• BIBLIOTEKA
Więcej

    Hajda na zombich! Recenzja książki Ale z naszymi umarłymi

    Jacek Dehnel napisał swoją pierwszą książkę o zombie! Podbija kolejny gatunek po brawurowym zajęciu się kryminałem w serii Szymiczkowej (tworzonej z mężem). Z mojego punktu widzenia wydarzyło się to dość nagle i bez zapowiedzi, więc podeszłam do Ale z naszymi umarłymi z dużym entuzjazmem (fanka Dehnela) i bez sprecyzowanych oczekiwań (nie czyta gazet).

    Powieść zaczyna się z przytupem i ciężko: motto z Marii Janion (tytułowe), potem Słowacki i Rymkiewicz. Romantyzm w natarciu, bardzo aktualny, bo jak kiedyś wspomniał Kaczmarski – w Polsce ta epoka trwała co najmniej do 1989. A może wciąż w niej jesteśmy. W każdym razie potem jest nieco lżej – jeśli baliście się, że przyjdzie wam czytać coś wierszem, pełnego dramatycznych tonów i metafor odwołujących się do Dziadów – spieszę sprostować. Ton Ale jest bardzo podobny do stylu Szymiczkowej, minus stylizacja na język historyczny. Pod tym względem Dehnel nie pokazuje niczego nowego, co trochę mnie rozczarowało. Liczyłam na więcej elastyczności i zmian tonacji, może nawet na wyraźniejsze elementy typowe dla powieści grozy.

    Ale z naszymi umarłymi dzieje się we współczesnym Krakowie, a szerzej w Polsce pierwszej połowy XXI wieku. Głównymi bohaterami są mieszkańcy pewnej kamienicy: Tomek i Kuba (główne postacie, para), pani Lola z mężem, pan Włodek, właściciele budynku Tanningowie, nienawidząca gejów Kamila oraz uwielbiająca dwóch konkretnych Elżunia, przyjaciółka domu. Skoro to postapo, możecie się z góry spodziewać, że ta barwna i niekoniecznie bezkonfliktowa zbieranina będzie musiała w pewnym momencie zebrać się w drużynę, równie nieforemną jak w Zombieland. Inaczej niż w większości historii o nieumarłych, tym razem apokalipsa nadejdzie powoli i statecznym krokiem, więc przez znaczną część książki śledzimy codzienne życie bohaterów okraszane coraz dziwniejszymi wiadomościami oraz… zombie propagandą.

    Małopolskie cmentarzyki, głównie wiejskie, stają się ofiarami wandalizmu: ktoś rozbija płyty nagrobne. Niestety, od środka. Z Wiadomości na Fakty pojawia się coraz więcej faktów i zdjęć obszarpanych, szarawych obywateli, mocno nieprzytomnych, ale chodzących. Najpierw wstają zwykli ludzie, ale stopniowo dołączają postacie rozpoznawalne z twarzy i ważne – WIELCY POLACY. A skoro tak, rusza machina propagandy i tłumaczenia sobie, Europie i światu, że nasza tradycja jest wspaniała, bo nieumarła. Zombie okazują się czysto polskim fenomenem, co zwiększa polityczne zadufanie i nabija ruch w turystyce. Początkowo powstańcy („powróceni”, „antenaci”) są apatyczni, zajmują się łażeniem, zbieraniem w grupy i chadzaniem na Wawel. Grzaniem się w słońcu. Stopniowo zaczynają jednak organizować pospolite ruszenia i dzikie gony. No i gryzą obcokrajowców.

    Pogryzieni cudzoziemcy zmieniają się bardziej niż w The Walking Dead. Stają się Polakami! Tu objawia się cały koncept i dowcip Ale z naszymi umarłymi. Epidemia zombie to prosta i czytelna metafora zwrotu w kierunku tradycji i patriotyzmu pojmowanych jako związki krwi i ziemi. Wizja Dehnela nie ma poetyckości Wiecznego Grunwaldu Twardocha. Nie jest aż tak porywająca i obezwładniająca, za to pozwala na gorzki śmiech i refleksję. Łączy satyrę na media i politykę z ideą horroru jako gatunku zaangażowanego społecznie. Bo wiecie, najgorsze potwory to te, które sami stwarzamy…

    Czytanie Dehnela uświadamia nam, że powieść o zombie to naturalna konsekwencja romantyzmu z jego Dziadami i rzeszami zjaw. Nieumarli wpisują się koncertowo w nasze narodowe mity, w estetykę ekshumacji wyklętych, mogiłki ułanów pod lasem, bohaterów zwalających sobie reduty i inne budynki na głowy w celu powstrzymania wroga. Łatwiej za ojczyznę umierać, niż żyć. Dehnel trochę się z tej postawy śmieje, ale ostatecznie nie udało mu się zaproponować innego rozwiązania. W Ale z naszymi umarłymi kardio nikogo nie ocali…

    Podsumowując: „Rzecki umiera weteranem, Wokulski znika pod ruiną”.

    Zdjęcie ze strony Wydawnictwa Literackiego

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Ale z naszymi umarłymi
    Data premiery: 2019
    Autor: Jacek Dehnel
    Wydawca: Wydawnictwo Literackie
    Typ: powieść
    Gatunek: postapo, horror, obyczajowa

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + granie spuścizną romantyzmu
    + ciekawy, żywy język
    + świetny koncept
    + zabawa powieścią gatunkową

    Miusy:
    - stylizacja językowa może trochę męczyć (bo raczej się nie zmienia)
    - sporo przewidywalnych rozwiązań
    - momentami prosta metaforyczność (kiedy chodzi o media czy politykę)

    Dodaj komentarz

    avatar
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoskahttp://arytmia.eu/
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).