SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Jedyny taki Jerz. Retro recenzja filmu animowanego Jeż Jerzy

    Chyba nikt nie zaprzeczy, że Jeż Jerzy to bezwzględnie najlepszy pełnometrażowy polski film będący adaptacją komiksu. To powstała jeszcze jakaś? spyta ktoś. A powstała, ale Tytusa, Romka i A’Tomka wśród złodziei marzeń lepiej jest zapomnieć (choć jak każdy szanujący się fan komiksu mam na półce płytę z tym filmem i kiedyś nawet próbowałem się do niego przekonać, bezskutecznie oczywiście). Ale Jeż Jerzy to jednocześnie po prostu kawał niezłej adaptacji kultowej opowieści graficznej. Na pewno nie wybitnej, ale też i nie tak złej, jak przyjęło się o niej mówić. Bo jeśli wyzbyć się wysokich oczekiwań, jest to po prostu dobra, wulgarna rozrywka dla dorosłych, pełna smaczków, które wyłapią tylko fani pierwowzoru i osoby dobrze zaznajomione z polską sceną komiksową, szczególnie przełomu XX i XXI wieku.

    Zanim jednak bliżej przyjrzę się tej produkcji, kilka obowiązkowych słów o bohaterze i fabule. A zatem Jeż Jerzy nazywa się Jeżem Jerzym, bo… jest jeżem i ma na imię Jurek. Proste. Tylko że nie jest to typowy przedstawiciel tego kolczastego gatunku. Zamiast dreptać jesienią po trawie wśród opadłych liści i stereotypowo nosić na grzbiecie jabłka, woli pomykać po mieście na deskorolce, wyrywać laski z gatunku homo sapiens, zabawić się z niejaką Yolą, łyknąć sobie piwka, spuścić wpier… znaczy… poprzekomarzać się na argumenty siłowe z lokalnymi dresami itd., itd.

    I pewnego dnia w tym jego szalonym żywocie pojawiają się problemy. Oto bowiem na scenie pojawia się tak tajemniczy, jak podejrzany profesor, który zdobywa DNA Jerzego, tworzy jego klona i wypuszcza w świat, by ten stał się celebrytą idealnym. Nasz Jeż jednak nie zamierza siedzieć spokojnie i postanawia bronić swojego… hmm… „dobrego” imienia.


    Wiem za co można nie lubić Jeża Jerzego. Tego komiksowego za wulgarność, brak politycznej poprawności i tym podobne sprawy. W świecie, w którym wszystko musi podążać zgodnie z najnowszymi trendami (także tymi myślowymi), dzieła idące pod prąd, mogące zachęcić do samodzielnego myślenia są niemile widziane. Chociaż trzeba też pamiętać, że w czasach, gdy seria powstawała, wpasowywała się jednak w panujący w ówczesnym komiksie trend. Zaś ten filmowy Jeż Jerzy nie do końca oddaje charakter kultowego pierwowzoru, pomimo faktu, iż nad produkcją czuwali twórcy komiksowego Jeża, a także jest zbyt podobny do Włatców Móch – również jeśli chodzi o animację, choć ta w przypadku omawianego przeze mnie obrazu jest bardziej złożona i mroczna. W obu przypadkach mogło się też nie spodobać wytykanie narodowych przywar, ale cóż poradzić na osoby nie mające do siebie dystansu. Owszem, fabuła nie jest zbyt odkrywcza, żarty nie są szczególnie świeże, a wykonanie nie powala na kolana, ale i tak pozostaje lepsze niż w większości polskich filmów animowanych. I nie tylko zresztą, bo niewiele mamy współcześnie rodzimych komedii, które trzymałyby podobny poziom.

    Treść filmu to kompilacja kilku różnych opowieści o Jerzym. Wiodącą jest jednak ta o szalonym profesorze, która w komiksie była jedynie krótkim shortem. Twórcy chyba zdali sobie sprawę z niewykorzystanego wówczas potencjału historii, bo w kinowej produkcji rozwinęli ją do poziomu pełnometrażowej objętości. A właściwie zrobił to Rafał Skarżycki, scenarzysta pierwowzoru i filmu zarazem. Drugi z twórców Tomasz Leśniak (wraz z pomocą Wojtka Wawszczyka i Jakuba Tarkowskiego) zajął się reżyserią. I trzeba im oddać, że na obu polach poradzili sobie całkiem umiejętnie. Fabuła, choć odarta z wszelkiego novum, zachowuje sporo charakteru serii i zapewnia miłośnikom mnóstwo odniesień do znanych i cenionych przez nich historii. Pozostaje przy tym mocno wulgarna i równie mocno satyryczna. Nie ma tu miejsca na nudę, akcja jest szybka, żarty najczęściej śmieszą, a całość ogląda się naprawdę dobrze.


    Także dzięki udanej stronie wizualnej, nad którą pracowała spora ekipa twórców, w tym (obok Tomasza Leśniaka) znani z komiksowej sceny Kamil ‘Kurt’ Kochański (Gangsta, Osiedle Swoboda: Niedźwiedź) czy Olaf Ciszak (Sceny z życia murarza, Jeż Jerzy na urwanym filmie). Ich ilustracje różnią się dość mocno od pierwowzoru, głównie ze względu na osadzenie wszystkiego w mrocznym świecie, gdzie dominuje czerń, której w komiksie prawie nie było, ale jednocześnie same rysunki zachowują charakter Jeża Jerzego. Zresztą przyznam szczerze, że taka oprawa graficzna bardziej pasuje do filmu niż to, co na stronach komiksu serwowali nam autorzy. Całość wieńczy zaś niezły dubbing. Niezły, bo Borys Szyc niezbyt radzi sobie w roli Jerzego (tak jak i nie radził sobie podkładając głos pod Eminema w Ósmej mili; jeśli mieliście okazję oglądać wersję z dubbingiem, wiecie o czym mówię). Za to już reszta ekipy, na którą składają się m.in. Maciej Maleńczuk, Maria Peszek, Michał Koterski, Jarosław Boberek i Bogusław Linda, zdecydowanie pokazuje na co ich stać.

    Efekt końcowy jest zadowalający. Momentami nawet bardzo. To prawda, kinowy Jeż Jerzy mógłby być lepszy. A także bardziej zjadliwy i politycznie niepoprawny, bo tego też trochę zabrakło. Niemniej to wciąż dobra produkcja i również udana adaptacja komiksu. Nie dla wszystkich, ale taki już urok tego Jerza… wróć, Jeża.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Jeż Jerzy
    Data premiery: 11.03.2011
    Gatunek: Komedia
    Reżyseria: Wojtek Wawszczyk, Tomasz Leśniak, Jakub Tarkowski
    Scenariusz: Rafał Skarżycki
    Obsada: Borys Szyc, Maciej Maleńczuk, Maria Peszek, Michał Koterski, Jarosław Boberek, Bogusław Linda i inni.

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + niezła animacja
    + dobry scenariusz
    + udany dubbing
    + trafne żarty
    + ciekawy klimat

    Minusy:
    - brak oryginalności
    - brak większej głębi
    - niewykorzystany potencjał

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Michał Lipka
    Michał Lipkahttps://ksiazkarniablog.blogspot.com/
    Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga https://ksiazkarniablog.blogspot.com

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x