• BIBLIOTEKA
Więcej

    Recenzja artbooka The Art of Wreck-it-Ralph

    Ralph Demolka NTG1

    Recenzja pisana na podstawie wersji cyfrowej

    Życie często zmusza nas do odgrywania ról, które ni w ząb nam nie leżą – bo społeczeństwo, bo rodzina, bo po prostu ktoś musi być tym złym. Kto jednak powiedział, że mamy obowiązek się słuchać? Czemu my mamy być nieszczęśliwi, kiedy wszyscy wokół są szczęśliwi? Należy jednak pamiętać, by swojego szczęścia nie szukać kosztem szczęścia innych ludzi lub – jak w tym przypadku – istnienia innych gier. Ralph Demolka, z filmu animowanego o tej samej nazwie (w Polsce pojawił się w 2013 r), jest już zmęczony byciem czarnym charakterem w swojej ośmiobitowej grze Fix-it Felix JR. i ma zamiar zostać bohaterem choć ten jeden raz. Tak rozpoczyna się przygoda, która zabierze nas w podróż w czasie do początków historii gier na automatach, na najnowszych ich odsłonach kończąc. Wszystko to w towarzystwie epickiego humoru, który jeszcze dodaje smaczku do tego i tak już dobrze doprawionego obiadku. Jak miło, że to wszystko przeniknęło do pięknie wykonanego artbooka…

    Ralph Demolka NTG2

    Temat gier w kreacji Disney’a z „czarnym charakterem” w roli protagonisty? To musiało wywołać wielkie poruszenie w studiu. I rzeczywiście, w artbooku dowiadujemy się, jak burzliwa awantura wybuchła po rzuceniu tego pomysłu na taśmę produkcyjną już w 2008 roku. Wszak Disney słynął zawsze z tradycji i wyśmienitych adaptacji baśni i bajek, zaś Ralph Demolka nie należał do żadnej z tych grup. Pomysł nie chciał przejść? Potrzeba więc było nowego dyrektora! W ten oto sposób dowiadujemy się o historii Richa Moore, o jego fascynacji grami lat 80-tych, które na późniejszym etapie jego życia zaowocowały stworzeniem przez niego najbardziej rewolucyjnego filmu w dziejach produkcji animowanych Disneya. Choć czy aby na pewno? Można wszak stwierdzić, iż Walt Disney Animation Studios zawsze oddawało ducha swoich czasów – od grzecznej Królewny Śnieżki z 1937 roku, aż do najnowszego, tryskającego niewybrednym humorem Zwierzogrodu z tego roku. Niemniej Ralphowi należy oddać sprawiedliwość – jest to pierwsza produkcja o tematyce gier wykonana za pomocą animacji komputerowej.

    Ralph Demolka NTG3

    Pod względem treści można spokojnie stwierdzić, iż The Art of Wreck-it-Ralph w głównie składa się z opowieści o historii powstawania filmu, włącznie z tą dotyczącą grupy technicznej. W środku znajdziemy więc wszystko – najwcześniejsze projekty graficzne wraz z inspiracjami dla postaci i miejsc, klatkowanie scen, arty i kadry z filmu w wersji sfinalizowanej. Oczywiście, nie zabraknie również wyciętych scen – a momentami i całych światów – gdyż bez tego artbook nie mógłby być artbookiem. Jak to często bywa przy produkcjach tego pokroju, pomysłów na postaci i miejsca akcji było multum – jedne pasowały mniej, inne bardziej. Już sama postać protagonisty uruchomiła prawdziwą burzę mózgów – Ralph w początkowym stadium miał być gorylem, gangsterem, Wielką Stopą, ogrem, a przez tydzień nawet buldożerem. Ostatecznie stanęło jednak na trochę przydużym facecie z ogromnymi dłońmi i wiecznie zwichrzoną czupryną. Powstawało jednak pytanie – jak z pięknej, naturalnej animacji przerobić wszystko na 8-bitową kreację rodem z lat 80-tych? Omówienie tego problemu również znajdziemy na kartach artbooka, tuż obok bolączek producentów o konieczność usunięcia gry Extreme Ez Livin’ 2, czy też postaci szalonego ogrodnika w Sugar Rush – Corneliusa Cobba – i jego zionącego ogniem przyjaciela, różowego cukierkowego kucyka imieniem Skittles.

    Ralph Demolka NTG4

    Każdej z postaci, nawet drugoplanowej, poświęcono wystarczająco dużo miejsca i artów. Stąd też możemy obejrzeć projekty Milusińskich z Fix-it Felix JR., ujrzeć czarne charaktery z innych gier, jak Zombie, Szatana („Thanks, Satan”), czy duchy z Pacmana, zapoznać się z historią Turbo aka Króla Karmel, czy też poznać wszystkie koncepcyjne wizerunki Vanellope von Schweetz. Podobnie w przypadku poszczególnych miejsc akcji – artbook zawiera nawet mokry sen każdego łasucha – zdjęcia boleśnie realistycznych makiet, przedstawiających uniwersum z gry Sugar Rush. Przez te właśnie zdjęcia przyszło mi przejść się po słodką zapomogę do najbliższego sklepu spożywczego.

    Ralph Demolka NTG5

    Takich perełek moglibyśmy znaleźć w artbooku aż nadto, lecz gdyby przyszło mi wymieniać je dalej, z pewnością materiał stałby się wręcz nieprzyzwoicie długi. Najistotniejszym jawi się w tym momencie fakt, iż zarówno pod względem samej treści artbooka, jak i jej organizacji nie mam do czego się przyczepić. No, może ostatecznie do tego, że momentami treści było aż nazbyt wiele i moje wrodzone lenistwo zwyczajnie brało górę. I może do tego, że brakowało mi tego… czegoś. Ikry? Życia? Nie jestem w stanie ocenić. Nawet pod względem proporcji panuje całkowita harmonia i równowaga pomiędzy ilością treści i artów. Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić wam wszystkim lekturę The Art of Wreck-it-Ralph. Z pewnością się nie zawiedziecie.

    Tytuł: The Art of Wreck-it-Ralph
    Autor:Walt Disney Animation Studios
    Rok wydania: 2012
    Liczba stron: 168

    NASZA OCENA
    9.5/10

    Podsumowanie

    Plusy
    + piękne arty
    + klarownie przedstawiony proces powstawania filmu
    + ciekawe i szczegółowe wypowiedzi producentów
    + fantazja twórców
    + prawidłowy stosunek treści do artów
    + każdej postaci poświęcono choć trochę uwagi…

    Minusy
    -… przez co leniuchom może odechcieć się czytać

    Dodaj komentarz

    avatar
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Z wykształcenia filolog, z fachu SEM, a prywatnie pingwin z chrapką na władzę nad światem. Chciałam zostać tłumaczem, ale po drodze urodziło się milion innych pomysłów i wyszło jak wyszło. Spektrum moich zainteresowań zdaje się nie mieć końca. Uwielbiam pisać opowiadania i poezję, czytać, grać w gry komputerowe. Fascynuje mnie mitologia, szeroko rozumiana metafizyka, sny i inne zjawiska niewytłumaczalne. Muzyki słucham dobrej; moja ścieżka dźwiękowa jest bardzo zróżnicowana i często skaczę z jednej melodycznej skrajności w drugą. Podobnie w życiu. Jestem albo paskudną, złośliwą bestią, albo uchylę nieba, lecz to zależy od humoru, temperatury, ciśnienia, nagromadzenia poszczególnych zjawisk atmosferycznych i meteorologicznych. W skrócie, nigdy nie wiesz, czy dostaniesz kwiatka, czy może kwiatkiem.