SIEĆ NERDHEIM:

Mądry jak cholera. Recenzja książki Mądry, że f*ck

Widok książek dotyczących rozwoju osobistego za każdym razem sprawia, że przeżywam wewnętrzny konflikt. Z jednej strony przed oczami staje mi wizja wydania ciężko zarobionych pieniędzy na serię bezsensownych komplementów typu „Masz w sobie tygrysa, którego musisz uwolnić” lub „Jesteś nieoszlifowanym diamentem”. Z drugiej strony pojawia się myśl, że może w tym konkretnym przypadku taka książka w istocie zaowocuje życiową zmianą na lepsze. Najnowsza pozycja wydawnictwa Insignis pozwoliła mi zweryfikować oba te założenia.

O twórczości Bishopa słyszałem już kilkukrotnie. Od znajomych i rodziny dochodziły pogłoski, że jego twórczość to coś nowego w temacie rozwoju osobistego i że warto się nią zainteresować. Na rynku pojawił się zarówno Skończ z tym sh*tem! ,jak i Unf*ck Yourself. Napraw się!, a ja wciąż nie mogłem przekonać się do zakupu. Dlatego też Mądry, że f*ck jest moim pierwszym podejściem nie tylko do metod Bishopa, ale także ogólnie do tego typu literatury.

Książkę w dużej mierze podzielić można na cztery odrębne sekcje, a także dodatkowe rozdziały na początku oraz końcu. Autor postanowił podjąć tematy miłości, utraty, strachu i sukcesu. W ramach każdej z części przedstawia błędne, jego zdaniem, zachowania ludzkie. Próbuje też wejść z czytelnikiem w polemikę, pokazując mu, że można do tych doświadczeń podejść lepiej i wyciągnąć jednocześnie wartościowe wnioski na przyszłość. Przesłaniem Bishopa, które niezależnie od rozdziału było zauważalne w trakcie całej lektury, jest rezygnacja z biernego nastawienia, w którym ulegamy innym osobom lub nawet własnym emocjom. Zamiast tego powinniśmy jak najczęściej brać sprawy we własne ręce i przyjmować na siebie wyłączną odpowiedzialność za nasze życie, a także wyciągać wnioski z popełnionych błędów.

Bishop jest autorem kontrowersyjnym. Z jego słów można wyczuć mocną pewność siebie i swojego zdania. Czytelnik w trakcie lektury wielokrotnie bywa prowokowany, a jego światopogląd poddawany jest częstym atakom. Książka jest napisana językiem prostym, wulgarnym, bezpośrednim. Szukając informacji na temat autora, zauważyłem wiele opinii, że nie jest to wyłącznie radosna twórczość tłumacza, a próba odwzorowania obcojęzycznego slangu w naszym rodzimym języku. Jednym taka forma lektury może się spodobać, a drugich może wręcz skutecznie odrzucić. Przyznam, że pod tym kątem mam mieszane uczucia. Sposób komunikacji w istocie pozwala szybciej wziąć do siebie aktualnie czytane słowa i zacząć je rozważać. Niektóre zwroty przypominały mi jednak internetowy czat gimnazjalistów. Pojawiły się nawet popularne niegdyś skróty powstałe z usunięcia ze słowa samogłosek. Nie wiem, czy ktoś wypowiada się w ten sposób w trakcie rozmowy z drugą osobą, ale na pewno nie oczekiwałbym takiego poziomu komunikacji z profesjonalnym trenerem personalnym.

Najlepsza nawet forma nie zdałaby jednak egzaminu bez odpowiedniej treści. Przyznam, że metoda oparta na prowokacji rzeczywiście działa. Przykłady podsunięte przez Bishopa bardzo łatwo skonfrontować z mniej lub bardziej dawnymi doświadczeniami, zaś wszelkie porady potrafią przesunąć czytelnika bliżej krańca strefy komfortu. Autor zachęca do lektury opartej na przemyśleniach. Wielokrotnie zaznacza, że książki nie należy czytać od deski do deski, a zamiast tego odłożyć ją co jakiś czas, a następnie pobyć chwilę ze swoimi myślami. Nie potrafię powiedzieć, że gdy dotarłem do ostatniej strony, to moje życie uległo drastycznej zmianie. Jednak parę zagadnień sprowokowało proces myślowy na życiowe tematy, a to można już przypisać Bishopowi za sukces.

Nim przejdę do podsumowania, chciałbym jednak wyrzucić z siebie jedno przemyślenie, które dręczyło mnie od momentu rozpakowania paczki dostarczonej przez kuriera. Mądry, że f*ck stało się moim liderem pod kątem najbardziej bezsensownych tytułów, jakie można było nadać książce. Nie wiem, czy było to spowodowane chęcią stworzenia wizualnego połączenia z poprzednimi pozycjami autora czy też potrzebą ominięcia cenzury poprzez brak tłumaczenia słów wulgarnych (pozycja w oryginale nosi nazwę Wise as f*ck).Niezmiennym pozostaje jednak fakt, że gdy pierwszy raz usłyszałem o tej książce, moją jedyną reakcją było pełne rozbawienia prychnięcie.

Mądry, że f*ck jest tworem, z którym dotychczas nie miałem do czynienia. Lektura tekstu tego typu była dla mnie doświadczeniem nietypowym i chcę do tej recenzji podejść w sposób równie niecodzienny. Dlatego też zrezygnowałem z wystawienia oceny w skali liczbowej. Bishop w swojej książce nieustannie prowokuje czytelnika, próbuje wyprowadzić go ze strefy komfortu i zmotywować do zmiany perspektywy oraz do wzięcia życia we własne ręce. Pozytywna lub negatywna nota mogłaby fałszywie sugerować szansę na sukces osiągnięcia wewnętrznej przemiany. Moim zdaniem jednak jest to kwestia całkowicie indywidualna i niemożliwe jest przygotowanie pozycji uniwersalnej, która zadziała na każdego człowieka. Mój światopogląd po lekturze nie runął, lecz z pewnością wielokrotnie zostałem zachęcony do różnych przemyśleń, a już to uważam za sukces. Każdy, do którego przemawia forma komunikacji zaproponowana przez autora, musi niestety samodzielnie zmierzyć się z książką i wyrobić sobie o niej zdanie.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Mądry, że f*ck. Proste prawdy, które przeprowadzą cię przez życiowe g*wnoburze
Tytuł oryginalny: Wise as f*ck. Simple Truths to Guide You Through the Sh*tsorms of Life
Wydawnictwo: Insignis
Autor: Gary John Bishop
Tłumaczenie: Olga Siara
Gatunek: Rozwój osobisty
Data premiery: 29.09.2021
Liczba stron: 248
ISBN: 978-83-66873-14-8

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.