SIEĆ NERDHEIM:

Zagadki w myślach kobiety. Recenzja książki Dziedziczka morza i ognia

Okładka przygód Readerle

Dziedziczka Morza i Ognia to drugi tom trylogii Mistrz Zagadek. Ta książka przedstawia sobą wyraźny skok jakościowy na wielu płaszczyznach w stosunku do pierwszej odsłony cyklu, co może tylko cieszyć i sprawia, że czyta się ją z dużą przyjemnością i zainteresowaniem.

Na skutek wydarzeń opisanych w Mistrzu Zagadek z Hed w Dziedziczce… mamy zmianę perspektywy na kobiecą i patrzymy na wydarzenia oczyma Raederle, wyruszającej na poszukiwania Morgona. Z racji tego, że bohaterka nie ma doświadczenia w rozwiązywaniu zagadek czy lokalizowaniu kogokolwiek, zaistniała sytuacja, gdzie z góry narzuconych jest wiele niewiadomych (gdzie się podział sam mistrz, dlaczego tak długo jest nieosiągalny, jak w ogóle zabrać się do poszukiwań itd.), co nadaje całej powieści aurę pewnej tajemniczości. To z kolei wpływa na jej atrakcyjność, bo fabuła staje się nieprzewidywalna. A to jest najlepsza rzecz, jaka może się przytrafić odbiorcom.

Sceneria nie zmienia się ani na jotę. Wszystko dzieje się w tym samym świecie, nie ma momentu transferu do alternatywnego wymiaru czy innych zmian perspektywy. Nie poznajemy też zbyt wielu nowych miejsc, ale to nie przeszkadza. Najgorsze jest to, że dalej nie został naprawiony jeden z głównych błędów trawiących pierwszy tomik, a mianowicie brak układu odniesienia, jaki zapewnia mapa. Ciągle błądzimy w różnych kierunkach i szybko tracimy orientację, gdzie się co znajduje. Oczywiście, że można znaleźć w Internecie mapę zrobioną przez fanów, tylko dlaczego to musi się odbywać w ten sposób? Nadal mamy do czynienia ze światem pięknym, pełnym magii, nie ma w nim za wiele istot pozaziemskich. Wszystko to przybliża nas wyraźnie do trochę sielankowego obrazu z górami, polami, lasami i jeziorem uzupełniającym idealny pejzaż. Oczywiście cały ten krajobraz zostaje zaburzony na skutek wydarzeń fabularnych.

Historia, jak już napisałem, porywa nas jeszcze skuteczniej niż poprzednia. Poszukiwania protagonisty z pierwszego tomu, a także odkrywanie kim tak naprawdę jest główna bohaterka tej odsłony cyklu (co stanowi główną oś fabularną) potrafi wciągnąć czytelnika. Obserwujemy rozwój Raederle i to, jak akceptuje swoją tożsamość, funkcję społeczną, jeśli można to tak określić, a także swoje pochodzenie. I jest to rzeczywiście niebanalne dziedzictwo. Generalnie historia jest solidna i trzyma się kupy. Nie osiąga może wybitnego poziomu, ale jej atrakcyjność nie wynika stricte z akcji. Główna wartość Dziedziczki… i całego cyklu tkwi w czymś innym – w wiadomościach i przesłaniu, jakie niesie ta trylogia, bo dzieło Patricii nie jest czysto rozrywkową lekturą.

Stylistycznie powieść jest wręcz identyczna. Podczas lektury wciąż utrzymuje się wrażenie archaiczności językowej, co stanowi o jej uroku. W książce występuje dużo pojęć związanych ze świadomością i jej stanami, z abstrakcją, z filozofią. To nadaje jej charakteru, który wymaga analizy tego, co czytamy. Nie da się przez nią lecieć bezmyślnie, przewracając kolejne strony. Nie powiem, żeby mnie to zrażało. Lubię powieści z ambicją na coś więcej niż czytadło do poduszki.

Bohaterowie poboczni tym razem wyraźniej zaznaczają swoją obecność. Przypadła mi zwłaszcza do gustu pewna Lyra oraz jej córka, które razem dostają jedną z głównych drugoplanowych ról. Kim dokładnie są i co to za rola, to już zostawiam wam do odkrycia. Na szczęście pojawienie się obu pań to nie tylko krótki epizod, co cieszy. Wartych zapamiętania postaci jest więcej niż tych, które wymieniłem, co już stanowi lepszy wynik niż jedna tylko postać z pierwszej części.

Za sprawą głównej bohaterki poznajemy trochę inny wymiar magii, można powiedzieć bardziej tradycyjny niż ten z Mistrza Zagadek z Hed, gdzie też co prawda był obecny, ale w niewielkim stopniu i przez to został zepchnięty na bok. Tutaj rzucanie czarów przez ukochaną Morgona wysuwa się na pierwszy plan, co odsłania nowe aspekty tego elementu świata, jeszcze bardziej go urozmaicając i zaciekawiając w ten sposób czytelnika.

Kończąc recenzowanie powieści, mogę śmiało ją polecić tym, którym spodobał się tom pierwszy. Jest ona bezpośrednią kontynuacją wydarzeń, w związku z tym konieczna staje się lektura poprzedniej części. Drugi tom stanowi przede wszystkim stanowi krok jakościowy naprzód, zwłaszcza w najważniejszym w gruncie rzeczy aspekcie, czyli warstwie fabularnej. Zmiana perspektywy na kobiecą też wychodzi autorce na dobre, staje się przez to bardziej wiarygodna. Widać, że jej też bardziej to odpowiada. Główną siłą zostają jednak styl i klimat powieści, które się nie zmieniły i jeśli odpowiadały wam wcześniej, to nie ma najmniejszego powodu, aby do nich nie wrócić. Nadal męczą te wskazania miejsc kierunkami i odległości bez mapy, ale to jest do przełknięcia. Mnie to wszystko spodobało się na tyle, że po skończeniu Dziedziczki Morza i Ognia sięgnąłem od razu po tom trzeci zatytułowany Harfista na wietrze. I na szczęście spełnia on oczekiwania, jakie się stawia wobec zamknięcia cyklu, ale o szczegółach opowiem już w osobnym tekście.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Dziedziczka morza i ognia
Tytuł oryginalny: Heir of Sea and Fire
Wydawnictwo: Mag
Autorka: Patricia A.McKillip
Tłumaczenie: Jacek Manicki
Gatunek: filozoficzna, staroszkolna fantasy
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-8796-841-0
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.
Dziedziczka Morza i Ognia to drugi tom trylogii Mistrz Zagadek. Ta książka przedstawia sobą wyraźny skok jakościowy na wielu płaszczyznach w stosunku do pierwszej odsłony cyklu, co może tylko cieszyć i sprawia, że czyta się ją z dużą przyjemnością i zainteresowaniem.Na skutek wydarzeń opisanych...Zagadki w myślach kobiety. Recenzja książki Dziedziczka morza i ognia
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki