Więcej

    Final Season is Coming. 10 najlepszych momentów z Gry o Tron

    KorektaLilavati

    Osiem lat niesamowitej przygody właśnie dobiega końca. Przez cały ten czas przeżywaliśmy losy ulubionych bohaterów i nieustannie lękaliśmy się o ich życie. Snuliśmy teorie, łączyliśmy wątki, zgadywaliśmy i przewidywaliśmy. Co zabawne, raczej nikomu w tym czasie nie przeszło przez myśl, by marzyć o życiu w Westeros. David Benioff i D.B. Weiss zadbali o to, aby ciosy wymierzone przez Martina dotarły do nas i zabolały. Teraz pora na ostatnie uderzenie. Historia, którą przeżywały tysiące widzów na całym świecie, dobiega końca. To dobry moment, aby trochę powspominać. Przed Wami 10 najlepszych momentów z ostatnich siedmiu sezonów.

    Miejsce 10.

    Oglądając Grę o Tron przez te wszystkie lata, mogliśmy wyciągnąć z kolejnych odcinków naprawdę wiele życiowych mądrości. A wśród nich m.in. „nie ufaj nawet najbliższym”, „uważaj na to, co i z kim pijesz, szczególnie na weselach” oraz „z friendzone nie da się wyjść nawet w fantastycznym świecie ze smokami i armią zombie”. Z całą pewnością nie umknie nikomu lekcja, że „zawsze znajdzie się większy gnojek”. Podczas gdy bękart Boltona znęcał się nad Theonem, rzucił psom na pożarcie swoją macochę i nowo narodzonego brata, wszyscy już zapomnieli o złotowłosym Joffreyu. Gdy ten zasiadał na tronie, kradł całą uwagę oraz rozniecał kryjące się w nas pokłady nienawiści. Za jego zwyrodnialstwo i okrucieństwo można oczywiście obwiniać rodziców. Nie pomagało to jednak znosić jego zachowania. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy, aż z jego ust zniknie ten parszywy uśmieszek i ktoś w końcu zetnie mu tę blond czuprynę wraz z całą głową. Zanim ten moment nastał, jedynym, co mogło łagodzić nasze bolące serce to wspomnienie chwili, gdy Tyrion, kierowany swoją wujowską miłością, prał tego skur… kowańca po py… szczku. Z każdym kolejnym odcinkiem powrót do tego momentu stawał się przyjemniejszy.

    Miejsce 9.

    „Ale z tego całego Starka uczciwy i porządny facet. Dobrze, że trafił do Królewskiej Przystani. Ktoś powinien ogarnąć całe to tałatajstwo” – pomyślały setki widzów, które nie miały w swoich rękach książek. Ned Stark był wzorem wszelkich cnót, dojrzałym księciem z bajki kierującym się honorem, hołdującym tradycjom, zawsze prawdomównym, oddanym, kochającym swoją rodzinę oraz ceniącym sobie ponad wszystko sprawiedliwość. Nawet jego największy grzech ostatecznie okazuje największym dowodem jego lojalności. Człowiek z niego kryształowo czysty i w każdej innej historii byłby niekwestionowanym głównym bohaterem. Wtem nadszedł dziewiąty odcinek pierwszego sezonu. Szok, niedowierzanie i pytania „ale jak to?”. Jego śmierć w świetny sposób pokazała okrutny sposób funkcjonowania martinowskiej rzeczywistości, gdzie dobro, prawda i honor nie zawsze wygrywają, a w konfrontacji z zepsutym, zdeprawowanym światem nie są żadną tarczą. Gra o Tron w końcu to żadna bajka.

    Miejsce 8.

    Westeros pełne jest niejednoznacznych bohaterów, których przeszłość pełna jest odcieni szarości. Bujają się oni na moralnej huśtawce, sprawiając, że nienawiść do nich przeradza się we współczucie, sympatię czy miłość. Chociaż w Grze o tron, jak w każdej podobnej historii, przeważnie dochodziło do klasycznych starć dobra ze złem, to czasem stawaliśmy przed dylematem, czy w popieraniu czyjejś racji kierować się miłością do bohatera, czy rozsądkiem. Gdy Stannis wraz ze swoją armią postanowił wpaść z wizytą do stolicy, wskazanie faworyta nie było łatwe. Z jednej strony mieliśmy prawowitego (przynajmniej teoretycznie) władcę pragnącego zdobyć tron (a przy okazji mógłby dać porządnego klapsa temu irytującemu blond niegodziwcowi). Po drugiej stronie stał natomiast Tyrion. Wykazał się on niezwykle przebiegłym umysłem oraz wypełniał powierzone zadania, by udowodnić swoją wartość i uratować własne życie. Stannis jednak wcale nie był taki fajny, a jak później się okazało, również był niezłym dupkiem. Natomiast Tyrion bronił zdeprawowanej, okrutnej, bezwzględnej i nieźle pokrzywionej rodziny królewskiej. Ostatecznie wygrał geniusz karła, który zmiótł flotę przeciwnika w wybuchu równie efektownym, jak w większości kinowych blockbusterów.

    Miejsce 7.

    W Westeros dość długo panował deficyt magii. Różdżki nie działały, smoki dawno wyginęły, Biali Wędrowcy w śnieżnej zawierusze… w zasadzie nikt nie wie, co robili. Gdy żadne zaklęcia nie pomagają w walce, jedynym, na co można liczyć, jest siła własnego ramienia, sprawność nadgarstka oraz wiara, że nikt nie wbije ci noża w plecy. Dlatego też nękające Siedem Królestw konflikty przyniosły wielu niesamowitych szermierzy i wojowników. Niektóre pojedynki wraz z ich dopracowaną choreografią zapierały dech w piersiach i śmiało można by poświęcić im osobną listę. Jeden z nich zapadał w pamięć ze względu na swój finał. Chwilami sami mieliśmy ochotę wyłupić sobie oczy, natomiast samo zakończenie było bolesne niczym pękająca czaszka. Starcie Oberyna z Gregorem wywoływało dreszcze od samego początku. Chodziło o życie poczciwego Tyriona, sama obecność chodzącej góry mięśni na arenie była niepokojąca, a i Czerwona Żmija dzięki swojej charyzmie wzbudził szybko ogromną sympatię. Dużo gadał, sporo skakał i tańczył, ale jednak nieźle poharatał Clegane’a… tyle że cóż z tego. Ci dobrzy przecież tak rzadko wygrywają.

    Miejsce 6.

    Przygotowanie wesela nie jest sprawą łatwą. Sen z powiek spędza lista gości, kolejność podawania potraw, dobór kwiatów i wszelkich ozdób oraz przede wszystkim wybór momentu, w którym zespół zagra The Rains of Castamere. Martin wyrządził swoim bohaterom wiele krzywdy. Ten brodaty nikczemnik bywa równie podły co jego własne najczarniejsze charaktery. Krwawe Gody to niewątpliwie jeden z najbardziej szokujących i emocjonalnych fragmentów całej Gry o Tron. Nawet przeczytanie tego wcześniej niewiele zmieni, bo w książce jest to równie precyzyjny, bezwzględny i niespodziewany cios. Rzeź zorganizowana przez Waldera Freya zasłużyła na miano najlepszej „nie, nie, nie. To nie możliwie. Nie, nie, nie. Nie!” sceny w całym serialu.

    Miejsce 5.

    Cersei Lannister nie należy do zbyt lubianych postaci z Gry o Tron. Lista jej negatywnych cech jest na tyle długa, że nawet Samwell Tarly miałby problem z ich skatalogowaniem. Co prawda gdzieś głęboko na dnie jej skutego lodem serca kryje się matczyna miłość, jednak niewiele to zmienia. Nieważne, co złego byśmy o niej powiedzieli, każda wymieniona cecha staje się jej atutem w walce o władzę. W świecie pełnym intryg, zdrad, niegodziwości i grania na kilka frontów jej bezwzględność i wyrachowanie sprawiają, że niezależnie od rozdania w jej rękach zawsze znajdą się asy. I chociaż trudno to przyznać, to ona jest faworytką do objęcia na stałe Żelaznego Tronu. Do pewnego momentu Cersei była cierpliwa, jednak każdy ma swoje granice. Gdy wszyscy wokół niej knują i spiskują, najłatwiej załatwić sprawę od ręki. Stal jest bronią mężczyzn, trucizna jest bronią kobiet, natomiast smoczy ogień jest bronią szalonych władców.

    Miejsce 4.

    Sceny batalistyczne w filmach są niczym spełniająca się dziecięca fantazja. Dwie rozpędzone armie zmierzają ku ostatecznemu rozstrzygnięciu, wiatr rozwiewa włosy, tętent koni miesza się z dźwiękiem zbroi, a wszystko rozgrywa się w zwolnionym tempie. Pole bitwy zamienia się w teatr odwagi, poświęcenia i honorowej walki. Zderzają się ze sobą ideały i wartości, każda śmierć jest bohaterska i tak dalej i tak dalej. Gdy naprzeciw siebie stanęło dwóch bękartów z Północy, mieliśmy okazję zobaczyć prawdziwe oblicze wojennych zmagań. Starcie pod Winterfell było brudne, chaotyczne, pełne rozpaczy, błota i krwi. Było to dzikie, surowe, naturalne i z całą pewnością pozbawione patosu. Nie tak w pieśniach i balladach wyglądają wielkie bitwy, tak wielkie bitwy wyglądają w rzeczywistości. A wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby tylko Rickon potrafił biegać zygzakami.

    Miejsce 3.

    Jak podają najstarsi maestrowie, Wieża Radości wzięła swoją nazwę od tego, jak wiele radości wydarzenia z nią związane sprawiły widzom. Poznaliśmy prawdziwe pochodzenie Jona Snowa, dowiedzieliśmy się, że Bran potrafi wpływać na wizje, które odwiedza, a największa plama na honorze Neda okazała się kolejnym dowodem jego prawości i oddania. Najbardziej widowiskowe była natomiast walka między sojusznikami Roberta a Królewskimi Gwardzistami. Umiejętności legendarnego ser Arthur Dayne’a zwanego Mieczem Poranku były tak niesamowite, że przez chwilę autentycznie martwiłem się, czy Ned Stark przeżyje to spotkanie.

    Miejsce 2.

    „Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”. Mądrość ta znana jest nie od dziś, nie dziwi więc, że i Jon Snow wziął ją sobie do serca. Tym bardziej że nie można tak po prostu wejść na ziemie rządzone przez Nocnego Króla. Misja złapania żywego trupa w krainie skutej lodem była niezwykła, dlatego też wymagała niezwykłej ekipy. Za Mur udała się prawdziwa śmietanka: Zmartwychwstały Jon, Ogar, Jorah „Udowodnię Daenarys Moją Miłość” Mormont, Tormund, Beric Donndarion, Thoros oraz Gendry, który od wiosłowania wyrobił sobie całkiem niezłe mięśnie. Tylko że nawet najlepsza kompania na niewiele się zda naprzeciw niezliczonej hordzie zombie. Na szczęście chłopakom z odsieczą przybyła Dany ze swoimi wiernymi smokami. Armia umarłych, drużyna dzielnych wojowników i ziejące ogniem bestie… takiego fantasy mi trzeba.

    Miejsce 1.

    I w końcu to się stało. Nadchodząca z północy armia żywych trupów nareszcie stanęła u bram królestwa ludzi. Nocny Król wraz ze swoją świtą nie zamierzał wcale grzecznie pukać. Bezczelny załatwił sobie własnego smoka i rozbił w pył jedyne zabezpieczenie przed maszerującą falą nieumarłych. Wszystkie spiski, intrygi, zdrady, skrytobójstwa i rodzinne zwady straciły właśnie na znaczeniu. Każda bitwa i wojna toczona między ludźmi okazała się nieważna, bo właśnie teraz rozbite Siedem Królestwa stanęło w obliczu całkowitej zagłady. Nocny Król niszczy Mur i nadciąga. Czy teraz walka o Żelazny Tron naprawdę będzie obchodziła kogoś innego niż Cersei?

    Dodaj komentarz

    avatar
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.