SIEĆ NERDHEIM:

Piekielny recydywista. Recenzja komiksu Pawełek Pinokio

Gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie? Taa, nudy...
Gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie? Taa, nudy…

Wielce sobie cenię autorów, którzy w zgrabny, naznaczony osobistym tonem sposób przypominają czytelniczej społeczności, że nie ma co się wypinać na wielowiekowe zasoby kultury. Nie ma co omijać muzeów i bibliotek, bo to nie żadne getta dla intelektualnych snobów i poidełka dla niebieskich ptaków. Bo to piętra inspiracji i schody pokory. A wyrazy tak ufundowanego szacunku nie muszą składać się w sterylne niebiańskie pienia – mogą znaleźć wyraz w iście diabelskich refrenach, czego dowód daje Lucas Varela w Pawełku Pinokiu.

Wersja życiorysu Pinokia w wykonaniu Brazylijczyka rysuje się diametralnie inaczej niż ta pozostawiona przez Carla Collodiego. Właściwie to nie tyle życiorys, co śmierciorys, bo skupia się na owym nieuchronnym momencie kary za krętactwa, łgarstwa i szachrajstwa, które obciążają sumienie kłamczuszkowatego pajaca. Chwila moment, jakie sumienie?

Varela, umożliwiając nam wgląd w nieznane, szokujące fakty z życia sympatycznej, jak się zdawać mogło, marionetki, pozwala stwierdzić: ten długonosy kanciarz nie ma sumienia. Nie ma dla niego świętości, więc oczywiste jest, że gdy z krzesła elektrycznego trafia przed tron Stwórcy, ten oddelegowuje go do wszystkich diabłów. Tam jednak Pawełek udowadnia, iż z powagi władz piekielnych równie niewiele sobie robi, bowiem zamiast poddawać się rutynowym mękom, obmyśla plan ucieczki. I nie traktujcie tego jako spoiler, gdy powiem od razu, że mu się to udaje – w dodatku nie raz. Bo celem Pawełka, cynika, mąciwody i hedonisty, jest nie tyle uniknięcie wiecznego cierpienia, co wiecznej nudy, a że zażegnywanie jej za pomocą prostych ziemskich przyjemności ludzie uparcie tytułują grzechem, zbrodnią i porubstwem, nasz bohater po kolejnych wykonanych na nim wyrokach śmierci ląduje pośród znajomego krajobrazu, by znów pobawić się w berka z funkcjonariuszami porządku piekielnego i tak w koło… Nie ma mowy o jakiejkolwiek przemianie, a już na pewno nie w niewinne chłopię.

Zanurzył się w plugawych odmętach grzechu...
Zanurzył się w plugawych odmętach grzechu…

Kto pierwszy znudzi się tą gonitwą? Na szczęście nie czytelnik. Wiadomo, że drogi ucieczki muszą być różne, a w ich obmyślaniu i realizowaniu Pawełkowi służą zarówno jego cwaniactwo, perfidia oraz zmysł improwizacji, jak i przypadek. Przez cały czas nie traci przy tym doskonale chłodnej, opanowanej postawy (za)światowca, co to w niejednym kotle już siedział i w niejedne sprawy nos skutecznie wtykał, dlatego nie da się byle cerberowi zastraszyć jak ten panikarz Dante, którego spotyka podczas jednej z prób ucieczki.

Tak przywołany średniowieczny poeta nie spełnia w scenariuszu Vareli wyłącznie dowcipnej roli. Pojawia się zresztą we wstępie komiksu (i to w kadrze, który pastiszuje jedną z ilustracji Gustave’a Dorégo do Boskiej komedii), stanowiącym rodzaj wywiadu środowiskowego pośród mieszkańców piekła celem zdefiniowania istoty bólu (charakter odpowiedzi wykracza poza zdolności pojęciowe ankietowanych w Familiadzie). Obecność Dantego to właśnie ów dowód, o jakim pisałem na początku tej recenzji – świadomości tradycji, która ukształtowała najsłynniejszy wizerunek piekła w naszej kulturze. I choć tutaj towarzyszy jej humorystyczna oprawa, to Varela przypomina zasługi historycznych badaczy inferna – Alighieriego, Blake’a, Boscha.

Wnet i tak zginiemy w zupie...
Wnet i tak zginiemy w zupie…

Oczywiście znajdziecie większą rozmaitość easter eggów – od Casanovy do Cthulhu – wariacje baśniowych motywów, odpowiednie komentarze na temat historii kościoła, aluzje seksualne, reklamę uniwersalnej „Mikstury Lamentacyjnej”, a to wszystko złączone raz kloacznym, raz brytyjskim humorem (scena z cerberem jakby podsłuchana w Monty Pythonowskiej klinice kłótni; uznanie – zresztą po całości – dla tłumacza!), z zachowaniem pewnych podobieństw do oryginału (no co? Jest połknięcie przez rekina!).

Ale najgęstszym, najbardziej wytrzymałym spoiwem całości, którą tworzą luźno powiązane motywem ucieczki z piekła epizody, są rysunki. I w nich, podobnie jak w narracji, stylizacyjne tropy (ach, ten średniowieczny drzeworyt z protokomiksową wstęgą!) przenikają do cartoonowego stylu w typie Maxa Fleischera. Gdy patrzę na okładkę i pewne sekwencje kadrów, to niemal widzę, jak to kłębowisko czerwi i pozostałych poczwar zaczyna się miękko i sprężyście poruszać, jak właśnie w animacjach z Betty Boop (szczególnie w Red Hot Mamma; wiadomo – też piekło!), a sam Pawełek staje się wówczas skwaszoną i arogancką wersją Klauna Ko-Ko, tyle że nie w czarno-białym, a szaro-czerwonym świecie. Te dwie barwy, rozcieńczone do „prasowych” odcieni, wraz z wyraźnymi rastrami i kolorem papieru dają efekt starego komiksu gazetowego, co z marszu mnie ujęło. Kolejny sygnalizowany poziom konkretnej tradycji i rozochoconej zabawy.

Herbatki na uspokojenie?
Herbatki na uspokojenie?

Ilość tej ostatniej można uczciwie mierzyć w beczkach śmiechu (choć bądźcie gotowi na mocno octowy posmak tej winy, tfu, tego wina) – taki podtytuł nosi zresztą moja ulubiona część „miscellaneów” (i takie właśnie detale słowne pomagają docenić koncepcyjne zaangażowanie autora) uzupełniających przygody Pawełka o dwie krótkie historie i kilka stripów, które można potraktować jako wypis z listy wredności, jakimi pajac zapracował sobie na niekończący się powrót do Otchłani. Może Varela – archiwista tych wielkich z niej ucieczek – ma gdzieś jeszcze jakieś nieodtajnione relacje? Diablo bym się ucieszył!

Wydawnictwu Mandioca piekielnie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Pawełek Pinokio
Wydawnictwo: Mandioca
Scenariusz i rysunki: Lucas Varela
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Typ: komiks
Gatunek: parodia/humor
Data premiery: 30.09.2021
Liczba stron: 96
ISBN: 9788396023445

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.