Więcej

    Thelma i Louise Pulp Fiction. Recenzja komiksu Bękart

    Oto kolejny z niezliczonych komiksów typu „nie powinno się udać, a jednak”. Każdy czytelnik zna doskonale niejeden taki przykład: a to dzieło ma wtórny pomysł, to znów wykonanie mogłoby być bardziej oryginalne, a to fabuła jakoś nie grzeszy oryginalnością czy wreszcie po prostu nie wydawało się nieszczególnie ciekawe. W tym wypadku zaciekawienie z mojej strony było, ale miałem obawy co wyjdzie z tak wtórnego tematu, jak ucieczka przed prawem. Tym bardziej że nie jestem fanem sensacyjnych opowieści. A jednak Bękart, powieść graficzna Maxa de Radiquesa, okazał się wprost rewelacyjnym w swej prostocie dziełem, o którym szybko się nie zapomina.

    To był historyczny napad. W pewną sobotę miasteczkiem Prescott wstrząsnęła seria jednoczesnych napadów z bronią w ręku. Banki, urzędy pocztowe, sklepy jubilerskie… Łącznie pięćdziesiąt dwa miejsca, w jednej chwili, tak że policja nie miała szans zareagować.

    A teraz May i Eugenie uciekają. Wzięli w tym udział i właśnie jadą przed siebie, z wielkim łupem, starając się omijać blokady i umknąć policji i wspólnikom. Na swojej drodze spotykają różne indywidua, uciekając coraz dalej i dalej. Są jednak rzeczy, przed którymi nie ma ucieczki, a niebezpieczna przeszłość zdecydowanie do nich należy…

    Czy uda im się przetrwać? Czy znajdą bezpieczną przystań? I jaki wpływ będzie miała na nich ta podróż?

    Bękart to historia, która stanowi miks motywów i wątków z najróżniejszych dzieł traktujących o ucieczce przestępców. Thelma i Louise, Bonnie i Clyde… Długo można by wymieniać. Opowieść drogi to też w tym wypadku nie tyle nic świeżego, co wręcz stały element konwencji gatunku. Jakby tego było mało, mamy tu coś z filmów Quentina Tarantino, a jeszcze więcej z komiksów/seriali takich, jak Koniec zxxxanego świata. Jeśli znacie te dzieła – a trudno wyobrazić sobie, by ktoś, kto ma dostęp do telewizora, nie znał zdecydowanej większości z nich – powinniście już mieć dość dobre pojęcie o tym, co czeka na Was w tym komiksie.

    Dla formalności trzeba jednak dodać, że Bękart to opowieść obyczajowa o ludziach. Opowieść o każdym z nas, choć obleczona w sensacyjną historię o podróży. Podróży symbolicznej, choć jednocześnie spełniającej gatunkowe wymogi. Bo tak, jak w Thelmie i Louise nie chodziło o ucieczkę przed policją, ale o pochylenie się nad problemami kobiet, a The End of the F***ing World opowiadał bardziej o próbach znalezienia swojego miejsca w świecie, do którego się nie pasuje, niż o podróży psychopaty i jego przyszłej ofiary, tak i dzieło Maxa de Radiquesa pozostaje bardziej przypowieścią. O czym jednak, każdy najlepiej niech odkryje sam.

    Wszystko to czyta się znakomicie, szybko i lekko. Tekstu jest tu stosunkowo niewiele, akcja szybka, a ilustracje odpowiednio ascetyczne i proste. Prostota jest wręcz uderzająca, nie ma tu nawet dużo czerni, a jednak ma klimat i siłę. I tak najkrócej podsumować można ten komiks: prosty, ascetyczny, ale mający swój urok, a przede wszystkim siłę wymowy. Może to niepozorna historia. Może i wydaje się, że podobnych było już multum, a wszystkie je oglądaliście lub czytaliście bynajmniej nie jeden raz, ale nie ma to znaczenia. Bękarta absolutnie warto jest poznać i wejść w jego brudny, ale pełen liryzmu świat.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Bękart
    Data premiery: marzec 2020
    Scenariusz: Max de Radiques
    Rysunki: Max de Radiques
    Typ: komiks

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + świetna fabuła
    + ciekawa szata graficzna
    + znakomite wydanie

    Minusy:
    - nie zaszkodziłoby więcej świeżości

    Dodaj komentarz

    avatar
    Michał Lipka
    Michał Lipkahttps://ksiazkarniablog.blogspot.com/
    Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga https://ksiazkarniablog.blogspot.com