bardziej zauważalny wpływ na sprzedaż popcornu i nachosów (niekoniecznie w zestawie ze słodkimi napojami) niż Prąd Północnoatlantycki na wypas kóz w Andach (chociaż obrońcy tych zwierząt mogliby się ze mną sprzeczać). Co się stanie, jeśli wrzucimy ich do jednego filmowego kociołka, który na ponad dwie godziny postawimy w ogniu?

    Prawdziwy przedsmak tego połączenia mieliśmy już dwa lata temu, gdy zadebiutowała ósma część serii Szybcy i wściekli, gdzie zwalisty Luke Hobbs (grany przez The Rocka) w końcu spotkał się z Deckardem Shawem (w którego wcielił się Statham). Owszem, obaj panowie pojawiali się już we wcześniejszych filmach cyklu (Dwayne przewija się już od piątki, zaś Jason od szóstki), jednak dopiero ostatnia produkcja wpuściła ich do większej piaskownicy i dała możliwość wspólnej zabawy z pozostałymi członkami ekipy. Trzeba przyznać, że już wtedy panowie – chociaż nie grali pierwszych skrzypiec – dali pokaz wirtuozerii w przerzucaniu się zmyślnymi, diablo zabawnymi inwektywami i prężeniu muskułów. Chemia między nimi aż buzowała i absolutnie nie dziwię się tej grupie fanów, która zapragnęła produkcji z ich dwójką (sama do niej należałam, głośno wyrażając swoje nadzieje!).

    Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    Nasze prośby zostały usłyszane: dostaliśmy spin-off Szybkich i wściekłych, kina zaś odnotowały niewiarygodny wzrost popytu na największe zestawy przekąsek. Nie ma się co dziwić, film trwa ponad dwie godziny i jest idealnym „popcorniakiem”, dostarczającym masy rozrywki i śmiechu, na dodatek świetnie wpisującym się w schemat produkcji nieskomplikowanej fabularnie. Nie ma się bowiem co oszukiwać: Hobbs i Shaw zdecydowanie nie jest tytułem ambitnym, a zawiła historia nie sprawi, że pogubimy się kilkukrotnie.

    Znowu chodzi o rzecz tak prozaiczną, jak uratowanie świata i nieświadomych zagrożenia ludzi przed zagładą, tym razem pod postacią śmiertelnie niebezpiecznego wirusa, który nie może trafić w niepowołane ręce. Misję wykonać ma para tytułowych agentów oraz siostra Shawa – Hattie (świetna Vanessa Kirby,w końcu mająca tu co zagrać, nie to, co w Mission: Impossible – Fallout), zaś przeszkadzać im w tym będzie tajemnicza agencja, działająca za pośrednictwem mechanicznie ulepszonego Brixtona (Idris Elba), będącego trochę człowiekiem, a trochę terminatorem. Agencja – rzecz jasna jak słońce – marzy o tym, by ulepszyć ludzkość, wirus zaś potrzebny jej jest do tego, by pozbyć się słabych ogniw.

    Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    Ponieważ akcja płynie wartko niczym wysokooktanowe paliwo w niezatkanych przewodach paliwowych (wybaczcie, musiałam użyć jakiegoś motoryzacyjnego porównania, chociaż na autach znam się na tyle, że rozpoznaję kolory), to te niespełna sto czterdzieści minut filmu mija błyskawicznie i nawet się człowiek nie obejrzy, a trzeba z sali kinowej zbierać manatki. Skoro już weszliśmy na temat samochodów, to warto cokolwiek wspomnieć o pościgach i walkach, prawda? Przyznaję, że ósma odsłona Szybkich i wściekłych, gdzie protagoniści sięgają po kulę do burzenia budynków, by uciec, czy ścigają się z atomową łodzią podwodną, za nic mając prawa logiki i kpiąc sobie z fizyki, ustawiła poprzeczkę zarówno akcji, jak i pewnemu absurdowi niezwykle wysoko. Spin-off zdawał się nie mieć aspiracji, by ją przeskoczyć i może właśnie dzięki temu brakowi „spinki” udało się to bez widocznego problemu.

    Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    Efektów specjalnych jest tutaj od zatrzęsienia i prezentują się fenomenalnie, jeszcze tylko podnosząc wartość widowiska, jakim niewątpliwie jest Hobbs i Shaw. Wisienką na torcie nie jest jednak warstwa wizualna produkcji, a chemia między głównymi bohaterami, których łączy jedynie miłość do rozwałki, wzajemna niechęć i oddanie rodzinie, a dzieli – co pokazują początkowe sceny – właściwie cała reszta (nawet ich codzienna rutyna drastycznie się różni). Wygłaszane serie ciętych ripost radują serca widzów i wywołują na ich twarzach uśmiechy, a warto zaznaczyć, że spin-off przeznaczony jest w Stanach Zjednoczonych dla widzów od trzynastego roku życia. Nie brakuje też odniesień do popkultury – i tutaj rzecz ważna: jeśli jeszcze nie widzieliście ostatniego sezonu Gry o tron, to uważajcie na możliwe spojlery. Nieodmiennie moją konsternację wywołuje fakt, że w ósemce pojawia się dwójka aktorów z serialu HBO: Kristofer Hivju (Tormund Zabójca Olbrzyma) oraz Nathalie Emmanuel (Missandei), a to sprawia, że… no zachodzi pewien dysonans.

    Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    Skoro zaś jesteśmy przy występujących aktorach, to gwarantuję, że na widok niektórych postaci drugoplanowych uśmiechniecie się szeroko. Oczywiście jest to produkcja, która mocno spoczywa na barkach Dwayne’a oraz Stathama, panowie jednak nie spędzają tych godzin na siłowni, by nie podołać takiemu wyzwaniu. Sceny walki – zarówno te między nimi, jak i z antagonistą – są dynamiczne, dobrze zmontowane i widowiskowe. Nie brakuje nietypowych scenerii oraz zaskakujących zwrotów akcji, w efekcie fabuła wiedzie nas nie tylko do Londynu, na Ukrainę, ale też… na Samoa. Walka, która ma miejsce w tej ostatniej lokacji zdecydowanie trafia na listę moich ulubionych rozwałek. Owszem, da się to opisać, ale specjalnie tego nie zrobię, bo to po prostu trzeba zobaczyć samemu, poważnie!

    Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    Nie brakuje też – typowych i mocno zarysowanych w tej serii – odniesień do rodziny i tego, jak ważna jest ona w życiu każdego człowieka. Obaj bohaterowie mają ze swoimi bliskimi kilka niezwykle ważnych kwestii do omówienia, ponieważ – z tego czy innego powodu – odcięli się od relacji z nimi i zdecydowali się na los samotników. Nie jest to jednak tak nachalne wciskanie nam do gardeł hasła „rodzina jest najważniejsza, rodziny nigdy się nie opuszcza”, jak miało to miejsce w poprzednich filmach z głównego cyklu przez Toretto, co rusz skandującego je z kinowego ekranu, co po pewnym czasie (gdzieś w okolicach trzeciej części, jeśli było się jednostką z tych bardziej cierpliwych) nieziemsko męczyło i zaczynało irytować.

    Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw

    Na szczęście najnowsza produkcja Davida Leitcha prezentuje się świetnie. Chociaż, bądźmy ze sobą szczerzy, czy ktoś w ogóle sądził, że reżyser, który z jednej strony ma na swoim koncie niewiele filmów, jednak z drugiej są wśród nich takie perełki jak John Wick, Atomic Blonde oraz Deadpool 2, nie poradzi sobie ze spin-offem znanej serii o szybkich samochodach? Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw to świetna rozrywka nie tylko dla fanów cyklu (właściwie nie trzeba znać pozostałych jej części), ale także dla osób, które lubią wartką akcję, efekty specjalne, sporo strzelanin i świetne sceny walki. Zdecydowanie polecam, bo już na pierwszy rzut oka widać, że cała ekipa bawi się na planie świetnie. Wy też będziecie zadowoleni!

    Szczegóły:

    Tytuł: Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw
    Data premiery: 02.08.2019
    Reżyseria: David Leitch
    Scenariusz: Chris Morgan, Drew Pearce
    Typ: akcja
    Obsada: Dwayne Johnson, Jason Statham, Idris Elba, Vanessa Kirby, Helen Mirren i inni

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + świetni tytułowi bohaterowie
    + chemia między nimi
    + obsada aktorska (pierwszo- i drugoplanowa!)
    + świetne efekty specjalne
    + widowiskowe sceny walki
    + wizyta na Samoa!
    + taka ilość absurdu, że aż miło
    + kawał nieskomplikowanej i porządnie zrealizowanej rozrywki

    Minusy:
    – momentami odrobinę tracił rozpęd
    – niektóre sceny zbyt przegadane, jak na kino tego typu

    Dodaj komentarz

    avatar
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Nie lubię pisać o sobie. Naprawdę. Zdecydowanie lepszym tematem są książki i filmy, więc właśnie tym na blogu zajmuję się najchętniej. Prywatnie zaś jestem studentką prawa i psychokryminalistyki z solidną zajawką na kryminały (hej, umysł psychopaty jest fascynujący!), fantastykę, konwenty i całą masę rzeczy, które niekoniecznie wpisują się w schemat. Lubię podejmować wyzwania – w tym roku zatem staram się znaleźć chwilę na jeden film dziennie i książkę tygodniowo – w końcu, tak naprawdę, doba jest z gumy, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu.