Więcej

    Wielki człowiek, wielkie uczucie i Wielka Stopa. Recenzja filmu Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę

    KorektaLilavati
    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę - kadr z filmu
    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę – kadr z filmu

    Film, w którym dochodzi do zamachu na przywódcę nazistowskich Niemiec, a nieco później odbywa się polowanie na legendarną Wielką Stopę, poruszył mnie emocjonalnie. Problem nie leży jednak we mnie i mojej skrzywionej psychice. Jeżeli z czymś jest tutaj coś nie w porządku, to zdecydowanie z tym filmem – jest to bowiem nietuzinkowa i wzruszająca opowieść o pewnym człowieku, który…  zabił Hitlera i Wielką Stopę.

    Calvin Barr to stary, zmęczony i smutny mężczyzna. Czasy, gdy był przystojnym młodzieńcem, a sił miał tyle, że gotów był zmieniać świat, bezpowrotnie minęły. Jedyne, co mu teraz pozostało, to sączenie słabych drinków w podłym barze i rozpamiętywanie przeszłości. Ta, jak się okazuje, nie była dla niego zbyt łaskawa – wiele mu odebrała, a w zamian zostawiła bolesne blizny. Mimo ciężaru, jaki zrzuciło na jego barki życie, pozostał człowiekiem szczerym, uczciwym i obdarzonym wielkim sercem. Wiedzie zwyczajne powolne życie na przedmieściach, za kompana mając jedynie wiernego psa – nie tak powinno wyglądać życie legendy. Calvin jest przecież bohaterem większym niż Superman i James Bond razem wzięci i pomnożeni przez Johna McClane’a. W końcu udało mu się dokonać czynu nieosiągalnego nawet dla największych herosów popkultury – zabił największego zbrodniarza w historii. Tak naprawdę nic to jednak nie zmieniło. Propagandowa machina III Rzeszy była gotowa również na taką ewentualność – wojna toczyła się dalej, świat o Calvinie nigdy nie usłyszał, a jedyne, co udało mu się powstrzymać, to własne szczęście. To mityczny bohater rzucony na margines historii i zupełnie zapomniany… no dobra, prawie zapomniany. Pamięta o nim rząd, który ponownie potrzebuje jego pomocy. W lasach Kanady grasuje Wielka Stopa – całkiem prawdziwa miejska legenda jest nosicielem śmiertelnie niebezpiecznego wirusa, który zagraża całej ludzkości. Jedyną osobą, która może powstrzymać nadchodzącą apokalipsę, jest oczywiście Barr – jakimś bowiem sposobem jest uodporniony na wirusa… cóż, taki już jego los.

    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę - kadr z filmu
    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę – kadr z filmu

    Po filmie ozdobionym tak wymownym i skonkretyzowanym tytułem nie można spodziewać się zbyt wiele. Domyślamy się już, że w środku czekają na nas zapewne płytkie, rynsztokowe i ekstremalnie głupie żarty, absurdalny scenariusz oraz kiczowatość ulewająca się z każdego zakamarka – wliczając w to grę aktorską, rekwizyty, efekty specjalne, pracę kamery oraz dialogi. Tak niskie oczekiwania względem produkcji są zupełnie zrozumiałe – kino przecież już wielokrotnie rodziło podobnie brzmiące filmowe pokraki pokroju Zombiebobrów, Ataku krwiożerczych donatów czy kolejnych Sharknad. Dlatego gdy widzimy, że w tytule poza skrótem całego filmu twórcom udało się jeszcze wcisnąć obok siebie nazwisko przywódcy III Rzeszy oraz mistyczne stworzenie rodem z rozmazanych fotografii i teorii spiskowych, można zrobić tylko dwie rzeczy – jedni ominą produkcję szerokim łukiem, a drudzy rzucą się na główkę w objęcia bezmyślnej papki katującej szare komórki. Co najbardziej zaskakujące, to ci ostatni będą najbardziej rozczarowani, a ci pierwsi przegapią naprawdę ciekawą historię.

    Produkcja Roberta Krzykowskiego wbrew pozorom ma w sobie niewiele absurdu. Cały fabularny zarys nie dostarcza idiotycznej rozrywki, a dynamicznej akcji uzbierałoby się łącznie na jakieś 5-10 minut filmu – nie ma więc co liczyć na planowanie zamachu i widowiskową rozpierduchę w warownych kwaterach, a walka z Wielką Stopą też ma zupełnie inny wydźwięk niż zwykłe tłuczenie futrzaka. Wszystkie te wydarzenia stanowią nietypową podstawę do opowiedzenia historii zupełnie niepasującej do konwencji narzuconej przez fabułę. Tak naprawdę Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę przedstawia poruszające losy człowieka osamotnionego, tęskniącego za miłością i rozpamiętującego błędy przeszłości.

    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę - kadr z filmu
    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę – kadr z filmu

    Reżyser wszelkie absurdalne wydarzenia odsuwa na dalszy plan. Tworzy z nich nietuzinkową scenografię dla swojej historii. Nie drwi i nie epatuje dziwnością scenariusza, skupia się natomiast przede wszystkim na prywatnych konsekwencjach nietypowych wydarzeń nadmienionych w tytule. Odbywając wraz z Calvinem podróż w przeszłość, poznajemy nie tylko szczegóły dotyczące „historycznego” zamachu, ale przede wszystkim prywatne wątki, na które padł cień stojącej przed nim misji. To właśnie te retrospekcje są naładowane większą dawką emocji – dzięki nim poznajemy Barra nie jako charyzmatycznego herosa, ale prostego człowieka z marzeniami, wewnętrznymi rozterkami oraz złamanym sercem. Krzykowskiemu udaje się nie tylko zachować zaskakującą wręcz powagę, ale również nadać historii dramatyczną nutę. Dodatkowo całkiem sprawnie uderza widza w czułe punkty i porusza emocje, których absolutnie nie spodziewalibyśmy się po tak zatytułowanym filmie. Gdy w jednym z dialogów Calvin – świetnie zagrany przez Sama Elliota, będącego niekwestionowaną ozdobą tej produkcji – w końcu się otwiera i opowiada o tym, czym dla niego było zabicie Hitlera, człowieka coś łapie za gardło… pod warunkiem że dał filmowi drugą szansę i gotów był przejąć się losem bohatera.

    Pozostaje jeszcze kwestia pojedynku z Wielką Stopą. Wątek ten już niebezpiecznie zbliża się do solidnego przegięcia pały – szczególnie że zwierzak jest nosicielem potężnego wirusa, który zagraża całej ludzkości. Ma on jednak swój urok. Z jednej strony to walka, która powinna osuszyć przynajmniej część łez, jakie wylali widzowie oczekujący po filmie bezwstydnego lasowania mózgu – widzimy w końcu, jak podstarzały weteran tarza się w leśnej ściółce z facetem przebranym za Nie-tak-znów-Wielką-Stopę. Chociaż Krzykowski w tym momencie nadal trzyma się dotychczasowej powagi i dramaturgii, to można dostrzec w tym subtelny ukłon w kierunku absurdalnych produkcji, obok których Człowiek… przez wielu będzie bezrefleksyjnie stawiany. Z drugiej strony wątek w pewien sposób podkreśla wydźwięk całej historii – pokazuje, jak wielkie i dobre serce ma Calvin Barr… i jak bardzo nie zasłużył na los, który go spotkał.

    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę - kadr z filmu
    Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę – kadr z filmu

    Pełnometrażowy debiut Roberta Krzykowskiego jest pomysłowy, odważny i z całą pewnością dobrze i konsekwentnie zrealizowany. Reżyser w oparach absurdu, który sam sobie zgotował, snuje opowieść o miłości, błędnych decyzjach i tęsknocie. Porusza widza w zaskakujący sposób i z niezwykłą sprawnością żongluje niepasującymi wątkami i łączy je w działającą całość. Przy okazji Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę udziela naprawdę fajnej lekcji – nie każdy film, który nie spełnia naszych oczekiwań, musi być zły… czasem jest po prostu czymś innym, niż myśleliśmy.

    W skali od 1 do „Pora zapolować na Wielką Stopę, Krwiożercze donuty i morderczą oponę” – mocne i zaskakujące „Z wielkim bohaterstwem wiąże się wielkie poświęcenie”.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę
    Data premiery: 20.07.2018
    Typ: film
    Gatunek: dramat
    Reżyseria: Robert Krzykowski
    Scenariusz: Robert Krzykowski
    Obsada: Sam Elliott, Aidan Turner, Caitlin Fitzgerald, Ron Livingston i inni

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + zaskakująco wykorzystany pomysł na fabułę
    + przemyślane operowanie absurdem
    + poruszający i ciekawie opowiedziany dramat
    + lekki ukłon dla kina absurdu
    + świetna rola Sama Elliotta

    Minusy:
    – tytuł robi niewłaściwe wrażenie: przyciągnie maniaków kina absurdalnego, a odstraszy wielu, którzy doceniliby historię

    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.
    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x