SIEĆ NERDHEIM:

Neonowa jazda po bandzie. Recenzja Electro Ride: The Neon Racing

Korektayaiez

Electro Ride: The Neon Racing to jedna z tych gier, o których usłyszysz parę słów i już wiesz, że chcesz jak najszybciej poznać to cudo. Kto by się oparł obietnicy szybkiej jazdy neonowym maluchem po futurystycznych trasach na tle ikonicznych miejsc charakterystycznych dla państw bloku wschodniego? Jak to jednak w życiu bywa, rzeczywistość szybko zweryfikowała wysokie oczekiwania, okazując się mniej kolorowa niż miasta, które zwiedzamy w trakcie gry.

Produkcja Sylwestra Osika już w momencie przeglądania karty katalogowej w sklepie przyciąga uwagę nietypową zawartością, którą oferuje. W Electro Ride: The Neon Racing do dyspozycji otrzymujemy 21 samochodów inspirowanych kultowymi klasykami z czasów młodości – jeśli nie naszej, to rodziców i dziadków. Wśród dostępnych aut wyszczególnić możemy wspomnianego wcześniej Malucha, a także Fiata 125p lub też Poloneza. Brak licencji spowodował jednak, że nazwy zostały odpowiednio zmodyfikowane. W grze musimy więc szukać odpowiednio PF Maluva, PF 125p oraz Borewicz Coupe. Nie jest to jednak problemem, gdyż legendarne już pojazdy jesteśmy w stanie rozpoznać po samym kształcie nadwozia. Po wyborze samochodu lądujemy na trasie zlokalizowanej w jednym z państw bloku wschodniego. Ścigać możemy się na drogach umiejscowionych w Warszawie, Berlinie Wschodnim, Moskwie, Warni oraz Pradze. Każda z tych lokacji została przedstawiona w futurystycznej, neonowej oprawie. W tle widzimy jednak zabytkowe budynki, które nadają każdemu miejscu indywidualnego charakteru. Zobaczyć możemy między innymi warszawski Pałac Kultury i Nauki oraz moskiewską cerkiew Wasyla. Stylistyka jest na swój sposób unikatowa i może się podobać, a neonowe szczegóły cieszą oko nawet przy oprawie ubogiej względem wersji na stacjonarne konsole.

Tak Electro Ride: The Neon Racing prezentuje się na wszystkich materiałach reklamowych oraz zapisach rozgrywki. Jednak, gdy w końcu bierzemy pada w ręce i zaczynamy ogrywać tę produkcję samodzielnie, cały czar futurystycznego PRL-u pryska. Pierwszy wehikuł, za którego kierownicą siadamy, to PF Maluv, czyli wspomniany wcześniej Fiat 126p. Na początek miałem ukończyć walkę z duchem, czyli znane z wielu gier wyścigowych próby pobicia własnego rekordu okrążenia. Przyznam szczerze, że byłem zdumiony tym, z jakim trudem ukończyłem poziom nie mając żadnych faktycznych oponentów na drodze. Największym zagrożeniem okazała się jednak sterowność auta, a raczej jej brak. Hamulec w grze działa wyłącznie teoretycznie, a opcja driftowania na zakrętach nie istnieje. Dodatkowo, w zależności od wybranego pojazdu, zbyt gwałtowne przechylenie gałki w prawo lub w lewo może spowodować, że nasz samochód już po chwili sunie gładko przez asfalt ustawiony bokiem do kierunku jazdy.

W tym momencie warto wspomnieć o jedynym power-upie, na jaki możemy trafić w trakcie wyścigu. Jest to dopalacz uruchamiany w zależności od spełnionych warunków. Mianowicie, podczas jazdy wielokrotnie zobaczymy stojące obok siebie trzy kolorowe kafelki. Wjechanie w jeden z nich powoduje, że nasz samochód zmienia swoje barwy. Niedługo później na asfalcie możemy zobaczyć identycznie rozmieszczone trzy pasy. Jeżeli po najechaniu kolor naszego samochodu zgadza się z tym na podłożu, dopalacz zostaje uruchomiony. Dodaje to rozgrywce pewnej świeżości, ponieważ wymaga od gracza większej uwagi i rozwagi w trakcie planowania trasy. Dlaczego jednak wspominam o tym przy okazji krytyki modelu jazdy? Nie bez powodu, ponieważ po gwałtownym przyspieszeniu wszystkie konsekwencje wymienione przy zbyt gwałtownym skręcie są jeszcze bardziej dotkliwe. W takim przypadku najlepszą opcją byłoby jechać wyłącznie przed siebie, aż do zakończenia trybu turbo, lecz czasem przyspieszenie otrzymujemy w trakcie pokonywania łuku i wtedy szansa na pomyślne pokonanie zakrętu jest minimalna. Jeżeli dodamy do tego wszystkiego fakt, że w trakcie normalnych wyścigów wszelkie przepychanki z rywalem również kończą się szybkim wyrzuceniem poza trasę oraz koniecznością zresetowania pozycji pojazdu, to otrzymujemy ostateczny obraz fatalnego i frustrującego modelu jazdy obecnego w Electro Ride: The Neon Racing. Niektórzy mogliby powiedzieć, że jest to świetne odwzorowanie ociężałego sterowania prawdziwych samochodów z tamtych czasów. Niestety, nawet po wielu ukończonych wyścigach często końcowy wynik zależy nie tyle od znajomości trasy i umiejętności, a od tego jak w danym momencie zachowa się nasz samochód. Dość powiedzieć, że na potrzeby recenzji i osiągnięcia jakichkolwiek postępów szybko zmieniłem poziom trudności na łatwy, a nawet wtedy potrafiłem zaprzepaścić cały wyścig, wypadając z toru na ostatniej prostej.

Wyszczególnić jako wadę muszę też zbyt małą liczbę trybów rozgrywki, które znajdziemy w grze. W trakcie krótkiej kariery podchodzimy do walki z duchem, ścigamy się z rywalami i czasem walczymy z bossem. W takim przypadku dosyć szybko do produkcji wkrada się monotonia. Również opcja szybkiego wyścigu nie udostępnia większej liczby dostępnych wariantów. Pochwalić za to muszę zaimplementowanie mulitplayera w trybie podzielonego ekranu. Ten sposób rozgrywki od jakiegoś czasu zaczął wymierać i należy docenić każdą produkcję, która wbrew temu trendowi pozwala na kanapową rozgrywkę. Wracając do tematu wad, zarówno model jazdy jak i liczba trybów gry to rzeczy, które można łatwo naprawić stosowną łatką lub DLC. Po rozwiązaniu tych problemów Electro Ride: The Neon Racing może się okazać bardzo ciekawą produkcją.

O warstwie wizualnej produkcji wspomniałem już na początku tego tekstu. Neonowe miasta bloku wschodniego prezentują się cudnie, a samochody (mimo dość nieskomplikowanej formy prezentacji) mogą się podobać. Każdy model pojazdu jest również łatwo rozpoznawalny już na pierwszy rzut oka. Jeżeli chodzi o obecną w grze ścieżkę dźwiękową to obecne są różne synthwave’owe utwory. Brzmią one całkiem dobrze, lecz żaden z nich został w głowie na dłużej i można odczuć, że muzyka pełni wyłącznie rolę tła dla tego, co dzieje się na ekranie.

Electro Ride: The Neon Racing to pozycja o zmarnowanym potencjale. Udostępniony repertuar samochodów i oprawa wizualna z miejsca zachęcają do wyciągnięcia portfela oraz samodzielnego przetestowania gry. Jednak bardzo kiepski model jazdy i zbyt mała liczba opcji zabawy skutecznie zniechęcają do poświęcenia produkcji dłuższej ilości czasu, a nawet do spontanicznego uruchomienia wieczorową pora w celu ukończenia paru wyścigów na koniec dnia. Jak jednak wspomniałem, są to rzeczy, które mogą zostać poprawione przy okazji aktualizacji, na co gorąco liczę i mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie mi o twórczości Sylwestra Osika usłyszeć.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Electro Ride: The Neon Racing
Wydawca:
Sylwester Osik
Producent:
Ultimate Games
Data premiery:
27.11.2020
Platformy:
PC, Switch
Recenzowany egzemplarz:
Nintendo Switch

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

PODSUMOWANIE

Plusy:
+ możliwość jazdy klasykami PRL’u;
+ piękne, neonowe trasy

Minusy:
- kiepski model jazdy;
- mała liczba opcji;
- nierobiąca wrażenia muzyka

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.