• BIBLIOTEKA
Więcej

    Recenzja artbooka Wiedźmin 2: Zabójcy królów

    1

    Recenzja napisana na podstawie wersji cyfrowej.

    Ponieważ dawno nie było o naszym ulubieńcu – Geralcie z Rivii – dzisiaj nadrobimy to karygodne zaniedbanie i przypomnimy sobie stare, dobre czasy, gdy głowa Foltesta siedziała grzecznie na jego karku, a on sam nie szczędził siarczystych przekleństw, zagrzewając wojsko do walki przeciw rodzinie La Valletów; gdy kamera często zjeżdżała na wyeksponowane pośladki Triss, a sam Geralt ganiał wzdłuż okolicznych akwenów wodnych, próbując złapać Kejrana w Yrden… Łezka się w oku kręci, serce zamiera, czas odświeżyć artbook z królów killera.

    2

    Wiedźmin jaki jest, każdy widzi. Wiedźmina przedstawiać nie trzeba. Pozwólmy więc sobie pominąć formalności i skupić się na przedmiocie dzisiejszych rozważań i opowiedzieć nieco o artbooku z drugiej odsłony trylogii Wiedźmina – Wiedźmin 2: Zabójcy Królów, która miała swoją premierę 17 maja 2011 roku. W historii gier to kupa czasu, a jednak trzeba przyznać, że nawet patrząc już z perspektywy najnowszej odsłony – Dzikiego Gonu – artbook z poprzedniczki wciąż potrafi zachwycić i wycisnąć kilka łezek wzruszenia z oczu fanów serii.

    3

    Reguła uporządkowania zawartości nie stanowi większej niespodzianki – mamy prolog oraz trzy rozdziały z uwzględnieniem dwóch ścieżek, którymi może podążyć Geralt. Wszystko chronologicznie uporządkowane. Oprócz nich znajdziemy w artbooku także mapy świata, postaci, charakterystyczne elementy otoczenia, odwołujące się do ludowych wierzeń, potwory, fragmenty wspomnień, oraz cover arty. Już na wstępie dowiadujemy się, iż część z zamieszczonych grafik jest jedynie dodatkiem od twórców, by lepiej oddać charakter gry, pozwolić na szersze spojrzenie na uniwersum i zagłębienie się w jego klimat. Niby pierdółka, a jednak cieszy. Warto w tym momencie wspomnieć, iż artbook zawiera sporą dawkę spoilerów, więc nie należy przeglądać go przed uprzednim przejściem gry. Oczywiście, możemy to zrobić, jeżeli lubimy sobie psuć zabawę, bądź bawić się w odkrywcę i w trakcie gry wyłapywać więcej smaczków. Jednak z troski o czytelników uczulonych na spoilery, nie będziemy odkrywać poszczególnych etapów gry. To wasza zabawa.

    4

    Jak nietrudno się domyślić, Redsi nie poprzestali na zamieszczeniu concept artów i screenów z gry. Każdy kolejny rozdział rozpoczyna się grafiką wstępnie zapowiadającą, co znajdziemy w środku, oraz fragmentami z serii książek o przygodach Wiedźmina. W artbooku czekają nas także wstępne szkice, szczegółowo rozrysowane projekty architektoniczne, projekty machin wojennych z opisami ich działania i historii powstania. Każdy z obrazków został okraszony zdrową porcją ciekawostek zarówno z gry, jak i poszczególnych elementów folklorystycznych, czy też historycznych, skąd możemy np. dowiedzieć się co nieco o tym, jak dawniej mieszkańcy wsi wyobrażali sobie demony, diaboły, upiory i inne istoty nadprzyrodzone. W skrócie – prawdziwa gratka dla fanów grafiki komputerowej, architektury i historii jednocześnie. A żeby jeszcze było mało, gdy dojdziemy do części poświęconej postaciom, ujrzymy, że i one nie zostały potraktowane po macoszemu. Wiedźmin ma tyle ubrań, że Yennefer z Vengenbergu oniemiałaby z zachwytu! No, pod warunkiem, że na stronach wcześniejszych nie zobaczyłaby gołego tyłka swojej przyjaciółki w jego namiocie. W każdym razie, każdej z postaci poświęcono oczywiście notatkę biograficzną, własny zestaw wyglądów koncepcyjnych i używanej broni, jeżeli faktycznie z takowej korzysta.

    5

    W skrócie, artbook jest świetny i do pooglądania i do poczytania. Dla każdego coś dobrego – grafiki cieszą oko, projekty są solidne, historie ciekawe, kompozycja zachowana, wszystko ładnie, po kolei i kupy się trzyma. Pozycja idealna dla każdego fana serii.

    9.5/10

    Podsumowanie

    Plusy
    + uporządkowana treść
    + śliczne rysunki, concept arty, etc.
    + ciekawe opisy i mnóstwo smaczków
    + mnóstwo Wiedźmina w Wiedźminie

    Minusy
    – bo nie ma ideałów

    Dodaj komentarz

    avatar
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Z wykształcenia filolog, z fachu SEM, a prywatnie pingwin z chrapką na władzę nad światem. Chciałam zostać tłumaczem, ale po drodze urodziło się milion innych pomysłów i wyszło jak wyszło. Spektrum moich zainteresowań zdaje się nie mieć końca. Uwielbiam pisać opowiadania i poezję, czytać, grać w gry komputerowe. Fascynuje mnie mitologia, szeroko rozumiana metafizyka, sny i inne zjawiska niewytłumaczalne. Muzyki słucham dobrej; moja ścieżka dźwiękowa jest bardzo zróżnicowana i często skaczę z jednej melodycznej skrajności w drugą. Podobnie w życiu. Jestem albo paskudną, złośliwą bestią, albo uchylę nieba, lecz to zależy od humoru, temperatury, ciśnienia, nagromadzenia poszczególnych zjawisk atmosferycznych i meteorologicznych. W skrócie, nigdy nie wiesz, czy dostaniesz kwiatka, czy może kwiatkiem.