SIEĆ NERDHEIM:

Ten obcy, ale tym razem z kosmosu. Recenzja książki Człowiek, który spadł na Ziemię Waltera Tevisa

Oblicze geniusza Thomasa Newtona

Człowiek, który spadł na Ziemię to kolejna klasyka science fiction (druga po Przedrzeźniaczu) napisana przez Waltera Tevisa. Tym razem serwuje on historię o humanoidalnym kosmicie, Thomasie Newtonie, który przybywa na Ziemię po wodę, gdyż zasoby tego jakże cennego surowca na jego ojczystej planecie raptownie się skurczyły. Przybysz należy do rasy Anteańczyków. Cywilizacja ta jest o wiele bardziej zaawansowana od naszej, jej przedstawiciele są też bardziej inteligentni. Spostrzeżenia na temat naszego gatunku są boleśnie prawdziwe i intrygują od pierwszej tezy. Tevis, z perspektywy głównego bohatera, pokazuje nam kondycję ludzkości i nie boi się surowej oceny oraz nienapawających optymizmem wizji.

Celem Newtona po lądowaniu staje się zbudowanie statku kosmicznego, który byłby w stanie przenieść jego współbraci na Ziemię. Jego planeta po wyniszczających wojnach nie nadaje się do życia, a Ziemia na razie ma wystarczająco dużo zasobów, by utrzymać dodatkowe kilkaset istot. Zaczyna sprzedawać patenty na nowe rozwiązania technologiczne w różnych dziedzinach życia. Staje się w ten sposób mózgiem technicznego konglomeratu, cały czas przy tym utrzymując, że jest zwykłym człowiekiem. Obserwując wiadomości i toczącą się cały czas zimną wojnę, zauważa, że ludzie zmierzają podobną drogą jak Anteańczycy. Jak długo będzie w stanie utrzymać swoją prawdziwą tożsamość w tajemnicy? I co się stanie, gdy wyjdzie ona na jaw? I co z jego misją? Tego trzeba się dowiedzieć samemu.

Człowiek, który spadł na Ziemię to moje drugie spotkanie z Tevisem i kolejne, gdzie autor rysuje ponurą wizję przyszłości. Politycy nadużywają władzy do realizacji własnych, powodowanych chciwością zachcianek. Mają oni czelność mówić o sukcesach i dobrobycie przeciętnego Amerykanina, który przez powszechny, bezmyślny konsumpcjonizm i wieczny wyścig szczurów utracił radość życia.

Całość tej wizji jest przedstawiona przez pryzmat stanu Kentucky. Nie ma w tym miejscu nic wyjątkowego, nic, co przyciągałoby w jakiś sposób uwagę. Można wręcz odnieść wrażenie, że autor po prostu potrzebował jakiejkolwiek lokacji, gdzie odbywałaby się akcja książki, zakręcił globusem i padło na ten konkretny stan. Ot, miasta, ulice, drogi i tak dalej.

Stylistycznie – jak można się spodziewać – z kart powieści wybrzmiewa ten pesymizm praktycznie na każdej stronie. Autor często przywołuje Upadek Ikara Bruegla (którego miałem notabene niewątpliwą przyjemność oglądać w Brukseli) w nawiązaniu do postaci Newtona, który pomimo tego, że jest bezpośrednią przyczyną największego postępu technologicznego na Ziemi w ciągu ostatnich kilku wieków, przemija praktycznie niezauważony przez nikogo. Poza tym Tevis nie stosuje przesadnie wyszukanych środków stylistycznych, których znaczenie trzeba by rozszyfrowywać. Wszystko jest napisane językiem trafiającym do przeciętnego odbiorcy.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to oczywiście uwaga czytelnika skupia się na dramacie Newtona. Nie sposób uciec od jego historii i właściwie to nie ma powodu, by śledzić cokolwiek innego. Przeżywałem jego osobiste rozterki, próby przyśpieszenia realizacji celu swojej karkołomnej wyprawy. Wstyd mi było za nas, jako ludzkość, ponieważ i on, i to, co nam oferuje, jest traktowane w zupełnie pozbawiony szacunku sposób i widziałem w tym bolesną prawdę. Oprócz obcego w książce jest także Betty Jo, która zakochuje się w naszym protagoniście i pokazuje mu uroki życia na Ziemi. Poznałem także Nathana Bryce’a, naukowca wyraźnie zmotywowanego przez zaraźliwą wręcz ciekawość. Jest ewidentnie zafascynowany rozwiązaniami, na które wpada Antaeńczyk, i chce mieć jak najwięcej do czynienia z geniuszem.

Zakończenie książki pasuje do jej ogólnego wydźwięku i jest właściwie jedynym możliwym epilogiem tej historii. Tevis w żadnym momencie nie oszczędza czytelnika, więc nie widzę powodu, dla którego tutaj miałoby się to zmienić. Nie jest to powieść dla tych, co szukają lekkiej, przyjemnej lektury na wieczór. W żadnym wypadku.

Człowiek, który spadł na Ziemię, to opowieść o kondycji ludzkości w trakcie trwania zimnej wojny. Pokazuje nasze rozliczne wady i nieliczne zalety, które nieudolnie je zakrywają. Autor nie wystawia nam – dominującym na Ziemi istotom – wysokiej oceny, ale gdy wziąć pod uwagę ogólny wydźwięk jego twórczości, trudno się dziwić, że wyciągnął taki wniosek. Tevis po raz kolejny cynicznie uwypukla naszą naturę, snując wizje, które nawet sześćdziesiąt lat po napisaniu wydają się bliskie prawdy. W losie Newtona da się nie zauważyć alegorii do innych odrzuconych jednostek, które nie znalazły dla siebie miejsca w społeczeństwie. Osobiście gorąco polecam tę książkę. Jest to kolejny Artefakt, który pokazuje, że Mag umie wybierać książki do swoich serii. To prawdziwy klejnot science fiction.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł oryginalny: The Man Who Fell to Earth
Tytuł polski: Człowiek, który spadł na Ziemię
Wydawnictwo: MAG
Autor: Walter Tevis
Gatunek: science – fiction
Liczba stron: 181
ISBN: 978-83-7480-683-1

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.
spot_img
Człowiek, który spadł na Ziemię to kolejna klasyka science fiction (druga po Przedrzeźniaczu) napisana przez Waltera Tevisa. Tym razem serwuje on historię o humanoidalnym kosmicie, Thomasie Newtonie, który przybywa na Ziemię po wodę, gdyż zasoby tego jakże cennego surowca na jego ojczystej planecie raptownie...Ten obcy, ale tym razem z kosmosu. Recenzja książki Człowiek, który spadł na Ziemię Waltera Tevisa
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki