Więcej

    Recenzja filmu High-Rise

    1

    High-Rise jest jednym z tych filmów, na które czekałam z ciekawością od dnia jego światowej premiery, mającej miejsce 13 września 2015 roku, na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto. Do polskich kin wszedł dopiero w kwietniu bieżącego roku, widzowie musieli się zatem uzbroić w pokłady cierpliwości. Czy jednak to popłaciło? Po obejrzeniu High-Rise trudno jest jednoznacznie i bez cienia wątpliwości odpowiedzieć na to pytanie. Genialna obsada i zwiastuny pozwoliły na wyrobienie sobie dość wysokich oczekiwań wobec produkcji, które dodatkowo podsycał fakt, że film powstał na podstawie powieści Wieżowiec, pióra brytyjskiego pisarza J.G. Ballarda, znanego z ekranizacji również dwóch innych jego dzieł – Imperium Słońca i Crash: Niebezpieczne pożądanie.

    2

    Głównym bohaterem jest patolog sądowy, doktor Robert Laing (w tej roli Tom Hiddleston), który po śmierci swojej siostry postanawia zacząć nowe życie. Jak wszyscy wiedzą, nie ma na to lepszej metody niż rzucić wszystko i wprowadzić się do obłędnie luksusowego wieżowca na przedmieściach Londynu, gdzie do dyspozycji mieszkańców są wszelkie wygody – siłownia, basen, supermarket, sala do squasha, a nawet własna szkoła. Jak dowiadujemy się w trakcie filmu, by zamieszkać w tym apartamentowcu nie wystarczy posiadać jedynie odpowiednio grubego portfela – trzeba również złożyć podanie, co samo w sobie podkreśla prestiż i wyjątkowość osób, które mają szczęście zamieszkać w pierwszym z pięciu budowanych wieżowców, mających otaczać jezioro w sposób przywodzący na myśl otwartą dłoń.

    3

    Jak nietrudno odgadnąć, posiadanie wszystkiego, co potrzebne w codziennym życiu sprawia, że mieszkańcy z dnia na dzień stają się coraz bardziej odizolowani od świata na zewnątrz, wychodząc z wieżowca jedynie po to, by pójść do pracy. Sprzyja to utworzeniu zamkniętej społeczności, która rozwija się w odseparowanym środowisku kolejnych pięter, będących odzwierciedleniem podziału społecznego. Na samym szczycie wieżowca mieszkają najbogatsi, a wśród nich i architekt całego budynku, Anthony Royal (wcielił się w niego Jeremy Irons), dysponujący ogromnym ogrodem, w którym jego żona może oddawać się jednej ze swoich pasji – jeździe konnej. Im zaś niżej, tym z biedniejszymi lokatorami mamy do czynienia – tutaj wraz ze swoją rodziną mieszka Richard Wilder (w którego wcielił się Luke Evans), dziennikarz zajmujący się kręceniem filmów dokumentalnych.

    To w takim środowisku przyjdzie odnaleźć się głównemu bohaterowi – w pracy bez oporów zaglądającemu do ludzkiej czaszki, jednak w kontaktach z żywymi jednostkami dość nieporadnemu i niedostosowanemu. Laing to człowiek specyficzny – w swoim garniturze zdaje się nie pasować do żadnej ze skrajnych grup, będąc jednostką do bólu przeciętną, niewyróżniającą się niczym szczególnym: brak mu inicjatywy, a w chwili, w której dochodzi do konfliktu pomiędzy motłochem z dolnych pięter i elitą z górnych, odsuwa się, pozostając z boku i oddając dobieraniu pasującego odcienia szarości, by pomalować ściany własnego mieszkania.

    4

    Konflikt zaś jest nieunikniony, wiemy o tym od pierwszych minut filmu, kiedy to ukazuje nam się krajobraz „po bitwie”. Widzimy zatem efekt końcowy i już wiemy, że cały film będzie przedstawieniem procesów prowadzących do jego powstania – czekamy zatem na moment, w którym cała fasadowość utopijnego apartamentowca opadnie, pokazując nam skrzętnie skrywane instynkty mieszkańców. Obserwujemy więc stopniowy upadek zasad moralnych, prowadzący do powstania chaosu i anarchii – biedniejsi aspirują na wyższe miejsce na drabinie społecznej, którą symbolizuje tytułowy wieżowiec, elita zaś nie chce stracić zajmowanego przez siebie ostatniego, najwyższego szczebla. Odcięty od zewnętrznego świata budynek staje się swoistym akwarium, w którym możemy obserwować jak ludzie zmieniają się, zezwierzęcając i oddając swoim pierwotnym instynktom. Motorem napędowym tych zachowań są kumulujące się, drobne problemy, rodzące pomiędzy mieszkańcami konflikty – zsyp, o którego zapychanie obwinia się rodziny z dziećmi, awarie prądu i dostarczanie elektryczności do mieszkań na wyższym piętrze, z pominięciem tych niżej umiejscowionych lokali, przegonienie dzieci z basenu za fakt, że hałasowały, czy samobójstwo jednego z mieszkańców, do zbadania sprawy którego nie pojawia się ani jeden radiowóz, co pozwala lokatorom sądzić, że pozostawieni są sami sobie. Piętrzące się problemy sprawiają ostatecznie, że tama nie wytrzymuje i pęka.

    5

    Wizualnie film stanowi ucztę dla oczu – osadzona w realiach lat 70. produkcja zachwyca kolejnymi kadrami, ujęciami i sposobem realizacji. Muzyka Clinta Mansella oddziałuje na podświadomość, nie sposób też nie wspomnieć o zjawiskowym coverze przeboju zespołu ABBA, w wykonaniu grupy Portishead – dzięki nim SOS nabrało nowego, niepokojącego brzmienia, oddającego nastrój filmu. Mocna obsada również nie przechodzi bez echa – gra aktorska jest na wysokim poziomie – Hiddleston, Irons, Evans i Sienna Miller spisują się w swoich rolach znakomicie i trudno im cokolwiek zarzucić.

    6

    Film jednak nie jest idealny, brakuje w nim tego trudno uchwytnego „czegoś”, co porwałoby widza i sprawiło, że jeszcze długo po seansie zastanawiałby się nad przesłaniem i treścią tego dzieła. Być może to celowy zabieg twórców, którego ja nie doceniam, odnoszę jednak wrażenie, że film sprowadza widza do roli beznamiętnego obserwatora, który przygląda się poszczególnym stadium kształtowania się społeczności wieżowca, tak jak przygląda się mrówkom budującym w akwarium swoje korytarze, nie kibicując właściwie żadnej z nich – tak samo trudno jest się utożsamić z którąkolwiek stroną konfliktu. Twórcy ubierają wszystko w świetną oprawę graficzną i muzyczną, jednak nie wzbudza to refleksji nad mechanizmami społeczeństwa, a dzieło będące dystopią nie jest w tym przekonujące. Mimo to nie da się zaprzeczyć, że film reżyserii Bena Wheatleya wart jest zobaczenia – temat w nim zawarty nie traci na aktualności.

    7

    Ocena: 6.5/10

    Plusy
    + obsada i gra aktorska
    + oprawa graficzna i muzyczna
    + cudowny cover piosenki ABBY, zasługujący na osobny plusik
    + aktualność tematu;

    Minusy
    – pewne nieścisłości fabularne
    – nie do końca przekonujący jako dystopia

    Autor: Idris

    Dodaj komentarz

    avatar
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Martyna „Idris” Halbiniak
    Nie lubię pisać o sobie. Naprawdę. Zdecydowanie lepszym tematem są książki i filmy, więc właśnie tym na blogu zajmuję się najchętniej. Prywatnie zaś jestem studentką prawa i psychokryminalistyki z solidną zajawką na kryminały (hej, umysł psychopaty jest fascynujący!), fantastykę, konwenty i całą masę rzeczy, które niekoniecznie wpisują się w schemat. Lubię podejmować wyzwania – w tym roku zatem staram się znaleźć chwilę na jeden film dziennie i książkę tygodniowo – w końcu, tak naprawdę, doba jest z gumy, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu.