SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Bogowie są szaleni. Recenzja komiksu The Wicked + The Divine Tom 1: Faustowska zagrywka

    TWTD - barwna okładka
    TWTD – barwna okładka

    Jak wyglądałby świat, gdyby bogowie chodzili pomiędzy śmiertelnikami? Jak nadnaturalne zdolności cudownych istot wpływałyby na losy mieszkańców Ziemi? Konfrontacji z tymi pytaniami podjął się Kieron Gillen, tworząc oryginalne i pełne tajemnic uniwersum.

    Od niepamiętnych lat ludzkość starała się zrozumieć naturę, tworząc przy tym fantastyczne historie i mity. Wszystkie, bez względu na szerokość geograficzną, na której powstały, łączy jedna cecha: siły wyższe. Według wierzeń boskie panteony towarzyszące Aztekom, Egipcjanom i innym starożytnym cywilizacjom, w tym europejskim, odpowiedzialne były nie tylko za żyzność gleb czy opady deszczu, lecz wpływały również na wyniki wojen czy miłosne podboje. Każde zdarzenie, bez względu na to, czy miało wydźwięk pozytywny, czy wręcz odwrotny, musiało mieć swoje źródło w boskiej ingerencji. Brytyjski scenarzysta w swojej bestsellerowej serii przywraca do życia zapomniane bóstwa i umieszcza w XXI wieku. Jak to się może skończyć? O tym za chwilę.

    The Wicked + The Divine już od pierwszych plansz stawia przed czytelnikiem znak zapytania. W pewnym domu, przy okrągłym stole, zasiada kilka postaci. Jedna z nich, przyodziana w maskę i odgrywająca rolę przywódcy grupy, prowadzi krótkie spotkanie, po czym wychodzi z budynku. Pozostali uczestnicy zebrania, po krótkim odliczaniu, pstrykają palcami i eksplodują wraz z całym domem. Bez żadnych wyjaśnień. Bez żadnego ostrzeżenia. Po prostu wyparowują i tyle. Po co i w jakim celu? Na razie żadnych odpowiedzi.

    TWTD - przykładowy kadr
    TWTD – przykładowy kadr

    Po tym wydarzeniu Gillen przenosi nas w bardziej rozrywkowe miejsce, jakim jest koncert Amaterasu – bogini znanej w przeszłości w Kraju Kwitnącej Wiśni. Główna bohaterka historii – Laura, marzy, aby znaleźć się jak najbliżej swojej idolki i zwrócić na siebie jej uwagę. W tym celu przyodziewa różową perukę, nakłada na twarz wyzywający makijaż i zakłada suknię godną greckiej kapłanki. Jeśli słyszeliście o mdlejących fankach na koncertach The Beatles czy spazmatycznych krzykach kobiet podczas występów Elvisa, to teraz uraczycie zupełnie innych doznań. Podczas występu Amaterasu każdy z uczestników imprezy przeżywa prawdziwe orgazmy. Boska moc przenika ciało i duszę do tego stopnia, że traci się przytomność. „Błogosławieństwo” bogini nie omija i Laury, która nagle budzi się na karimacie w towarzystwie Lucyfera, zaliczanego do bóstw tamtejszego panteonu. Od tego momentu życie kobiety nie będzie już takie samo.

    Faustowska zagrywka w żadnym stopniu nie wyjaśnia nam pochodzenia bóstw i ich misji na Ziemi. Otrzymujemy za to informację, że nadludzkie istoty są nieśmiertelne, lecz ich żywot wśród ludzi kończy się po 2 latach. Wtedy też powracają do swych światów, by ponownie nawiedzić ludzkość po upływie 90 lat. I tak w kółko. Gdy przyjmują człowieczą postać, stają się gwiazdami w świecie rozrywki. Muzyka, wszechobecny seks i ciągłe imprezy. Poza tym są pewne zasady, do których bóstwa muszą się stosować. W żadnym stopniu nie mogą zabijać czy ranić ludzi. Reguła tyczy się również możliwości uzdrawiania. A śmierć boga? Zabić nieśmiertelnego może tylko ktoś z panteonu. Jeśli chodzi o samą fabułę, nie otrzymujemy zbyt wielu odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Znając życie, Gillen będzie stopniowo wprowadzać czytelnika do swojego świata, by potem niczym Morfeusz z Matrixa zafundować nam prawdziwy mindfuck. Nie mogę się doczekać lektury kolejnych części, gdyż odczuwam ogromny niedosyt. Uśmiech na twarzy wywołuje za to różnorodność bogów. Autor nie ogranicza się do jednego panteonu, lecz dokonuje prawdziwego miksu, czerpiąc z mitologii nordyckiej, babilońskiej czy egipskiej. Nie brakuje też aluzji do chrześcijaństwa. Jeśli chodzi o wygląd samych bóstw, widać luźne nawiązania do prawdziwych gwiazd muzyki. Lucyfer to wierne odwzorowanie Davida Bowiego, Sachmet jest łudząco podobna do Rihanny, a Baal… Mezopotamski bóg przypomina jedną z wielu podobnych do siebie gwiazd rapu. Wyjątek stanowi Ananke, przedstawiana jako starsza kobieta w masce.

    TWTD - dobrze jest się czasem wczuć klimat (dosłownie)
    TWTD – dobrze jest się czasem wczuć klimat (dosłownie)

    W kwestii wizualnej TWTD niczym nie wyróżnia się od innych pozycji komiksowych dostępnych na rynku. Paleta barwa zastosowana podczas wypełniania plansz jest kalką marvelowskich pozycji. Mimo to znajdzie się kilka kadrów, które można oprawić i powiesić na ścianie.

    Wrażenia? Po pierwszym tomie czuję lekkie rozczarowanie. Nie wyjaśniono, w jakim celu nieśmiertelni zstępują na Ziemię. Nie przedstawiono też pozostałych bogów, lecz sądzę, że nastąpi to w kolejnych tomach. Denerwują mnie również liczne nawiązania do spraw seksu. Co jakiś czas pojawiąją się informacje kto z kim spał albo dopiero zamierza. Tak jakby seks stanowił jedyny sens krótkiego życia nieśmiertelnych. 

    Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: The Wicked + The Divine Tom 1: Faustowska zagrywka
    Wydawnictwo: Mucha Comics
    Scanariusz: Kieron Gillen
    Rysunki: Jamie McKelvie
    Tłumaczenie: Piotr Czarnota
    Data premiery: 31.10.2017
    Liczba stron: 164

    INFORMACJA

    Na nerdheimie znajdziecie również recenzję oryginalnego wydania przygotowaną przez Fushikomę:

    https://nerdheim.pl/post/recenzja-komiksu-the-wicked-divine-volume-1/

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + ciekawe uniwersum
    + przedstawienie postaci
    + niezły cliffhanger
    + jakość wydania

    Minusy:
    - dużo niedomówień
    - momentami infantylne
    - czasem małostkowe

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x