SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Gertrude w piekle. Recenzja komiksu Nienawidzę Baśniowa tom 4: Konali krótko i płaczliwie

    KorektaLilavati
    Czerń sygnałem końca?

    I pyk, koniec Baśniowa, a przynajmniej wątpliwie radosnej przygody Gertrude. W życiu bym nie przypuszczał, że komiks, którym niespecjalnie byłem zainteresowany, nie tylko mnie rozbawi, ale również faktycznie zaangażuje w losy wybuchowej, zielonowłosej socjopatki. Po czterech tomach i definitywnym zakończeniu historii czuję pustkę typową dla osieroconego odbiorcy. Nawet jeśli Nienawidzę Baśniowa nigdy nie było, no i pewnie już nie będzie, na szczycie moich komiksowych toplist. Ostatni tom definitywnie zamyka większość wątków i ponownie dostarcza porcję kolorowej ewisceracji, ale czy ta zabawa nie zdążyła się już znudzić?

    Dopiero co skończyłem recenzować komiks Hellboy w piekle i czuję się, jakbym drugi raz zaczynał ten sam tekst. Gertrude też wreszcie kopnęła w kalendarz i w efekcie tej nagłej śmierci również trafiła do piekielnych czeluści. Tu podobieństwa się kończą, bo i historia zupełnie inna, i piekło o zdecydowanie odmiennym charakterze. Jakie męki można zesłać na udręczoną dziewczynę, która przez lata zmuszona była przeżywać cukierkowy koszmar, uwięziona w ciele dziecka? Okazuje się, że zawsze może być gorzej, a na każdą kosę znajdzie się kamień. Psychologiczna gehenna nie trwa jednak długo – do Baśniowa zbliża się zagłada, a jedynym ratunkiem przesłodzonego wymiaru zdaje się niedawno zmarła przyczyna setek brutalnych masakr. Epicki pojedynek o efektowności dorównującej energetycznym strzelaninom z Dragon Balla i koniec, konkretny i ostateczny.

    Piekło w Baśniowie zaskakuje.

    No i właśnie z zakończeniem jest problem, bo oprócz konkretności nie mogę za bardzo wydusić z siebie dobrego zdania na jego temat. Zielonowłose uosobienie niepozornej agresji zabrało nas na wiele groteskowych przygód. Trup zasypywał większość stron opowieści, posoka lała się litrami, ale oprócz niczym nieuzasadnionej brutalności dostawałem fantastyczną opowieść napędzaną ogromną wyobraźnią Scottiego Younga i toną odniesień do popkultury i innych komiksów. Zostałem skutecznie wprowadzony w porąbany świat i wyrwany z niego za pomocą kilku totalnie antyklimatycznych stron, oferujących zaskakująco przyziemny epilog. Może i kontekstowo to zakończenie ma sens, no i oferuje jakieś całkiem trzeźwe przemyślenia na temat bujania w obłokach i szarości codziennej egzystencji, ale nie tego oczekiwałem i jestem trochę zawiedziony, nie ukrywam.

    Na szczęście, zanim do tego dochodzi, dostajemy chyba najbardziej spójny narracyjnie etap całej historii. Skupienie się na jednym wątku ogranicza trochę autorowi możliwości bajania i pewnie dla niektórych będzie to minus, ale mnie ucieszyło nadanie odrobiny dynamicznej głębi głównym bohaterom tej krwawej sieczki. Gertrude może i ma mniej okazji do wyrycia kolejnych kresek na drzewcu swojego topora, bo przeciwnik jest bardziej skonkretyzowany, ale odejście od poszatkowanej, dosyć przypadkowej konstrukcji fabularnej zdaje mi się trafnym i zrozumiałym wyborem w drodze do zwieńczenia. Skrajnie szczerbata socjopatka i jej melancholijny, owadzi pomocnik nadal raczą niepowtarzalną chemią skrajnie niedopasowanych charakterków, które (na całe szczęście) doświadczyły zauważalnej, naturalnej ewolucji. Dzięki temu czuć, że w szaleństwie scenariusza jest metoda, a za opętańczym tańcem wypatroszeń skrywał się jakiś plan.

    Wracają starzy znajomi!

    Wizualnie jest bez większych zaskoczeń. Young wciąż daje radę trafiać idealnie w punkt równowagi między okrutnymi paskudztwami i dynamiczną estetyką wieczorynek, a Jean Francois Beaulieu sięga wyżyn kolorystycznego kunsztu, układając masę barw w przejrzysty i niezwykle atrakcyjny sposób. Po lekturze poprzednich tomów nie spotka was tutaj żadna niespodzianka i dobrze, bo to najwyższy z możliwych poziomów w szaleństwie tego rodzaju. Poświęcę więc resztę tego akapitu, żeby ostatecznie pochwalić doskonałą robotę translatorską Marcelego Szpaka. Nienawidzę Baśniowa, jako całość, to idealny przykład przekładu przetworzonego z rozumem i ogromną pasją do swojego zawodu. Dzięki tłumaczowi dostaliśmy, oprócz zwyczajnie sprawnych dialogów, ogrom wytworów cudownego słowotwórstwa, które od początku balansowało na granicy bluźnierstwa i tęczowej słodyczy. Ciastolony majstersztyk, panie kolego, czapki z głów.

    Mogłoby to się skończyć lepiej i mogłoby lepiej utrzymać tempo poprzednich tomów, ale czwarty tom Nienawidzę Baśniowa nie jest znowu taki kompletnie tragiczny. W porównaniu z poprzednikami wypada bardziej konkretnie od strony fabularnej, co mnie w sumie nie jawi się jako oczywista wada, a graficznie utrzymuje bardzo wysoki poziom rozrywki cieszącej oczy zalewem barw ujętych w nieco karykaturalne kształty. Zakończenie wieloletniej wędrówki Getrude po bebechach istot, które miały nieszczęście stanąć na jej drodze, pozostawia lekki niedosyt, ale od samego początku oczekiwałem od tej serii tylko dobrze poprowadzonej jatki, minimalnie usprawiedliwionej składną narracją. Na koniec balans między tymi składnikami trochę się zaburzył, co jednak nie uniemożliwiło czerpania perwersyjnej radości ze zwieńczenia jednej z najbardziej rubasznych i absurdalnych historii z kanonu komiksu, za przeproszeniem, fantastycznego.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Nienawidzę Baśniowa, tom 4: Konali krótko i płaczliwie
    Wydawnictwo: Non Stop Comics
    Scenariusz: Scottie Young
    Rysunki: Scottie Young
    Tłumaczenie: Marceli Szpak
    Typ: komiks
    Gatunek: fantasy/komedia
    Data premiery: 29.11.2019
    Liczba stron: 120

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + wciąż miodne graficznie
    + spektakularne tłumaczenie
    + epicki pojedynek na koniec

    Minusy:
    – antyklimatyczne zakończenie
    – nieco mniej porywająca akcja

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x